Odnawianie starych mebli to trochę zabawa, trochę przygoda, a trochę magiczne zaklinanie rzeczywistości. W piwnicach, na strychach i śmietnikach codziennie można znaleźć krzesła, fotele, szafki i stoły: część z nich ma ciekawą formę, jakiś detal albo po prostu wartość sentymentalną. Jako że nie przekonują mnie mieszkania, w których wszystkie meble są prosto ze sklepu, to zawsze próbuję przemycić chociaż kilka starych elementów. Odnowienie fotela, który np. kiedyś stał w salonie dziadków, a potem powędrował na strych, to jeden z najprostszych sposobów nadania nowemu miejscu bardziej prywatnego, osobistego charakteru. A jeśli przy okazji ten fotel ma interesującą formę, podkreśloną odpowiednim materiałem, to zyskujemy oryginalny, niepowtarzalny mebel, w którym będzie się można rozsiadać przez kolejne lata. Po prostu: ekonomiczne, ekologicznie i estetycznie.

Nie odnawiam mebli sama – ja je tylko znajduję, uruchamiam wyobraźnię i dostarczam do Pana Władka, czyli tapicera rezydującego na wrocławskim Księżu Małym. Czasem meble znajdują mnie – tak było z parą foteli z lat 60., które przyjechały z Zielonej Góry. Były obite czerwonym, mocno przetartym materiałem, ale czarne, metalowe nóżki miały w niemal idealnym stanie. Jeden poszedł w szarość (oraz w świat), drugi poszedł w fiolet i został u mnie.

IMG_0474

W plenerze (czyli “na garażach”)

Dla tego typu foteli najlepsze są tkaniny o wyraźnym splocie, w jednolitym kolorze. Wtedy forma jest na pierwszym planie, a kontrast między czarnymi, cienkimi nóżkami i siedzeniem – mocniejszy. W największej chyba obecnie polskiej pracowni renowacji powojennych mebli (czyli w http://www.refre.pl/) podobne fotele odnawiane są na kilka sposobów i obijane w różne materiały. Nie wszystkie wersje mnie przekonują, nie przepadam również za perfekcyjnym malowaniem lub lakierowaniem elementów drewnianych i metalowych. Lubię drobne uszkodzenia i otarcia – to też kawałek przeszłości.

Fioletowy splot

Można bawić się kolorem, fakturą i wzorami, a wszystko zależy od nastroju i efektu, na jaki akurat ma się ochotę. Na przykład fioletowy fotel zadziałał nieco psychodelicznie w eklektyczno-vintażowej klubokawiarni, a szary dobrze znalazł się w neutralnej, białej przestrzeni. Żeby mu nie było nudno ma do towarzystwa krzesło obite wzorzystym materiałem (ze szwedzkiego sklepu). Ktoś je wyrzucił do kontenera na śmieci, ale dostało drugą szansę. Nogi ma oczywiście pomalowane oryginalną farbą olejną (to akurat należałoby zmienić, ale jakoś się nie złożyło).

Fioletowo

Szaro

Do pana tapicera trafia nie tylko reprezentacja wzornictwa lat 60., ale także bardziej klasyczne okazy, takie jak nabyty okazyjnie czeski fotel, który dość długo czekał na swój moment. Należało wymienić cały środek i materiał, nadać mu trochę lekkości, ale nie naruszać najważniejszych elementów, czyli poręczy ze starego, wygładzonego drewna, mocowanych chromowanymi śrubami. I miał mieć coś niebieskiego. To ma – oczka.

W plenerze (czyli na Księżu Małym)

IMG_9588

Stare drewno i oczka

Na renowację czeka jeszcze brat-bliźniak, który być może dostanie jakieś ciemne (może granatowe?) ubranie. Czekają też krzesła z giętej sklejki i fotel 366, i jeszcze kilka innych okazów. Mam nadzieję, że ich czas nadejdzie: wtedy pan Władek będzie miał zajęcie, ja – zabawę w wynajdywanie materiałów, a jakieś nowe mieszkanie – coś starego i odratowanego.

Advertisements