W ferworze działań okołopracowych i czerwcowych (w tym również inicjowania chaszczy na balkonie) udało mi się wynaleźć kolejny szrot. Tym razem jednak ma on funkcję, działa i nawet był potrzebny – co doceniłam już po montażu.

To stara, metalowa i chromowana lampa biurkowa, produkcji najpewniej polskiej – ma sprytny uchwyt i sposób regulacji (kulka, łożysko, te sprawy), nadaje się i do stołu, i do regału. Jako że na biurku już lampkę mam, to postanowiłam tę zamontować do półki – zresztą było to chyba jedyne logicznie miejsce w mikromieszkaniu. No i okazało się, że lampie tam dobrze, i na dodatek kompozycja ścienna zrobiła się właściwie samorzutnie – bo jeśli źródło światła, to i obiekt do oświetalania. I zawisł talerz z Chodzieży, który do tej pory tułał się po lokalu i nie mógł znaleźć sobie miejsca. Tutaj zakotwiczył na dobre.

Lampa doprecyzowała ten retro zakątek, dobrze dogaduje się z fotelem Eamsowym i resztą szrotów. Zarówno w dzień, jak i z wieczora.

IMG_2599

IMG_2618

Retro zakątek dzienny

IMG_2614

IMG_2613

Retro zakątek wieczorowy

Advertisements