Jest taki fragment Wrocławia, który chyba wszyscy znają ze słyszenia, ale mało kto w tym rejonie bywa. Może dlatego, że najwygodniej dojechać tam pociągiem. Ale – łatwo też stamtąd wyjechać poza miasto. To był jeden z powodów, dla którego Szanowny Inwestor (czyli eSzI, prywatnie mój kolega, informatyk-bibliofil) postanowił poszukać mieszkania na Brochowie. Miało być nieduże, w starym budownictwie i nie za jasne (ostatni warunek nie został na szczęście spełniony). Po obejrzeniu kilku co najmniej dziwnych lokali trafił na kawalerkę (38 m. kw.) w kolejowym bloku z początku lat 30., do generalnego remontu.

Mimo straszliwych kolorów, kafli, drewnopodobnych okładzin oraz kuriozalnego, wtórnego układu (z kuchni przebito przejście do łazienki) te pomieszczenia miały w sobie to „coś” dobrego, co sprawia, że przestrzeń wydaje się gościnna, domowa, że można się poczuć na swoim miejscu, po prostu. No i była zachowana, pod wykładziną, stara drewniana podłoga, wszystkie oryginalne drzwi z okuciami oraz szafka-spiżarka pod oknem. Przecież nie można było dopuścić do tego, żeby mieszkanie kupił ktoś inny i położył panele albo wstawił drzwi w okleinie wenge (co po sąsiedzku już się zdarzało). I eSzI kupił, na szczęście. Spytał się tylko, chyba na wszelki wypadek, czy tam na pewno może być ładnie – odpowiedziałam, że tak.

Zaczął się więc remont totalny, z przywracaniem pierwotnego układu i renowacją wszystkiego, co odnowić się dało. A dało się na szczęście dużo. To te oryginalne elementy są najważniejsze, reszta jest biało-czarna i minimalistyczna, wedle życzenia eSzI, który preferuje skandynawskie, ascetyczne wnętrza. Umiarkowanie nie dotyczy jedynie księgozbioru, ale to jest temat na osobny tekst.

IMG_0222

Fragment kuchni z retro-lodówką na pierwszym planie

Najważniejszym pomieszczeniem jest kuchnia. Przestronna, jasna, z szafką-spiżarką pod oknem i kącikiem jadalnianym. Stare deski, po wycyklinowaniu, zostały pobielone, szafka jest odnowiona i świetnie się sprawdza jako schowek na różne różności (dzięki niej parapet jest bardzo głęboki i można na nim wygodnie siedzieć). Nie ma tu nadmiaru – ani sprzętów, ani kolorów, ani dekoracji. Zgodnie sobie egzystują: nowa lodówka i stół z odzysku, z odświeżonym blatem (uratowany przed porąbaniem na opał), plastikowe krzesło, gięty fotel Thoneta i szpitalny stołek. Lampa też jest stara i fabryczna, trochę zardzewiała od środka, ale to w sumie nikomu nie przeszkadza.

IMG_0198

Druga strona kuchni (za drzwiami – pralka i piec)

Po drugiej stronie kuchni zmieściła się prosta zabudowa kuchenna (meble ze znanej wszystkim szwedzkiej firmy na I., zlew ceramiczny też). Nad blatem, oświetlanym przez garażowe lampki, zamontowana została płyta osb, pomalowana farbą i zakończona wąską półką, idealną do ustawiania minipojemniczków, puszek z kawą oraz ozdobnych talerzy.

Porządek na blacie i talerze z Łysej Góry

Talerze są fragmentem mojej kolekcji – zawędrowały nad blat, bo było miejsce akurat na takie dwa okazy (eSzI, jako osoba pokojowo nastawiona do świata, nie protestował przeciwko wystawce). Talerze wyprodukowano w latach 60. w Łysej Górze, są ze szkliwionej gliny i mają taki swojski, ludowo-etnograficzny styl, a jednocześnie są utrzymane w pięknej, stonowanej kolorystyce. To zresztą nie jedyne okazy ceramiczne w brochowskiej kuchni – jako patera na owoce służy talerz z Bolesławca (pogodna interpretacja bolesławieckich kropek z lat 60.), a na półeczce nadblatowej stoi szereg przedwojennych pojemniczków na przyprawy.

Kropki z Bolesławca i kreski z Breslau

Oprócz wspomnianej podłogi i szafki odnowione zostały również framugi i drzwi – były pomalowane kilkoma warstwami farby, a w dolnej części ktoś wyrąbał kratkę wentylacyjną. Teraz są białe, gładkie, matowe, z oryginalną klamką i szybą z mrożonego szkła.

Drzwi do kuchni (przed i po)

Już tutaj widać, jak mniej więcej wyglądała kuchnia przed remontem. Ale dla porównania –  jeszcze dwa zdjęcia ze smętnym linoleum, bordowymi kaflami i narożnikiem. Nie był to budujący widok – tym bardziej się cieszę, że eSzI na początku uwierzył, że będzie dobrze.

Kuchnia przed remontem

W kolejowym bloku jest jeszcze pokój (a właściwie biblioteka z miejscem do spania), łazienka i przedpokój. Jako że w każdym z tych pomieszczeń są jakieś miłe i ciekawe detale – to spróbuję przygotować dla nich kolejne wpisy. Zdaję sobie sprawę, że zdjęcia nie są najlepszej jakości – mój ulubiony canon g7 robi piękne zdjęcia przyrodzie w słoneczny dzień, we wnętrzach radzi sobie nieco gorzej. Ale może da się coś z tym zrobić.

Przez cały remont (który miał też momenty trudne, jak to w starym budownictwie) wspierało mnie fotoforum “Wnętrza mieszkań”, ulubione i jedyne. Gdyby ktoś był ciekaw kolejnych, budowlanych etapów prac, to na forum znajdzie wszystko: http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,35,126235709.html

Dziękuję eSzI za możliwość pokazywania jego lokalu. Zapewniam, że porządek nie został zrobiony z powodu minisesji fotograficznej – tam naprawdę tak jest.  I albedo jest optymalne.

IMG_0258IMG_0209

Przy tym starym stole dobrze się siedzi i pije herbatę. Drewno jest gładkie, miłe w dotyku. Na thonetowskim fotelu widać jeszcze całkiem wyraźny, secesyjny wzór. Cisza i sudoku w kolejowej kuchni.

Advertisements