Archives for category: kolekcje

Ogólne zamglenie i zaciemnienie powinno może wzbudzić większą chęć na udekorowanie lokalu gwiazdkami, aniołkami i choinkami z bibuły, ale jakoś nie wzbudza, szczególnie, że akurat jeśli chodzi o dekoracje okolicznościowe, to staram się je minimalizować i ograniczać do świeczek i zielonych gałęzi (okraszonych ewentualnie jakąś psychodeliczną bombką). Jednak brak reniferów i girland nie oznacza pustki czy poczucia braku, ponieważ wystawka szklana wciąż się rozwija i wzbogaca o nowe okazy.  I mimo tego, że niebawem zabraknie miejsca na regałach (boję się o tym myśleć…), to nowy nabytek bez problemu odnalazł się wśród czesko-niemieckiego towarzystwa, a nawet zaanektował sporą część wystawkowej przestrzeni. Nie mogło być inaczej, bo to solidny, ciężki i piękny prostopadłościan z Murano.

dscf5039

dscf5044

Nowe Murano w kolekcji

Nie za bardzo wiadomo, jak właściwie nazwać te kilka kilogramów szkła: misa, waza, pojemnik? Mogłaby to być popielniczka, ale nie ma rowków na papierosy (a zdarzają się takie egzemplarze). W pewnym sensie to kolekcjonerski ideał: funkcja nieznana, forma zdecydowana (blok szkła ze ściętymi narożnikami i wydrążoną częścią środkową), zestaw kolorów zjawiskowy (chłodny błękit, ciepła ochra, ciemna oberżyna). Kupiliśmy ten ideał (z niewielkimi rysami) na październikowej giełdzie staroci – transakcję poprzedziło krążenie wokół stoiska, wzdychanie, obliczanie wspólnego budżetu i dyskutowanie z panem sprzedawcą, który docenił nasze zaangażowanie oraz wiedzę, co miało swoje odzwierciedlenie w miłym finale transakcji.

Szklana cegła, w której KSz widzi odblask op-artu i malarstwa Marka Rothko, utwierdziła nas w przekonaniu, że jeśli włoskie szkło, to Murano, a jeśli Murano – to fasetowane (czyli ostro cięte, z wyraźnymi krawędziami i płaszczyznami). W naszej kolekcji szkła lat 50. i 60. przeważają czeskie wazony (organiczne i barwne), natomiast wszystkie trzy (na razie!) egzemplarze muranowskiego szkła mają właśnie takie zdecydowane formy i po trzy kolory, układające się w oddzielne warstwy.

Pierwszy był zielony wazon, kupiony parę lat temu na Gnieźnieńskiej, w towarzystwie MD, który wspierał ten wybór i ułatwił decyzję (sam nabył szklaną głowę Elvisa, bodajże).

DSCF5022.JPG

dscf5025

Pierwszy muranowski wazon

Potem przez dłuższy czas nic się nie działo, na scenie pojawili się Czesi i zaanektowali wystawkę. Do czasu – w ubiegłym roku przywieźliśmy z Rzymu suwenir w postaci wieloboku o nieokreślonej do końca funkcji (prawie popielniczka, ale nie całkiem). Dużą przyjemnością było szperanie we włoskich starociach, a jeszcze większą wynalezienie tego okazu w niepokojących kolorach (blady róż, neonowa żółć, głęboki rubin) oraz przeszmuglowanie go w bagażu podręcznym…

dscf5010

Prawie popielniczka

Kolory dopełniają się lub powtarzają, bryły są dość zróżnicowane, być może jest to jedna manufaktura, ale niestety nie wiem tego na pewno, bo nie zachowały się firmowe naklejki. Szkło, produkowane na wyspie Murano w pobliżu Wenecji, powstawało i powstaje w kilku manufakturach, wzory się powtarzają, kolorystyka również. Czasem znajdziecie w opisie wazonu nazwę np. Mandruzzato albo Seguso, i to nie będzie typ naczynia, ale nazwa fabryki, gdzie dane naczynie (figurka, naszyjnik, żyrandol) powstał. Często przy szkle powojennym pojawia się też określenie sommerso – to technika, która pozwala na stosowanie kilku kolorów szkła w taki sposób, żeby się ze sobą nie zlewały i które była bardzo popularna w latach 50. i 60. XX wieku. Stąd te nasze okazy możemy włączyć do grupy szkła sommerso, przypuszczalnie produkowanego przez Mandruzzato, natomiast trudno jest dokładnie określić ich projektanta.

Tu więcej sommerso:

http://www.20thcenturyglass.com/glass_encyclopedia/murano_glass/other_glass/muranosommerso_home.htm

Tu więcej fasetowanego szkła z Murano:

http://www.20thcenturyglass.com/glass_encyclopedia/murano_glass/other_glass/muranofaceted_home.htm

dscf5033

Trio z Murano

Gdyby ktoś z Was chciał nabyć szkło tego typu, niech nie da się zwieść sprzedawcom, którzy w sumie o każdym wazonie są w stanie powiedzieć, że: “pani, to najprawdziwsze Murano!”. Przyjrzyjcie się krawędziom i wykończeniu podstawy, które jest delikatne i gładkie, a narożniki są lekko uniesione do góry. Bo jeśli chodzi o formy, to były powtarzane i modyfikowane, podobne znajdziecie wśród produkcji niemieckiej i czechosłowackiej – tylko z sommerso Włosi radzili sobie najlepiej (chyba nawet jest to zastrzeżona receptura).

Oczywiście te nasze okazy nie są jakieś wyjątkowe (no, może oprócz pięknej cegły), w muranowskich hutach powstało (i powstaje do dziś) cała masa szklanej galanterii. Duża jej część przepada w mrokach niepamięci (oraz szaf i kredensów), są jednak egzemplarze, które się nie starzeją i nazwiska, które wpisały się w historię światowego wzornictwa, jak np. Flavio Poli i jego świetliste, barwne kompozycje (mam cichą nadzieję, że kiedyś pojawi się kolekcji).

flavio-poli-03-665x627

Wazon projektu Flavio Poli

Więcej o nim i jego szkle można poczytać (i pooglądać!) tu:

http://www.italianways.com/the-magic-of-flavio-polis-submerged-glass/

Jest coś takiego w tych kolorach i w przejrzystości szklanej masy, że mimowolnie zastanawiamy się, jak w ogóle jest możliwe wykonanie takiej bryły i jej warstw. Żeby łatwiej wyobrazić sobie proces powstawania – obejrzyjcie krótki film o historii Murano w ogóle i o wydmuchiwaniu szkła w szczególe:

dscf5046

dscf5054

Murano w roli głównej

Moja znajomość z Murano nie zaczęła się od wazonów, ale od koralików, nawlekanych cierpliwie w licealnych czasach: szklane kule z zatopionymi złotymi i srebrnymi foliami przywoziła z Włoch koleżanka A., i dzięki temu mogłam się zapoznać z muranowską feerią barw w mikroskali. Jakiś czas później, też dzięki A., zobaczyłam na żywo szklane żyrandole udekorowane kwiatami, listkami oraz koralikami, i długo nie mogłam się otrząsnąć z wrażenia (bo to nieprawdopodobny miks kiczu i rzemieślniczej wirtuozerii – fascynujący proces produkcji lampy możecie zobaczyć na filmie z linku powyżej).

Produkcja szkła obejmuje poważne zlecenia (kandelabry, lustra, wazy), ale także drobne, dekoracyjne gadżety, takie jak figurki (które mnie jakoś w ogóle nie interesują) oraz cukierki, do których słabość mam szczególnie wtedy, kiedy mogę je poukładać na szklanych paterach. Nie są sygnowane ani spektakularne, ale są urocze. I szklane.

dscf9010

dscf9005

dscf9013

Muranowskie słodkości (z pozdrowieniami dla A.!)

/Nie mam zwyczaju wymyślania noworocznych postanowień, ale patrząc na te szkła i kolory (oraz na smętną zawiesinę za oknem) mam ochotę zaplanować wycieczkę do Wenecji, Murano i muzeum szkła: http://museovetro.visitmuve.it/

 

Czerwiec nie skłaniał do pisania, a lipiec właśnie się kończy. Był pełen miejsc, opowieści, poszukiwań i aktywności kulturalno-rozrywkowych. Oraz pracy, która wyprowadziła mnie poza Wrocław, ucieszyła i zmęczyła, i jest tematem na osobny wpis, który szkicuję sobie w głowie od kilku dni. Ale zanim zacznę i zbiorę w całość chojnowską układankę (tak, tak, zwiedzajcie Dolny Śląsk!), to zakończę lipiec feerią barw, z przewagą odcieni szklanych, złotych i świetlistych.

DSCF7002

Kolor totalny – fragment czeskiej (czechosłowackiej) patery

Już się wydawało, że w tym miesiącu na giełdę nie pójdziemy, bo papierologia, siedzenie przy komputerze i takie tam. Szczęśliwym trafem moje ulubione forum zażądało nowości (“Pani, a co tam na starociach? Bom ciekawa nowych okazów”), a KSz słusznie zauważył, że jest weekend i można się udać pod Iglicę. Krótka wycieczka, dla rozpoznania sytuacji.

Rozpoznawaliśmy ją całkiem intensywnie i dogłębnie, pewnie dlatego, że pogoda była idealna, a ludzkość ogólnie w nastrojach przyjacielskich – co poskutkowało długimi dyskusjami o urodzie (nieoczywistej, jak dla mnie) szkła uranowego, o kalekich (oczywiście szklanych) łabędziach i kolorystycznych preferencjach Polaków w latach 80. (wszyscy chcieli rubinowe wazony, to mieli).

Efekt? Obłędna, wielka, czeska patera, a właściwie feeria barw, oscylująca wokół różu i pomarańczu z kroplą niebieskości, zamknięta w masie przejrzystego szkła. Organiczna i rzeźbiarska forma, nieregularna, nieco wydłużona, z podniesionymi krawędziami i zgrubieniami na końcach. Ze wstępnego rozeznania wynika, że to Borocrystal (dzięki, Ann-Mary!), więc byłby to już drugi okaz z tej huty w naszej kolekcji. Paterę wypatrzył KSz, i tym samym chyba oficjalnie należy uznać go już nie za Konesera Szrotów, ale za Konesera Szkła. Niech i tak będzie, ważne, że zbiory się powiększają o takie spektakularne egzemplarze.

DSCF7003

patera

DSCF7013

Duet polsko-czeski na parapecie

Nowy nabytek potrzebuje dużo światła, więc wylądował na parapecie, w sąsiedztwie ceramicznego pucharu oraz wysokiego, miodowego wazonu, który zakupiłam na poprzedniej giełdzie (pomimo braku przekonania ze strony KSz). To polskie szkło, lata 70. albo 80., z wyraźnym wpływem Horbowego: ustawiony wśród czerwonych kieliszków nie był zbyt zachęcający, jednak po umyciu i odpowiedniej ekspozycji odzyskał blask i urodę. A teraz, w tym zestawie, to już w ogóle kwitnie.

Zakupy nie skończyły się na spektakularnej paterze – do mieszkania pod Różowym Królikiem przybył spod Iglicy szmaragdowy miniwazonik (paterka?) z Zeleznego Brodu (zapewne projektu M. Klingera). Kolor ma wysycony i mocny, formę również nieco organiczną, i już odnalazł swoje miejsce wśród różowości w małym pokoju.

DSCF7009

Szmaragdowy drobiazg (ZBS)

Czechosłowacki monopol przełamany został absolutnie niepotrzebnym, uroczym oraz niewielkim świecznikiem: to produkt niemiecki, VEB ILM-KRISTALL, kolor jasny, ciut oliwkowy, szlif wyrazisty, przejrzystość zacna. Miał zostać na tym stoisku, obok krzywego łabędzia? Nie został i jeszcze znalazł miejsce obok swego krajana (na półce stoi już kobaltowy wazon tej samej produkcji).

DSCF7011

Niemiecki świecznik (jeszcze z metką)

Szklane powierzchnie odbijają światło, przestrzeń wokół wibruje kolorami, a ja zauważam u siebie postępujące uzależnienie od tych przedmiotów: mogę przez kilkanaście minut siedzieć i patrzeć, jak słońce załamuje się w krawędziach wazonów i jak zmieniają się odcienie i barwy (to w sumie może też być efekt nie posiadania telewizora, hm). Wyszukuję ulubione tonacje kolorystyczne nie tylko w paterach – często noszę bransoletkę z bursztynów i muranowskiego szkła, która cała się mieni i świeci. Dokładam do niej jeszcze trochę złota i mleczną perłę, i wtedy mam wakacje. I trochę tęsknię za rzymskim światłem.

DSCF7030m

Wielobarwne tło i pierścionki oczywiście od http://www.yuvel.pl

Zapisz

Zapisz

Czerwiec nie skłania do pisania. Bardziej interesujące okazują się plenery, tereny zielone, słońce i wszystkie poboczne aktywności. Niektóre z takich działań stają się coraz ważniejsze i ciekawsze, i zajmują coraz więcej czasu i przestrzeni. Mogę do nich na pewno zaliczyć wszystkie tematy biżuteryjne i fotograficzne, oscylujące wokół srebra i złota: miniony miesiąc był bardzo yuvelowy, co mnie cieszy niezmiernie i zaostrza apetyt na więcej.

Przy okazji robienia zdjęć nowej serii naszyjników (geometryczne formy i delikatne łańcuszki) wyciągnęłam z podręcznego magazynku wzornictwa lat 60. emaliowaną tackę, wyprodukowaną przez hutę w Rybniku. Do kompletu jest jeszcze cukiernica i mlecznik, wszystko czarne, połyskliwe, udekorowane złotymi, abstrakcyjnymi znakami i czekające od dawna na swoje pięć minut, które właśnie nadeszło. Duet zadziałał bezbłędnie, obiecuję sobie, że do tego stylowego tła jeszcze wrócę.

IMG_0049

IMG_0007

IMG_0018

Srebrne naszyjniki od http://yuvel.pl/

Dla nowych projektów sprawdzają się różne tła, oprócz czarnej emalii i lnu także biel, po prostu i dla wyrazistej faktury srebra. Geometrii przybywa, kolejny naszyjnik gotowy i graniastosłupowy:

IMG_0113

Graniastosłup i geometryczny łańcuszek od http://yuvel.pl/

W ciągu ubiegłego miesiąca miałyśmy też przyjemność wykonać kilka zleceń na zamówienie, dla miłych znajomych i nieznajomych. Mam nadzieję, że będzie im z tą biżuterią dobrze i pogodnie na co dzień i od święta. Na przykład z tymi srebrnymi, matowymi obrączkami:

IMG_0015

IMG_0013

IMG_0067

Srebrne obrączki dla niej i dla niego od http://yuvel.pl/

Oczywiście świat nie kończy się na Yuvel i biżuterii, chociaż to coraz ważniejsza część mojej rzeczywistości. Ale – szykuje się nowy remont (na który bardzo się cieszę, bo ma w sobie pierwiastek sentymentalnej podróży w przeszłość oraz urok odnowionych kontaktów towarzyskich), a pod Różowym Królikiem pojawiają się kolejne detale (mniej lub bardziej prozaiczne). Epokowym wydarzeniem okazał się montaż kratki wentylacyjnej: białej, ceramicznej, dziurkowanej. Następne już na pewno będą listwy!

DSCF5005

DSCF5002

Mała rzecz, a cieszy (i dziura nad lodówką zniknęła)

Kolekcja szkła, zamiast powiększyć się o nowy wazon, powiększyła się o absolutnie niepotrzebny, ale urodziwy (oraz przeceniony) świecznik Toma Dixona. Złoci się i świeci, wieczorami szczególnie.

DSCF7005

Mała rzecz, a świeci (szkło i reszta)

Za kilka dni minie rok od wprowadzenia się do nowego/starego mieszkania. Nadal mnie to jakoś dziwi i zaskakuje. I cieszy, w bardzo konkretnych momentach, takich jak wtedy, kiedy mogę pójść do ogrodu i narwać piwonii. Z tej kępy kwiatów, która “od zawsze” rośnie pod płotem, i z której “od zawsze” ktoś zabierał kilka pąków i układał z nich bukiet. W tym roku bukiet był rozwichrzony, pachnący i bladoróżowy. I mój.

IMG_0091

IMG_0088

Piwonie i popielniczka Bohemia

/Niezmiennie zachęcam do zaglądania na stronę http://yuvel.pl/

i na fb https://www.facebook.com/yuvelbizuteria/

A ceramiczne kratki można nabyć tutaj: http://gappy.pl/

Zapisz

Im więcej było wokół wiosny, światła i zieloności, tym wyraźniej odczuwałam przesyt wzorami i kolorami w najbliższym otoczeniu. Oranże, fiolety i pejzaże, ładujące akumulatory w zimowe popołudnia, stały się nieco męczące oraz trochę opatrzone – trzeba było zatem coś zmienić. Kierunek nowych poszukiwań był dość precyzyjny: niech to będzie faktura i linia, dużo bieli i graficznego rozedrgania. I niech będzie przeciwwagą dla szklanej feerii barw oraz realistycznej przyczepy.

Poszukiwania rozpoczęłam trochę losowo, szybko się jednak okazało, że krążę wokół  jednego kierunku, a nawet – wokół jednej artystki. Grafiki Anny Łabuz oglądałam już jakiś czas temu (przy okazji meblowania zupełnie innego mieszkania), potem znów na nie trafiłam (za sprawą tarnowskich wydarzeń kulturalnych) i wreszcie znalazłam stronę z jej portfolio, i wtedy już całkowicie zagłębiłam się w graficzne meandry. A jak się zagłębiłam, to zrozumiałam, że właśnie tego potrzebuje teraz nasze rozjaśnione mieszkanie – abstrakcji, nawiasu, wyraźnego konturu. Był jednak poważny dylemat, bo trzeba się było zdecydować na którąś  pracę. A właściwie na jedną z dwóch.

06_moj2

05_moj

Anna Łabuz “Przepływ”/”W czasie i poza czasem” (akwaforta, akwatinta)

Dyskusje z KSz trwały kilka dni, on obstawiał dynamiczny “Przepływ”, a ja ciemniejszą i bardziej statyczną kompozycję z cyklu “W czasie i poza czasem”. W końcu został osiągnięty kompromis, bo po kontakcie z Anną Łabuz okazało się, że właśnie te grafiki są do obejrzenia i kupienia, i do tego we Wrocławiu. Umówiłyśmy się, obejrzałam, zakupiłam. Obie.

Nie mogło być inaczej: ten miks akwatinty i akwaforty, aksamitna faktura papieru, kilka odcieni czerni (która wcale nie jest jednolicie czarna, ale oscyluje momentami między granatem, zielenią a turkusem), zestawienia rozedrganych linii i zdecydowanych płaszczyzn mają w sobie subtelnie wykreśloną przestrzeń i wyciszoną energię, która trwa pod białą powierzchnią. To abstrakcje malownicze i ekspresyjne, rozpostarte między mrokiem a światłem, narracyjne i hipnotyzujące, o wspólnym, wyrazistym języku.

03_untitled

02_architecture

01_hanging

Grafiki Anny Łabuz / http://www.coroflot.com/A_nouk/Imprints

Przez chwilę trwały przymiarki, ostatecznie rocznicowy prezent dla KSz zawisł w pokoju dziennym, a chmura czerni powędrowała do sypialni. Najpierw wisiały na klamerkach, ale system nie do końca się sprawdził, więc bardzo nieelegancko oprawiłam jedną z grafik w ramę wypełnioną zwykłym szkłem. I chociaż wiem, że to nieprofesjonalne i że szyba powinna być antyrefleksyjna (kiedyś będzie!), to cieszą mnie odbicia świata, przepływające przez czarne kontury. Wtedy tego świata (i światła) jest jakoś więcej.

DSCF1080

DSCF1070

DSCF1084

DSCF1162

DSCF1158

“Przepływ” na swoim miejscu

Po drugiej stronie pokoju zmiana miała miejsce już nieco wcześniej, bo również postanowiłam wyciszyć poprzednią kompozycję: wymieniłam plakaty (kolejny, bardziej graficzny Lapicque ujrzał światło dzienne) i dodałam skromny talerzyk, który publicznie nie był jeszcze prezentowany (dyskretna, ceramiczna Łysa Góra). Takie są efekty nieposiadania telewizora, po prostu trzeba od czasu do czasu zmienić zestaw dekoracji, na które często się patrzy.

DSCF1033

DSCF1034

DSCF1029

DSCF1027

Łysa Góra i Lapicque, czyli kolejna odsłona ściany muzycznej

W sypialni na razie zrezygnowałam z ramy, nie chcę zamykać za szkłem tej sensualnej powierzchni i niebieskawych niuansów czerni. Talerze z Chodzieży już nie są samotne, przyczepa zyskała kontrapunkt, a nasycona detalem sypialnia stała się miejscem właściwie poza czasem.

DSCF1088

DSCF1086

DSCF1090

Graficzna sypialnia (w odcieniach turkusu)

Jak już kiedyś wspominałam na blogowych łamach, nie umiem fachowo pisać o obrazach (i grafikach też), i nie będę tu nikogo raczyć analizami i interpretacjami prac Anny Łabuz. Po prostu  weszłam w tę przestrzeń, zanurzyłam się w czarno-białe meandry, a teraz mam na wyciągniecie ręki i bliskość spojrzenia własny fragment przepływu i czasu.

Szukajcie swojej sztuki i przy okazji przejrzyjcie też całe portfolio Ani, której życzę powrotu do pracowni i nowego, graficznego otwarcia. Trzymam kciuki i chętnie zaglądam tutaj:

http://www.coroflot.com/a_nouk

/Oczywiście wiem, że słońce szkodzi sztuce – zasłonę odsłoniłam tylko do zdjęć/

 

Z końcem miesiąca (to znaczy wraz z giełdą staroci) w kolekcji czeskiego szkła pojawił się kolejny okaz. To cytrynowożółty wazon o organicznej formie, rozwirowanej i secesyjnej, a do tego – grawerowany w trzciny, bąbelki i uśmiechniętą rybę. Projekt Františka Zemka z końca lat 50., wykonany prawdopodobnie w hucie Zelezny Brod.

DSCF9129

DSCF9131

DSCF9127

DSCF9134

Wazon z rybą (proj. Fr. Zemek)

W latach 50. projektant eksperymentował ze szkłem prasowanym i z formami bardziej płynnymi, dynamicznymi – te wazony są właśnie świadectwem poszukiwań, które doprowadziły Zemka do wypracowania nowych metod i wielobarwnych kompozycji.

zemek2

Wazon o formach organicznych, dwukolorowy (źródło: etsy.com)

Pod koniec lat 50. Zemek rozpoczął pracę w hucie Mstisov i opracował m. in. kolekcję “Rapsodia”: to zestaw wazonów, wazoników i pater bazujących na kompozycji czterech kolorów (zieleń, błękit, żółć, łososiowy), o formach również organicznych, asymetrycznych, niespokojnych. Najmniejszy wazonik z tej serii znalazłam w ubiegłym roku na giełdzie staroci, ma numer seryjny 52031.

DSCF9136

DSCF9137

Wazonik z kolekcji “Rapsodia” (1956-1960, František Zemek, huta Mstisov)

“Rapsodia” to większe i mniejsze okazy, wszystkie barwne i świetliste, zachowujące równowagę między płaszczyzną jasnego szkła a smugami koloru.

zemek4

zemek3

Kolekcja “Rapsodia” Františka Zemka (źrodło: modernistglass.com, webareal.cz)

Wśród zbieraczy i znawców czeskiego szkła Zemek plasuje się na dość wysokiej pozycji, choć wciąż pozostaje postacią nieco zapomnianą, być może dlatego, że jego kariera trwała stosunkowo krótko (zginął tragicznie w wypadku samochodowym). Jednak, jak mówi Mark Hill, brytyjski kolekcjoner czechosłowackich skarbów: Now there’s a name you don’t hear every day. But it is one that you might hear more of in the future. 

Frantisek Zemek’s Glass Designs

Więcej informacji o Zemku i jego projektach można znaleźć w katalogu prac: http://picasaweb.google.com/104509467784289017506/FrantisekZemek?authkey=Gv1sRgCKX52IeMm9aJ8QE#

O “Rapsodii”:

http://www.webareal.cz/ceskoslovenskesklo/25-STARE-CLANKY-OLD-ARTICLES/945-Rhapsodymania

I na mojej ulubionej stronie, gdzie są także inne kolekcje (np. “Harmonia”):

http://www.20thcenturyglass.com/glass_encyclopedia/bohemian_glass/mstisovglass_home.htm

A w świetle coraz dłuższych, styczniowych dni szkło Zemka, Jurnikla i Klingera nabiera kolorów i zapowiada przedwiośnie.

DSCF9093

DSCF9097

DSCF9106

Szklana wystawka

W pokojach umeblowanych jakoś jaśniej, zakwitły kwiaty oraz lampy, lustro odbija kolory i wreszcie znalazło się miejsce na muzykę (czyli adapter i retro-kolumny B&O wynalezione przez KSz i ustawione na wiadomej szafce).

DSCF9116

DSCF9117

DSCF9118

DSCF9105

DSCF9102

DSCF9112

DSCF9109

DSCF9139

DSCF9078

Gra muzyka (nad ps-em paryski plakat i wrocławskie litery od BZ)

/ps 1: Muszę chyba podszkolić się w robieniu zdjęć tym wszystkim szklanym okazom – kolekcja jednak zobowiązuje. A szklane uzależnienie zaczęło się przecież od turkusowej popielniczki, kupionej za 5 zet na Dworcu Świebodzkim…

ps 2: Ciekawe, kto i w jaki sposób decydował o tym, czy na wazonie będzie uśmiechnięta ryba. Może jakieś losowanie w hucie?

ps 3: Kolumny są w pięknym teakowym fornirze, grają świetnie, jak to rocznik Woodstock. Lepszych bym nie wymyśliła. A KSz po prostu znalazł/

Bardzo po prostu odbyło się pierwsze świętowanie w nowym/starym domu i przy tej okazji w dziennym pokoju zainstalowana została mikrochoinka (pieszczotliwie zwana przez nabywcę Badylkiem), a w kuchni zaświeciła papierowa gwiazda. Święto oświetlenia wciąż trwa, z różnym natężeniem i w różnych formach: światło jest w szkle i słowach, w refleksach i refleksjach, w sąsiedzkich rozmowach i spojrzeniach wstecz. Im ciemnej na zewnątrz, tym bardziej domowo wewnątrz (i w kuchni).

IMG_0101

IMG_0141

IMG_0106

Światłokuchennie

Pejzaże za oknem mało zimowe, wrzos nadal trwa na posterunku, chociaż jego czas już teoretycznie minął. Odmierzany zresztą przez zegar-prezent, tykający spokojnie i wymagający pewnego zastanowienia (ale tylko na pierwszy rzut oka). W kuchni zawisły szafki, co stało się okazją do przeglądu skarbów w kartonach – światło dzienne ujrzały serwisy oraz kieliszki o bliżej nieznanym przeznaczeniu. Wśród porcelany jest kilka smakowitych egzemplarzy z lat 60., należy im się chyba osobna opowieść (szczególnie zielonej “Karolinie”, malowanej w czarne pajęczaki).

IMG_0098

IMG_0094

IMG_0090

Fragment zbiorów: Karolina, Ćmielów i reszta

Choinkobadylek skromnie stoi w kącie, udekorowany niestety śladowo – jestem wyznawczynią choinek barokowych, z lametą i bombkami wielopokoleniowymi, ale na tym egzemplarzu nie udało się zamontować zbyt wiele. Zrekompensowałam to sobie ubierając choinkę u rodziców i wyciągając z pudełek wszystko, co się jeszcze nadawało do powieszenia. W tym sopel, który pradziadek sprezentował swojej wnuczce (czyli mojej mamie), kryzysową Pyzę z lat 80. oraz oczywiście papierowe gwiazdki, zrobione w szkole podstawowej przez kolegę Krystiana H.

Badylek ma się nieźle, świeci (to najważniejsze) i czeka na marzec, kiedy to podjęta zostanie próba zasadzenia go w ogrodzie. Dał schronienie owocom sezonowym, ale również pogodnym prezentom, w tym książce Mariana i Kaliny Zwiedzajcie Piastowski Wrocław. Piękne lata 60. dolnośląskiego wzornictwa, plakaty i murale Tadeusza Ciałowicza na czarno-białych zdjęciach pulsują barwą, kreską i światłem. Również neonowym.

IMG_0132

IMG_0118

IMG_0120

IMG_0113

Badylek, Wrocław i słodkie Murano

Oranż, żółć, róż – litera Ż ma najwidoczniej duży potencjał żaru. Korzystam z niej chętnie i zapalam kolejne świeczki w niezwykle kulturalnych świecznikach, którymi obdarowała mnie niezawodna A., twierdząc, że w towarzystwie kolekcji wazonów stać powinno tylko przejrzyste szkło. Nie protestowałam, tylko ustawiłam na półce i dorzuciłam jeszcze wazon z zawartością.

IMG_0143

IMG_0147

IMG_0144

IMG_0145

Wystawka świetlna i odświętna

Pół roku po zakończeniu WR lokal wydaje się być udomowiony, oswojony i doświetlony. KSz twierdzi, że nie jest źle i że nie tęskni bardzo za zachodnimi rubieżami miasta. Wierzę mu na słowo i dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak w 2016 roku nadal zapoznawać się z dzielnicą, pracować nad lokalnym patriotyzmem i zwiedzać piastowski Wrocław.

 

ps Czerwono-żółta książka to właśnie publikacja autorstwa Kaliny Zatorskiej i Mariana Misiaka pt. Zwiedzajcie Piastowski Wrocław. Tadeusz Ciałowicz – projektant totalny. Została prześwietnie wydana przez Wydawnictwo 102 i od stycznia będzie dostępna w księgarniach. Miłej lektury!

Jesień nurza się (i nas) w mlecznym świetle i krótkich dniach. Szukam teraz nazw, tytułów i określeń dla projektów, pomysłów i rozlicznych zdjęć. Ciągle szukam też miejsc dla talerzy, plakatów, szkła – ściany miłego mieszkania są cierpliwe.

IMG_7208

Z wieczora i z książkami

Książki znalazły już swój zakątek, fotele również (po kilkunastu przestawianiach – najlepiej się przemeblowuje o północy). Szkło oddycha, łapie światło. Zawisły dwie patery z Tułowic: różowo-fioletowa już się pojawiała na tych łamach, natomiast złoto-miedziana ma teraz premierę.

IMG_7066

Patery z Tułowic (tzw. Telewizory, proj. L. i K. Kowalscy)

IMG_7184

IMG_7185

Wystawka (Czesi, Niemcy, Włosi)

Pomimo tego, że WR skończył się już przecież bardzo dawno temu (czyli w lipcu), to nadal trwają prace wykończeniowe, m. in. montowane są kolejne lampy oraz lampki. W pewnej chwili miałam wrażenie, że zostanę po wsze czasy z tuzinem gołych kabli nad głową, ale jednak nie – teraz do okiełznania mamy już tylko kable nadblatowe. A tuby świetlne w korytarzu i kuchni wydobywają z mroku królika, książki oraz cienie.

swiatlo

Kulki w kuchni

PS Uczę się robić lepsze zdjęcia, może już niedługo będzie co i jak pokazać. W mlecznym świetle