Nie znam się na malarstwie – każda próba rzetelnej analizy kończy się na zebraniu informacji, ustaleniu cech kompozycji, kolorystyki oraz innych szczegółów technicznych, po czym następuje moment bezradności. Co dalej? Dlaczego nie zachwyca, skoro powinien zachwycać? Albo – czemu zachwyca, jeśli nie powinien?

Jako że nie przepadam za momentami bezradności, już jakiś czas temu postanowiłam zawodowo zająć się architekturą, w której jednak pierwiastków metafizycznych jest nieco mniej (co nie znaczy, że nie ma), a obrazy po prostu lubić i nie zastanawiać się za często, jaki mają sens albo co je wyróżnia. Bo chyba każdy zna takie obrazy, które go intrygują, przyciągają, rozśmieszają albo uspokajają. I takie, o których nie może przestać myśleć, które budzą irracjonalny lęk, irytują i oszukują. Dlaczego? Tego nie wiem. Ale mam w domu jeden obraz, bez którego byłoby mi smutno i źle. To przyczepa Niewiadów, pastelowe wspomnienie wakacji o wymiarach 140 cm na 150 cm.

IMG_8100

Sztuka na swoim miejscu

Cykl Kemping.pl 2010 (i “moja” przyczepa) został namalowany przez wrocławską artystkę Luizę Zimerman, która poza malarstwem zajmuje się również tworzeniem instalacji i rozedrganych, świetlnych kompozycji: http://luizazimerman.blogspot.com.

Cztery obrazy pokazują klasyczną, polską przyczepę N126 w różnych kontekstach i funkcjach: jako altanę na trawniku, kosz plażowy, gwiazdę dyskoteki i dziewczyńskie schronienie. Wszystkie są wzbogacone o detale, które dodają płótnom głębi i wzmacniają wrażenie surrealizmu (sztuczna trawa, siatka, piasek itd.).

Kemping.pl 2010 (zdjęcia ze strony: http://luizazimerman.blogspot.com/)

Ten typ przyczepy, wymyślony w 1973 roku specjalnie do Fiata 126p, jest do dziś produkowany przez Zakłady Sprzętu Precyzyjnego “Niewiadów”. I wciąż jest używany: bywa towarzyszem podróży, ale również letnim domkiem, altanką na działce, składzikiem, pustelnią i miejscem spotkań (o czym najlepiej wie mój brat, wieloletni użytkownik przyczepy, która chyba nigdy nie wyjechała na żadne wakacje, za to była schronieniem dla karłowickich chłopaków). Niewiadów ma wiele twarzy i kilka z nich widać na obrazach, które przypominają zapomnianą  ikonę wzornictwa lat 70., są też ukłonem w stronę przeszłości i wczasów spędzanych na leśnych campingach, z zestawem wędek, krzyżówkami i audycją “Lato z radiem”.  W Czaplinku, Krzeczkowie, Olejnicy, Łagowie, Lubieszewie czy Gościmiu. To z powodu tych skojarzeń tak lubię ten obraz: trochę melancholijny, trochę naiwny, hiperrealistyczny i oniryczny, dosłowny i delikatny.

Totalne retro: Niewiadów i Włocławek

Nie będę tutaj dywagować o wyższości oryginału nad reprodukcją, bo już wiele razy się przekonałam, że nawet najlepsza kopia nie oddaje światła, kolorów ani nastroju, jaki miewają konkretne, wyjątkowe płótna. Mogę tylko potwierdzić, że niewiele rzeczy cieszy tak bardzo, jak posiadanie obrazu – bo ma się wtedy na wyciągnięcie ręki fragment idealnego, własnego świata. A wakacje nigdy się nie kończą.

Advertisements