Turystyczne, polukrowane Stare Miasto, city bulwarów, zieleni i parterowych domków, przytulonych do imponujących, eklektycznych kamienic; wiedeńsko-paryski szyk, skandynawskie momenty i poradziecki kontekst. Miasto w pół drogi, z wieloma tożsamościami, napisane po niemiecku i łotewsku, a słyszane po rosyjsku. Z jasnym, wysokim niebem, z wyczuwalną bliskością sosnowych lasów i morza, z mewami siadającymi na neobarokowych balustradach balkonów. Ryga poza ścisłym centrum okazuje się niezwykle ciekawym konglomeratem opuszczonych domów i brukowanych uliczek, przy których wznoszą się wysokie kościoły i pałace nauki, a w miejskim parku-lesie można posłuchać 20.000 łotewskich chórzystów, w specjalnie na ten cel wzniesionym amfiteatrze. W tym roku jest również Europejską Stolicą Kultury, o czym świadczą przede wszystkim nieprzebrane ilości śpiewaków z całego świata, napotykane w każdym zakątku miasta, a także owocowe lody na patyku, wymyślone na 2014 rok.

Nawet w samym śródmieściu udaje się czasem znaleźć miejsce trochę zapomniane, zawieszone w bezruchu, wypełnione przedmiotami z przeszłości. Wyrabiany przez lata instynkt poszukiwacza takich miejsc zaprowadził nas do muzeum-atelier-pracowni Janisa Rozentālsa przy ulicy Alberta 12 (czyli Alberta iela 12). Ten chyba najsławniejszy łotewski malarz, którego twórczość można sytuować gdzieś pomiędzy naszym Malczewskim a Mehofferem, mieszkał tam i pracował od 1904 do 1915. Okolica jest dość reprezentacyjna, cała ulica Alberta to takie laboratorium ryskiej secesji: ruchliwej, przeładowanej, nieco obscenicznej i ekshibicjonistycznie dekoracyjnej. Przyznam się, że mam do tych wykwitów, kiczowatych i przerysowanych, pewną słabość – w tym przypadku smaczku całej feerii lian, lin i sfinksów dodaje fakt, że kilka takich kamienic zaprojektował Michaił Eisenstein, ojciec awangardowego reżysera Siergieja Eisensteina: od teraz jego konstruktywistyczne schody będą dla mnie również buntem przeciw odaliskom.

IMG_3559

Odaliska z ulicy Alberta

Rozentāls mieszkał na najwyższym piętrze narożnej kamienicy, zaprojektowanej przez łotewskich architektów (Konstantina Pēkšēnsa i Eižensa Laubę), a na poddaszu, pełnym rozproszonego światła, wpadającego przez przeszklony sufit, znajdowało się atelier. Czyli klasyczny układ apartamentu zamożnego artysty z przełomu wieków – chciałam je zobaczyć także dlatego, że generalnie takie mieszkania-muzea są jednymi z moich ulubionych, żeby wymienić chociażby paryski lokal Gustawa Moreau. Bo to nie tylko obrazy, ale też przedmioty, kolory i przestrzeń, i przeczucie przeszłości.

IMG_3579

Schodami w górę

Narożna kamienica jest obecnie odrestaurowana, ze starannie odtworzoną dekoracją ścian i odnowionymi detalami. Trochę ta nowa secesyjność bywa zwodnicza i powierzchowna, dlatego też ominęliśmy szerokim łukiem znajdujące się na parterze muzeum Art Nouveau (gdzie bilety sprzedawała pani przebrana za prawie damę z epoki) i wspięliśmy się na samą górę. Tam już była cisza, miasto zostało na dole.

IMG_3584IMG_3588IMG_3590

Samotne meble i stare tapety

Na najwyższe piętro modernizacja jeszcze nie dotarła – założone w 1973 roku muzeum trwa w niezmienionej postaci. Właściwie puste, z przedmiotami sugerującymi zamożny, mieszczański fin de siècle, z celowo odkrytymi warstwami starych tapet i nowymi zaciekami na ścianach. Nie przypomina mieszkania Moreau czy chociażby Mehoffera, gdzie wrażenie zadomowienia, za sprawą niemal idealnie zachowanego wyposażenia, jest sugestywniejsze.

IMG_3594

Pokój z wieżyczką i Elli Forsell

W mieszkaniu można dostrzec również obecność żony malarza, fińskiej śpiewaczki i aktorki Elli Forsell – na sztalugach stoją jej portrety, na ścianach wiszą plakaty z przedstawień. Obok nich dokumenty i papiery pisarza Rūdolfsa Blaumanisa, który pomieszkiwał u artystycznego małżeństwa i któremu jest poświęcona część muzealnej ekspozycji.

Z melancholijnych, amfiladowych pokoi przechodzi się do atelier, po wąskich i stromych schodach. Tam jest mniej pustki, a więcej światła. I obrazów, przedmiotów, codzienności. Jest jedwabny parawan, za którym przebierały się modelki, jest podest z miejscem do pozowania, są szkice, obrazy, kilimy, biała, drewniana podłoga zamiast smutnego linoleum, a nawet mała umywalka do zmycia z rąk śladów farby.

IMG_3598

IMG_3602

IMG_3600

W atelier Janisa

Miejsce zatrzymane w czasie, ponad dachami ruchliwego miasta i poza rytmem dnia. Wszyscy dawno stąd wyszli, nikt już nie naleje wody do ceramicznej misy, nie naklei kolejnej, wzorzystej tapety. Wnętrza pełne słów z kilku języków dziś przyjmują uproszczone, angielskie komunikaty przypadkowych zwiedzających. Błyskawicznie wchłania je cisza, zieleń doniczkowych kwiatów, lekki zapach stęchlizny.

Mieszkanie Rozentālsa to nie eksportowa secesja, to podszewka, zaplecze, odprysk dawnego, wielkiego świata. Podobne fragmenty, liszaje i przemożną chęć trwania można wyczuć i odnaleźć już na rogiem odnowionej i wypreparowanej ze znaczeń Alberta iela. To tylko jeden z kierunków ryskiego spaceru – inne mogą  prowadzić nad morze, do amfiteatru albo pod pomnik wiadomego wyzwolenia.

IMG_3621IMG_3649

Ryski spacer

/Więcej o muzeum tu:

http://memorialiemuzeji.lv/en/museums/janis-rozentals-and-rudolfs-blaumanis-museum/

Advertisements