Bardzo lubię takie akcje – ktoś ma ochotę na zmiany i ma potrzebę działania, a ode mnie oczekuje właściwie tylko wsparcia i poparcia. To ja wtedy wspieram chętnie, umacniam i doradzam, ewentualnie zadzwonię do majstra albo zajrzę we wzornik kolorów i coś wybiorę.

Ostatnio miałam przyjemność oraz radość niezwykłą z pomagania w odświeżaniu dwupokojowego, miłego wrocławskiego mieszkania w nowym budownictwie, którego właścicielka dobrze wiedziała, czego chce. A przede wszystkim chciała zmiany: zgodziłyśmy się od razu co do spraw zasadniczych, podyskutowałyśmy o detalach, wymieniłyśmy się mailami i machina remontowa ruszyła. Akcja jeszcze trwa, więc prawdziwa sesja foto pewnie za jakiś miesiąc, ale już dziś mogę pokazać kilka fragmentów i przede wszystkim granatową ścianę, pomalowaną farbą tablicową.

IMG_2570

IMG_2567

Granatowa ściana, wieszak z odzysku i szafki na buty

Mieszkanie wymagało odświeżenia: dawno nie było malowane, a w międzyczasie budynek zaczął osiadać i pojawiły się spękania na ścianach i suficie. Czyli należało wszystko zagipsować, zaszpachlować i pomalować na nowo. Blady beż (wpadający momentami w lekko zielonkawy) został w salonie zastąpiony bielą, a ścianę korytarza pomalowaliśmy na ciemny granat: jest to jednocześnie tablica, po której można pisać kredą, miejsce na buty oraz dobre tło do eksponowania detali. Biegnące przez środek ściany miedziane rury są teraz matowo czarne, a na ciemnym tle świetnie prezentuje się stary wieszak z kolorowymi kulkami. Jest metalowy, ciut odrapany, prawdziwy vintage – właścicielka ma słabość do takich eksponatów oraz talent do ich wyszukiwania.

IMG_2568

Korytarz i wszystko na swoim miejscu

Oprócz granatu i bieli na ścianach pojawił się jeszcze jeden kolor – do sypialni wybrałyśmy szaro-niebiesko-gołębi odcień, lekki i świeży, który zmienia się w zależności od pory dnia. Został zgapiony z plakatu do “Jeziora Łabędziego”, który stał w tym pokoju już dłuższy czas i czekał na odpowiednią ekspozycję. Przyznaję, że miałam lekkie obawy, czy kolor będzie trafiony, bo zazwyczaj ordynuję biel albo ciemne kolory, a z jasnymi mam problem. Jednak tu byłam pewna, że biel nie zadziała i że trzeba znaleźć odcień, który rozświetli to nieduże pomieszczenie. Plakat Wiesława Wałkuskiego był też inspiracją dla zakupu nowej lampy: teraz zamiast skromniutkiego klosza wisi chmura z piór. Może nie daje za wiele światła, ale nastrój robi i to najważniejsze. Na malowanie czeka jeszcze łóżko, trwają poszukiwania lampki nocnej, ale już można spokojnie iść spać.

IMG_2576IMG_2572

Łabędzi puch wieczorową porą

W pokojach zrobiło się zdecydowanie jaśniej i pogodniej – z powodu kolorów, ale też zdjęć i plakatów, które długo czekały na powieszenie i wreszcie znalazły swoje miejsce. Zaczyna się już klarować zakątek jadalniany, nad którym zawisła odnowiona, przemysłowa lampa – kupiona już dość dawno, zamontowana na nowym haku nad stołem, dobrze oświetla czerwony, muzyczny “Hair”. Na kolejnej ścianie godną ekspozycję otrzymali chłopcy z Liverpoolu w wersji plakatowej oraz prasowej, grający i przechodzący przez Abbey Road. Galeria będzie uzupełniana, Pepperland wymaga jeszcze udomowienia, ale już widać, że to dobre miejsce do mieszkania. I słuchania “Yellow Submarine”.

IMG_2564

Tylko w kinach studyjnych

Miniremont objął też tunning kuchni (wymiana starych kafelków na białą mozaikę, nowe blaty itd.), pojawią się też nowe drzwi i jeszcze kilka detali. Zatem – ciąg dalszy nastąpi!

Advertisements