Za dużo jeszcze wokół bałaganu, żeby zrobić więcej zdjęć. Czekają na powieszenie/zainstalowanie plakaty, talerze i inne ważne, lubiane, zbędne detale. Ale własny, zupełnie prywatny projekt mieszkaniowy mogę już uznać za rozpoczęty.

Zaczyna się, tak jak trzeba, na 4 piętrze bloku z połowy lat 60., w południowej części Wrocławia, prawie na Gajowicach. Czyli tam, gdzie wojna spowodowała duże zniszczenia, a na fali poodwilżowego entuzjazmu (oraz z ekonomicznej konieczności) zainicjowano proces żmudnego zszywania fragmentów dzielnicy tak, aby zaczęła przypominać i funkcjonować jak część miasta. Ulice, uliczki, place, skwerki i trawniki – mozaika kamienic, bloków, pawilonów, straganów, basenów przeciwpożarowych, szkół, jadłodajni i pustki. Znam je z innego czasu, mocno szkolnego i teraz odkrywam na nowo, trochę lepiej rozumiejąc pewne mechanizmy urbanistyczne i architektoniczne. Jestem tu chwilę, ale w sumie od dawna. Przy ulicy wytyczonej jeszcze w Breslau, wykrojonej w 1969 roku z innej ulicy po to, by wzmocnić przyjaźń polsko-ukraińską.

To jest 26 metrów kwadratowych do zamieszkania. Punkt obserwacyjny. Kawalerka.

IMG_1458

Martwa natura/Biuro Rzeczy Znalezionych

Advertisements