Jest już połowa sierpnia, miesiąc temu rozczulałam się nad starym stołem i w międzyczasie miałam ambitny plan opisania procesu odnawiania podłóg oraz zaprezentowania kolejnej odsłony cyklu “Mieszkać inaczej”. I co? I wakacje. I upał, jezioro, koniki polne oraz tysiąc rzeczy do przykręcenia/złożenia/pomalowania. Zatem sierpień nadal pod znakiem działań remontowych i tym samym blog coraz bardziej skręca w stronę terapeutycznego dzienniczka pt. “Ja i mój nowy dom”. Zdaję sobie z tego sprawę, ubolewam nad takim zwrotem akcji, ale w obliczu wysokich temperatur, niskiego ciśnienia i przerw w dostawach prądu nie mam innego wyjścia. Zrobi się chłodniej, będzie profesjonalniej. Na razie nie.

Na razie urządza się balkon: roślinność omdlewa, usiąść można w wiklinowych fotelach (dar zza zachodniej granicy), a napoje chłodzące oraz świece ustawiane są na stoliku tak bardzo z ikei, że bardziej nie można. KSz skonstruował go z kartonów, w które opakowana była szafa. Mebel jest stabilny, tylko trzeba uważać, żeby nie zamókł na deszczu (na co się na razie nie zanosi).

IMG_6216

IMG_6215

Na balkonie (wiklina, tektura i pomidory)

To naprawdę zaskakujące, jak dużo rzeczy jest do zrobienia w tak niedużym przecież mieszkaniu. Na przykład lampy: pomimo ciągłego wybierania, wieszania i wiercenia nadal na sufitach kwitną białe kable. Ale nie poddajemy się – najważniejsze, że wiszą już lampy w pokojach. Wszystkie niskobudżetowe, oczywiście.

IMG_5992

IMG_6005

IMG_6009

Lejek salonowy z lotką w tle

Do lampy w pokoju dziennym przymierzałam się dość długo – na próbę powieszony został nawet wielki, granatowy klosz, który tak w ogóle był super, ale zasłaniał pół okna. W sumie chyba pierwszy raz w życiu miałam styczność z dziwnym zadaniem, jakim jest wybór lampy, która wisi na tle okna. Najchętniej bym tu widziała lekki kryształowy żyrandol albo jakieś różowe Murano, kwiaty, gałązki i złoto – to jednak pieśń przyszłości, a na teraz został wyciągnięty z piwnicy plastikowy lejek. Kilka lat temu zakupiłam go na giełdzie staroci, spodobał mi się kształt i dość szlachetne tworzywo, a że nie było dla niego miejsca, to musiał poczekać. I się doczekał, zawisł, świeci miło, klosz ma lekko transparentny, więc oświetla i stół, i część pokoju. To kolejny przedmiot z kolekcji zbieranej przez lata na zasadzie “ładne, kiedyś się przyda”.

Natomiast zupełnie nie z kolekcji, ale ze sklepowej wyprzedaży przybyła kula do małego pokoju. Też miły plastik, całkiem współczesny i wyprodukowany przez firmę Koziol. Znałam i lubiłam ten model (Orion), ale miałam opory, żeby go kupić za kwotę trzycyfrową. A kiedy się okazało, że można nabyć za kwotę dwucyfrową, to oporów już nie było i orion świeci nad regałem oraz szkłem.

IMG_6023

IMG_6024

Orion w małym pokoju

Sypialnia została doposażona standardowo, w przyczepę oraz papierową poduszkę. Jakby ktoś nie wiedział, to ikea matka nasza już wycofała ten model lampy (na szczęście zrobiłam zapasy).

IMG_6171

Nieustające wakacje

Trudno stwierdzić, które pomieszczenie jest najbardziej skończone (lub nieskończone). Sytuacja jest dynamiczna, coś przybywa, czegoś ubywa lub jest przenoszone z miejsca na miejsce. Pojawiają się też kolejne dekoracje oraz kompozycje.

IMG_6058

IMG_6056

IMG_6053

Kompozycje trwałe oraz mniej

Zdecydowanie szybciej przebiega proces komponowania wazonów, pater i szkła, niż prace budowlane, takie jak skrobanie obudów (co widać). Powyciągałam bibeloty z kartonów, teraz wreszcie mogą odetchnąć wazony z Tułowic i Włocławka, gliniany ptaszek-skarbonka, emaliowana patera z Olkusza i cała reszta też.

Drobiazgami się bawię, to zajęcie akurat na lato, natomiast poważniejsze sprzęty potrafią przysporzyć sporo kłopotów oraz zgryzot. Począwszy od bardzo konkretnych (uszkodzenia ciała podczas składania szaf), a skończywszy na paraliżu decyzyjnym. Tenże paraliż ujawnił się przy wyborze kanapy do pokoju dziennego, wyposażonego już w stół oraz fotele (fioletowy stary i nowy czarny, czyli Comfee z Noti). Naiwnie rozpoczęłam poszukiwania, mniemając, że są na świecie kanapy zgrabne, wygodne i nie za miliardy. No więc nie ma. W każdym razie we Wrocławiu, i żeby jeszcze dało się na nich usiąść, dotknąć materiału, obejrzeć. Może to jakaś fanaberia, ale nie umiem kupować w ciemno takich mebli – moje doświadczenia kanapowe to jak na razie ikea, starocie ożywiane przez pana tapicera oraz jedna firma, co robi rozkładane leżanki, niestety za duże do tego mieszkania.

Chodziłam, szukałam, wertowałam katalogi, miłe panie były miłe, kanapy kosztowały grube tysiące, a frustracja narastała. W końcu stwierdziłam, że tak dalej być nie może, nie będzie ze mnie żaden mebel energii wysysał – zrobiłam wnętrzarski rachunek sumienia, przypomniałam sobie, że jest jedna taka, co mi się zawsze podobała i pojechałam wiadomo gdzie. KSz zasiadł, orzekł, że miło, ale czy nie za szeroka? Pewnie tak, ale ma prześwietny kolor i w ogóle nie przypomina godnej, prawdziwej kanapy. I w ten sposób via Ikea przybył do mieszkania Pod Różowym Królikiem zupełnie niebieski kanapon (czyli Söderhamn).

IMG_6234

IMG_6224

IMG_6220

IMG_6236

Söderhamn w kolorze

Przez kilka dni, zanim kanapon stanął, przejmowałam się, czy nie za niebieski, czy nie za duży, że przecież tu powinna stać zgrabna, szara sofa, a nie takie nie-wiadomo-co. Za dużo się chyba naoglądałam dziwnych mebli i trochę straciłam wyczucie – a przecież jeśli zawsze mi się podobała ta kanapa i rozmiary miała mniej więcej w porządku, to czego tu się obawiać? Trzeba się bardziej słuchać, a potem to już będzie z górki. Jak i w tym pokoju: jeszcze tylko półki na książki, talerze na ścianę i takie tam detale. A kanapon stoi, wygodny jest obrzydliwie, przypadł do gustu zarówno domownikom, jak i gościom, w tym Funi, która wlazła na, wlazła pod, ułożyła się na poduszkach i przysnęła. Czyli mebel można uznać za udomowiony.

Prawie skończona jest łazienka, średnio – kuchnia, w ogóle – mały pokój, ale tam, w trudzie i znoju, robi się szafa. Prezentacja odbędzie się w terminie późniejszym, kiedy będzie już co pokazywać, a nie tylko migawki i rozterki. Wcześniej czy później musi się udać, przecież nad tym lokalem czuwa różowy technokrólik.

IMG_5920

Technokrólik strzeże drzwi do łazienki

/a Funia to uroczy biały pieseczek rasy Bichon Frise. Z kanaponem komponuje się idealnie. Pozdrowienia dla redaktorowej!/

Advertisements