Najpierw była poranna kontrola na budowie (tynki schną, w lokalu klimat podzwrotnikowy), a po kontroli – wycieczka na giełdę. Pogoda wydawała się zachęcająca, do wydania miałam raczej śladową ilość gotówki, ale za to dużą potrzebę interakcji oraz dyskusji o szkle, ceramice i współczesności.

Nie zawiodłam się, bo stoiska/stragany/dywany/składane stoliki zajmowały w czwartek całe hektary betonowych parkingów, można było spacerować, przebierać, grymasić, żartować oraz targować się (skutecznie). Utargowałam drobiazg do kolekcji oraz paterę “na prezent”, ale przede wszystkim z niekłamaną przyjemnością oddałam się obserwacjom życia giełdowego, scenek rodzajowych oraz studiowaniu martwych natur.

Szczególnie kilka okazów malarstwa rodzajowo-portretowo-pejzażowego przykuło moją uwagę – w tonacji raczej żywej, z przewagą zieleni.

IMG_5431

IMG_5435

Zieleń wyblakła i zieleń (jak) żywa

IMG_5426

Święte dziewczątka

Oczywiście, jak to na każdej giełdzie, bogatą reprezentację miał świat fauny – pojawiły się naturalnej wielkości ceramiczne sznaucery, tygrysy oraz pumy. Pojawił się też, i nawet przystanął, wypchany lis, po prośbie.

IMG_5430

IMG_5429

Zwierzyna łowna

Niezmiennie, z podziwem i fascynacją, obserwuję stoiska z militariami, oblężone przez wielbicieli bagnetów, hełmów i masek gazowych, którzy licytują roczniki, modele, armie, wojny, skuteczność lub jej brak. W większości przypadków sam towar wygląda jak hałda khaki-brązowych elementów niewiadomego przeznaczenia, ale czasem sekcja militarna miewa jednak ciekawe walory estetyczne i kolorystyczne.

IMG_5425

IMG_5424

Sojusz wojskowo-cywilny

Na meble staram się nie patrzeć, bo jeszcze zapragnę jakiejś komody albo fotela, który i tak wyląduje w piwnicy, razem z innymi, do kolekcji i renowacji. Ale trzeba przyznać, że gdyby (gdyby!) ktoś szukał ładnej szafy, bieliźniarki  czy stołu, to na pewno coś by znalazł. W otoczeniu magazynów i konewek.

IMG_5423

IMG_5436

Parking umeblowany

IMG_5422

Relaks obok fotela

Obok interakcji towarzyskich było też kilka profesjonalnych (Ile pan chce za to czeskie szkło? O, a skąd pani wie, że to czeskie?), ale i refleksyjnych. Ostatnimi czasy chodzą za mną piękne, naturalne materiały – takie, które nie tylko wyglądają, ale przede wszystkim są delikatne i czułe w dotyku. I dlatego przez pięć minut głaskałam zegar.

IMG_5433

IMG_5434

Onyksowy Francuz

Zegar był działający, francuski, międzywojenny i miał świetną formę, która eksponowała materiał, kolor i fakturę. Pozostałe (kominkowy klasyk i neorokoko z dziewczynką) stanowiły dla niego tylko tło. Głaskałam i wzdychałam, aż się pan zainteresował. I ucięliśmy sobie pogawędkę o tym, kto się zna, a kto nie, kto lubi, a komu obojętne. Że się trzeba uczyć patrzeć, oceniać i doceniać. Najlepiej – już od wczesnych lat szkolnych.

/W tym miejscu chciałabym zaapelować, tak ogólnie, do wszystkich tych, którzy budują czy remontują domy i duże mieszkania, i wydają zyliardy na deszczownice, rekuperacje i lodówki z kostkarkami: kupujcie też piękne stare przedmioty! Takie jak ten zegar – starannie wykonane, wizualnie intrygujące, bazujące na połączeniu szlachetnego materiału z prostą formą. W sumie nowoczesne, odnajdą się w każdym, nawet minimalistycznym wnętrzu i będą wtedy kontrapunktem, dopełnieniem lub ironicznym nawiasem. Chciałabym, żeby ktoś ten zegar zobaczył, dotknął i już nie mógł przestać o nim myśleć – i w końcu by go kupił, postawił na parapecie w pełnym słońcu i zobaczył, jak światło przenika przez delikatny kamień. Tak to właśnie powinno wyglądać. Ament/

A tymczasem dwie Japonki, odziane w klapki i wielkie kapelusze, nabyły na pobliskim stoisku biało-niebieski dzwonek oraz minichodaki, reklamowane przez panią jako “Holland, Holland!”. Poszłam więc zajrzeć za drzwi.

IMG_5432

Drzwi do moto-centrum

PS Tak, kupiłam wazon. Z onyksu.

Advertisements