Czasem się zdarza, że zagadki zostają wyjaśnione, a na pytania (nawet na te niezadane) znajduje się odpowiedź. Zupełnie niespodziewanie. Moja przygoda z pięknym, turkusowym szkłem, zakupionym na bazarze, okazuje się mieć ciąg dalszy i to bardzo ciekawy. Odezwała się do mnie Ann-Mary, kolekcjonerka czeskiego szkła, z wiadomością, że to moje szkło ma autora (całkiem znanego) i dokładne datowanie, i że pewnie chciałabym to wiedzieć. No ba!

IMG_3116

Popielniczka z bazaru

Zatem (dzięki uprzejmości Ann-Mary): turkusową popielniczkę zaprojektował w 1962 roku Rudolf Jurnikl dla huty Rosice. To wzór nr 1045, produkowany w kilku kolorach oraz w dość dużej ilości. Co mi w ogóle nie przeszkadza, bo czuję się teraz jak prawdziwy kolekcjoner oraz koneser, oczywiście. Szczególnie, że na wystawie we wrocławskiej galerii BWA (w grudniu 2013 roku) było kilka sztuk czechosłowackiego szkła, które mnie urzekło całkowicie, nazachwycać się nie mogłam. I co? I teraz się okazuje, że zachwycałam się również Rudolfem Jurniklem i jego wazonami. To się chyba nazywa “wyrabianiem oka”, potem w śmieciach łatwiej wypatrzyć jakiś okaz.

Popielniczki są popularne, wciąż można je nabyć (wszakże za nieco więcej niż  5 złotych), w różnych odcieniach. Chętnie przygarnęłabym jeszcze cytrynową albo łososiową. Więcej o hucie Rosice (w ogóle dobra strona o szkle):

http://www.20thcenturyglass.com/glass_encyclopedia/bohemian_glass/rosiceglass_home.htm

O samym Jurniklu:

http://20cglass.co.uk/index.php?main_page=index&cPath=55_39

A siostry popielniczki bywają takie:

jurnikl2

jurnikl3

Cytrynowa i zielona /ze strony: www.20cglass.co.uk/

rudolf-jurnikl-sklo-union-ashtray-rosice-glassworks

Łososiowa /ze strony: www.midcentury-kc.com/

Na wspomnianej wystawie w BWA, zatytułowanej “Wojna i pokój” i prezentującej wzornictwo z lat 60. w PRL i w Czechosłowacji, było kilka pięknych okazów szkła:

bwa1

Wazony: 1. Frantisek Peceny, 2. i 3. Rudolf Jurnikl, 4. Vladislav Urban. Fot. Justyna Fedec (BWA Wrocław)

Temat jest frapujący i wielowątkowy, nasi sąsiedzi produkowali cuda przeróżne, warto się zapoznać z tą twórczością, chociażby dlatego, że są to przedmioty nie ustępujące wzornictwu włoskiemu czy skandynawskiemu z tamtego czasu. Warto też znać jego cechy, chociażby dlatego, żeby nie kupować czeskiego wazonu z przekonaniem, że jest to Murano. A tak często są reklamowane te czechosłowackie skarby. Dzięki wskazówkom Ann-Mary dowiedziałam się właśnie, że mój no name bladoróżowy wazon nie jest taki całkiem bezimienny, ale to produkcja Borocrystal. Po czym to można poznać? W ogóle czeskie szkło ma dość charakterystycznie opracowaną krawędź podstawy, lekko ściętą i matową. A na przykład szkło muranowskie ma krawędzie gładkie, wyszlifowane, często lekko uniesione na rogach. Ten detal jest dość ważny i pomocny przy weryfikacji. Z daleka właściwie tego nie widać:

IMG_3104

Borocrystal w pełnej krasie

Jak wynika z powyższych rozważań, człowiek się dokształca wciąż oraz przy różnych okazjach. Na tym przykładzie widać również, że nie jestem profesjonalnym kolekcjonerem ani wielkim znawcą tematu – przede wszystkim szukam uroku, detalu i koloru. A zapoznanie się później z historią danego przedmiotu stanowi w pewnym sensie potwierdzenie mojego instynktu zbieracza (“nic o tym nie wiem, ale czuję, że dobre” – bardzo fachowe podejście, eh).

Ogromnie i bardzo dziękuję Ann-Mary za wskazówki i pomoc. Jest rzeczą zupełnie niezwykłą, kiedy ktoś, sam z siebie, pisze maila na blogowy adres. Bo po 1. to niespodzianka, a po 2. to informacja, że moje opowieści dziwnej treści czasem bywają czytane. Co jest zaskakujące, miłe i stresujące. No więc przy tej szklanej okazji dziękuję w ogóle wszystkim, którzy mają czas i ochotę zaglądać do Pokoi Umeblowanych. Będę je zatem meblować dalej.

Advertisements