Dokoła zieleń obłędna, dnie coraz dłuższe, a tu się koniec WR zbliża. Może nie za szybko, ale jednak.

Ściany czekają na pomalowanie, parkiet na olejowanie i uzupełnienie (to właśnie przez podłogi WR ma opóźnienie), i jeszcze straszy dziura po oknie w kuchni. Straszy i czeka, podobno już niedługo, już zaraz, będzie pani zadowolona.

IMG_5574

Kuchnia z widokiem

Znikła też odwieczna zabudowa balkonu i teraz jest tylko balkon. Po prostu. I widok z balkonu. Na drzewa. Znikły załomy i zakamarki, światło zagląda do wszystkich pokoi, także do tego najmniejszego, z wejściem przez oszlifowane drzwi.

 IMG_5564

IMG_5571

Drzwi i widoki (od strony łazienki)

Najbardziej lubię przedpokój, który teraz, dzięki poszerzeniu, ma przyjazne proporcje i coś takiego gościnnego, że chętnie przyciągnęłabym tu któryś z rozlicznych foteli i postawiła w przejściu. Miałabym wtedy widok na wszystkie strony lokalu. Może poza łazienką, bo ma wąskie drzwi i składa się przede wszystkim z komina.

Moje łazienkowe dylematy, roztrząsane już na blogu, skończyły się bardzo grzecznie oraz ekonomicznie: na podłodze szare sześciokąty (włażące na wannę) i duże, białe prostokąty na ścianach. Największą ekstrawagancją są chyba krany, znalezione przez KSz i zwane robocopami – skrajnie niepraktyczne, ale zabawne. Jeszcze tylko kolor na komin, lustro, jakaś szafka, trochę gratów i celę łazienkową uznam za skończoną. A, i jeszcze trzeba posprzątać.

IMG_5568

IMG_5565

Robocopy wieczorową porą

WR ma więc teraz lekki przestój, z powodów nie tylko budowlanych, ale przyspieszy z początkiem czerwca. Wtedy może będzie co pokazać. Po wielkim sprzątaniu. I po 50 latach.

PS Dziękuję H. za komentarz na blogu, dzięki któremu wyklarowała się wizja łazienki. A koleżance E. jestem przewdzięczna dozgonnie za pomoc, rysunki i olimpijski spokój.

Advertisements