Flos 265

Zanim opanuję tajniki wordpressa oraz doprowadzę do ładu moje zdjęcia,
które nie są wstrząsającej jakości (aparat taki sobie i fotografka też taka sobie), zacznę wątek, który prawdopodobnie nie ma końca.
Bo lampy lubię straszliwie, mogę szukać, oglądać, przymierzać i po prostu się zachwycać. Starymi, nowymi, no name i sygnowanymi. Sufitowymi, stołowymi, podłogowymi. Tylko z kinkietami mam problem, bo bardzo mało jest ciekawych, a bardzo dużo – bardzo okropnych. Ale jedna z moich ukochanych lamp (wciąż w kategorii “wnętrzarskie marzenie do zrealizowania”) to właśnie mega-kinkiet.

Flos 265 zaprojektował w 1973 Paolo Rizzatto – 265 może być czarny, biały albo szary. I może wszystko, bo jest lampą, która nie tylko świeci, ale też organizuje przestrzeń, prowokuje do działania (można ją przesuwać i podnosić) i jest jak duża, ażurowa instalacja ścienna. Podobny efekt można osiągnąć chyba jedynie z kinkietem Potence Jeana Prouvé.

Dziś tylko jedno zdjęcie, poglądowe. Bo inaczej wrzuciłabym kilkadziesiąt i po raz już nie wiem który zaczęła kombinować, gdzie by tu ją powiesić (naprawdę nie mam gdzie, nie mówiąc już o tym, że taka urodziwa lampa ma swoją cenę). Ale wcześniej czy później pewnie coś wymyślę – tak to już jest z obsesjami. Przede wszystkim tymi lampowymi. Oraz krzesłowymi, ale o tym kiedy indziej.

Zdjęcie za: http://www.artilleriet.se/shop/nyheter/265/,  więcej o lampie na stronie projektanta: http://paolorizzatto.it/design-it/lampade/mod-265/

ps: 265 oświetla sobie biureczko Enki Bilal, tak w ogóle: http://booklips.pl/galeria/pracownie-slynnych-tworcow-komiksowych/

Advertisements