Archives for category: Wro 2016

Blog leży i kwiczy, sumienie mnie gryzie, ale co robić, skoro rzeczywistość wymaga i angażuje. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że efekt pracy ostatnich kilku miesięcy jest również internetowy. I blogowy trochę też.

W marcu oficjalnie ruszył pierwszy internetowy przewodnik po wrocławskiej architekturze XX i XXI wieku, czyli Wroapp. Za pomysł i teksty odpowiada Fundacja Transformator (czyli Michał Duda, Karolina Jara i ja), za zdjęcia Jerzy Krzysztof Kos, a za oprawę graficzną – Marian Misiak. Pomysł powstał już parę lat temu i zakładał przygotowanie podręcznej książeczki, którą można wziąć na wycieczkę po mieście (w przeciwieństwie do już istniejących publikacji, z których każda waży po 5 kilo albo i więcej). W toku prac i dyskusji, już pod egidą Europejskiej Stolicy Kultury, stanęło na responsywnej stronie, która ma otwartą strukturę, sprzyjającą zmianom i aktualizacjom (ale nie ma obawy, nie pożegnaliśmy się jeszcze z wizją książki!).

Wroapp to po prostu skrót od: wrocławska architektura przed/po. Przed i po 1945, który to rok jest symbolicznym momentem przełomu i zmiany w historii miasta, radykalną cezurą i punktem zwrotnym, ale jednocześnie ten przełom skłania do przyjrzenia się całemu stuleciu, do poszukiwań wspólnych wątków i diametralnych różnic, a w architekturze pozwala uchwycić ciekawe analogie: niezależne od ustrojów i nacji próby nowoczesnych narracji, zatrzymania w pół drogi, eksperymenty i kompromisy, światowe plany i peryferyjne okoliczności.

Na początek wybraliśmy setkę budynków i osiedli, wśród których są realizacje znane i mniej znane, oczywiste i dyskusyjne, a często po prostu – rzadko zauważane (pod warstwami lat i brudu). Początek XX wieku, lata naste i 20., wciąż mało znany okres po 1933 roku, odbudowa i socrealizm, boom lat 60., osiedla na obrzeżach, nieco spóźniony postmodernizm i wreszcie współczesność, czyli ostatnie dwie dekady, które w dużej mierze wpłynęły na zmianę wizerunku niektórych części Wrocławia.

Ale nie chcieliśmy opowiadać tylko o formie i detalu – chcieliśmy pójść na spacer śladami wyobrażeń, które zweryfikowała rzeczywistość, zobaczyć znaki dawnych i współczesnych ambicji (lub ich przerostu), przypomnieć imiona i nazwiska, pokazać podwórka, zaplecza i niespodzianki. Dlatego wszystkie zdjęcia są kolorowe, bo nie da rady uciec przed chaosem czy zaniedbaniami, ale to też jest Wrocław, ze wszystkimi swoimi lukami, dosłownościami i łuszczącą się farbą (spod której widać niemieckie napisy).

_DSC0275_m

Dom Igloo (proj. Witold Lipiński, 1962-1963) http://wroapp.pl/obiekt/dom-igloo/

_DSC7073m

Biurowiec (proj. Hans Poelzig, 1911-1913) http://wroapp.pl/obiekt/prototyp-biurowca

Strona zawiera obiekty (ułożone losowo, jak mozaika), które można sortować po czasie powstania, funkcji i architektach. Można również wybrać trasę tematyczną, albo przygotować swoją własną. Jeszcze nie wszystkie obiekty są opublikowane, jeszcze nie wszystko działa idealnie, ale pracujemy nad tym – i czekamy na uwagi oraz opinie użytkowników, którym będzie się chciało odpalić wroapp na komputerze lub telefonie.

_DSC7602m

Apartamentowiec Thespian (proj. Maćków Pracownia Projektowa, 2008-2011) http://wroapp.pl/obiekt/apartamentowiec-thespian/

_DSC5943m

Budynek plombowy (proj. Wojciech Jarząbek, 1994-1996) http://wroapp.pl/obiekt/barwna-plomba/

Powyższe zdjęcia wykonał Jerzy Krzysztof Kos, na stronie jest ich oczywiście dużo więcej, część budynków ma całą dokumentację fotograficzną, a niektóre – po prostu zdjęcie poglądowe. W miarę możliwości będziemy też dodawać zdjęcia archiwalne, a smutne widoki zimowe zostaną podmienione na bardziej wiosenne. Czyli sporo jeszcze przed nami pracy, eksplorowania i pisania, ale już teraz bardzo zachęcam do odkrywania Wocławia z Wroapp, realnie albo wirtualnie: zwiedzajcie z nami nowoczesny Wrocław!

http://www.wroapp.pl

 

Przed_po_strona1

Projekt graficzny strony: Marian Misiak

I jeszcze zdjęcie pamiątkowe, z premiery w Barze Barbara, 9 marca 2017 roku.

fundacja_fot.N.Dobryszycka

Fundacja Transformator w komplecie: Karolina Jara, Michał Duda i Agata Gabiś, a w tle trasa pt. Wątki ceglane (fot. Natalia Dobryszycka)

 

/a jeśli kogoś w ogóle nie interesują takie historie, to zapowiadam, że wkrótce pojawią się nowe, poremontowe zdjęcia. I kolejna lampa. Howgh/

 

Podoba mi się: monumentalna, barwna Droga Krzyżowa z końca lat 60., w której sportretowani zostali mieszkańcy, astronauci i Ghandi; mały park z samotną kolumną i duży park ze wspomnieniem potańcówek; przejrzysta rzeka, idealna do brodzenia po kolana i do archeologicznych poszukiwań; Muzeum Regionalne ze skrzypiącymi podłogami i wspaniałymi sgraffitami na wyciągnięcie ręki; zaangażowanie napisów na murach; idealnie zachowane wnętrze neoromańskiego, małego kościoła; szukanie śladów i znaków pradziejów bliższych i dalszych; architektoniczny entuzjazm Karola; podwójna porcja naleśników w Barze Popularnym i wynajdywanie własnych ścieżek. Podoba mi się Chojnów.

IMG_0898

IMG_0066

Mury mówią w Chojnowie

Lipiec był miesiącem wzmożonej działalności integracyjno-zapoznawczej, prowadzonej pod egidą dolnośląskiej sekcji ESK 2016 i pod osłoną (dosłowną) pawilonu MoKaPP, który przez dwa tygodnie stał w chojnowskim (małym) parku. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się, co to za pawilon, jak wygląda, jak działa i gdzie się aktualnie znajduje, to zajrzyjcie tu:

https://www.facebook.com/pawilonmokapp

Biały pawilon początkowo wzbudzał pewną nieufność, a potem stał się drugim domem, miejscem spotkań, zabaw i warsztatów. I bazą wypadową dla spacerów, eksploracji i tropienia chojnowskiej historii – w efekcie tych poszukiwań powstała gra, dzięki której można w sposób aktywny zwiedzać miasto, a także szkic spacerownika, który bardzo dobitnie pokazuje, że jest co oglądać, dokąd pójść i czym się zainteresować.

IMG_0106

Żelbetowa wieża ciśnień

Na dobry początek wystarczy jeden dzień – dla bardziej wnikliwych dwa, a może nawet trzy (my obeszliśmy Chojnów w cztery dni, a i tak pozostało uczucie pewnego niedosytu). Bo zwiedzanie tego miasta, położonego między Legnicą i Lubinem, dawnej przemysłowej potęgi, po której zostały tylko opowieści, jest zagłębieniem się w historię miejsc zapomnianych i niebyłych, prześwitujących przez kolejne warstwy farby i ciszy. Chojnów to dolnośląski palimpsest, z oficjalną piastowską narracją, niemiecką tkanką, PRL-owskim sukcesem gospodarczym i współczesnym oczekiwaniem na zmianę.

W pierwszej chwili może się wydawać, że wystarczy tylko obejść (zbyt?) ogromny Rynek, obejrzeć dwa kościoły i jedną wieżę, wypić kompot w Barze Popularnym i pojechać dalej. Ale można zostać dłużej i zacząć się przyglądać śladom i wskazówkom, które zaprowadzą nas do dawnej synagogi (dziś to sala gimnastyczna), do Bractwa Strzeleckiego, na willowe przedmieście z przełomu wieków, na dworzec i do dziewczyny z warkoczem, do muzealnego lapidarium (gdzie okaże się, jak kiedyś wyglądała rynkowa fontanna) i wyżej, na cmentarne wzgórze, otoczone murem zrobionym ze starych, niemieckich nagrobków.

IMG_0910.JPG

IMG_0934

IMG_0906

IMG_0350

Dziewczęcy detal, synagoga, dworzec i Rynek

W Chojnowie jest wszystko: średniowieczne opowieści pomieszane z napoleońskimi legendami, historie rozlicznych pożarów i zniszczeń, rozmach końca XIX wieku, wątki kolejowe i fabryczne, rękawiczki eksportowane do USA, manierystyczne portale i ciągłe zaczynanie od nowa.

A wy rozpocznijcie swój spacer od placu Dworcowego, przy resztce fontanny jubileuszowej – warto mieć ze sobą jej stare zdjęcie, bo zlikwidowaną kolumnadę znajdziecie w zupełnie innym miejscu. Składajcie sobie przeszłość z teraźniejszością i bądźcie wyrozumiali dla tych, którzy wciąż i wciąż musieli odbudowywać to miasto. Po prostu – zwiedzajcie Chojnów!

12_fontanna_jub

IMG_0323

Chojnowski dworzec i fontanna jubileuszowa (oraz jej zachowane fragmenty)

Więcej zdjęć i ciekawostek znajdziecie tutaj:

https://chojnow.wordpress.com

Tymczasem MoKaPP przemieścił się już do Szczytnej, a we wrześniu będzie stacjonował w Nowej Rudzie. Zapraszamy!

IMG_0312

IMG_0305

Lato 2016 w MoKaPPie

[Zdjęcia: A. Gabiś]

/To jest spóźniony wpis urodzinowy, bo blog miał w sierpniu kolejną kolejną rocznicę –  i dlatego podoba mi się! /

Zapisz

Zapisz

O wrocławskich krasnalach, które z symbolu Pomarańczowej Alternatywy stały się maskotkami turystów oraz lokali gastronomicznych, napisano już sporo. Mnie zainteresowały trzy społecznie zaangażowane, w budzącej pewne wątpliwości lokalizacji. Kilka lat temu, jeszcze przy Przejściu Świdnickim, pojawiły się krasnale niepełnosprawne (lub, jak kto woli, z fizycznymi ograniczeniami): jeden na wózku inwalidzkim, drugi niewidomy, w okularach i z laską oraz trzeci, trzymający się za ucho, czyli niedosłyszący. Znajdowały się na dość eksponowanym miejscu i jednocześnie przy samym zejściu na schody, co mogło wydawać się nieco ryzykowne. Gdy pod koniec roku 2014 zaczęto się przymierzać do przebudowy Przejścia, krasnale powędrowały w inne miejsce, w bezpośrednie sąsiedztwo Ratusza oraz hrabiego Fredry.

Przed wejściem do Ratusza, podobnie jak przy innych ważnych budynkach Wrocławia, znajduje się odlany z brązu model budynku, z historią napisaną alfabetem Braille’a. Pomysł ciekawy, w założeniu każdy zainteresowany może obejść model wokoło, dotknąć wszystkich elementów i przeczytać tekst. Może, o ile uda mu się bez szwanku dotrzeć do postumentu z miniaturą Ratusza – tak się bowiem składa, że grupa krasnali została ustawiona dokładnie na osi, w połowie drogi do modelu i wejścia. I do tego – za zakrętem.

Ta kompozycja utrudnia przechodzenie, a dla wielu osób (niewidomych, ale też dla tych, którzy chodzą bardzo szybko lub patrzą w niebo) jest po prostu niebezpieczna. Zatem – przechadzajcie się tylko pobliską szpilkostradą (która miała z płyty Rynku uczynić trasę gładką i bezproblemową) albo – uważajcie na drodze!

IMG_0647

IMG_0666

IMG_0663

IMG_0651

IMG_0652

IMG_0654

IMG_0656

IMG_0669

Wrocławskie krasnale w akcji

/Zdjęcia A. Gabiś, luty 2016/

 

 

 

 

Wrocław oficjalnie, w styczniowy weekend, stał się Europejską Stolicą Kultury. Rozpoczęcie sezonu pochodów i obchodów zmobilizowało i mnie – postanowiłam znaleźć na tym blogu miejsce dla miasta w różnych odsłonach i aspektach.

W ciągu ostatnich kilku lat podjęto szereg decyzji, których efekty wpłynęły na wygląd i funkcjonowanie konkretnych budynków, ulic i wrocławskich pejzaży. Niektóre zagadnienia są bardziej anegdotyczne, inne mają ogromny ciężar emocjonalny i znaczeniowy, ale wszystkie razem składają się na obraz miasta, które nie potrafi znaleźć swojej formy, rozdarte między oczekiwaniami a możliwościami. Przez pryzmat działań pozornie dotyczących jedynie estetyki (remonty, rewitalizacje, przebudowy itd.) dostrzec można problemy z definicją lokalności, ze znalezieniem realnego punktu odniesienia, z wyczuciem specyfiki miejsca. Odmienianie przez wszystkie przypadki hasła “ładnie i nowocześnie” prowadzi na manowce, do miasta bez właściwości.

Pytania o architekturę, zieleń czy ławkę są w dużej mierze pytaniami o tożsamość Wrocławia, jego charakter (lub jego brak?) i o przeszłość (lub jej brak?), rzutującą na dziś i na jutro (bo “zawsze jakieś jutro”). O to, w jaki sposób buduje się iluzje, a w jaki – niszczy i zaciera znaki czasu. I jaką rolę odgrywa w tych procesach różnica pokoleń, odmienne definiowanie miasta i miejskości, a także zapachy i wspomnienia.

Zagadnienia konserwatorskie również będą się pojawiać, ale w szerszym kontekście, jako jedno z narzędzi do generowania preparatów (albo odzyskiwania rzeczywistości). We Wrocławiu brak teoretycznej bazy dla działań konserwatorskich, przeważa podejście estetyczno-architektoniczne, nie uwzględniające kontekstów kulturowych i traktujące historyczne nawarstwienia jako zbędne i nieefektowne wizualnie naleciałości, przeznaczone do usunięcia (hasło: ładnie). Natomiast bez problemu można w zastaną strukturę wstawić agresywny, nowy element, który zdominuje lub/i bezpowrotnie zmieni daną przestrzeń (hasło: nowocześnie).

Szumy, zlepy i ciągi to również, a może przede wszystkim, składowe miasta: niedoskonałego, wielowątkowego i, jak Wrocław, zszywanego z resztek historii, słów i obrazów. Miasto jeszcze szumi, ale coraz trudniej wyczuć jego rytm pod warstwami styropianu, pod równo dociętymi płytami granitu i wszechobecną, pozorną ładnością.

Agata Gabiś

/Honorowy patronat nad cyklem Wro2016 obejmują dwaj chłopcy z latawcem/

IMG_1202

Rzeźba nad wejściem do szkoły podstawowej nr 24 przy ulicy Częstochowskiej na wrocławskich Złotnikach

(fot. A. Gabiś)

 

Dywaguję tu sobie o detalach, znoszę do domu kolejne szroty, doceniam okoliczności oraz koloryt. Jednak te ułamki rzeczywistości, dość abstrakcyjne i niekompletne, tworzą w sumie ogromną, komplementarną całość. W mniejszym stopniu materialną (bo na tym poziomie sprawa jest dość śmieciowa, być może), ale bardziej tożsamościową, bazową i zasadniczą. Dla miejsca, dla ludzi, dla chęci życia. Oraz przeżycia.

Targowiska legalne i mniej legalne, wysepki oddolnej działalności, zastawione wszelkim dobrem koce, folie, deski, tory – nie są w moim mieście mile widziane. Światli włodarze chcieliby się pozbyć tych chaotycznych aktywności, bezładnych bazarów i emeryckiej pietruszki, bo to wstyd, to nie wypada, to jakiś dziki wschód, a przecież ma być zachód. W imię modernizacji i cywilizacji padają kolejne ważne miejsca: galeriowym molochem zabudowano najważniejsze targowisko Wrocławia na pl. Grunwaldzkim, a po budkach przy ul. Zielińskiego pozostała betonowa pustka i ma tam stanąć budynek sądu apelacyjnego. W miejscu, gdzie handlowano “od zawsze” (czyli również przed wojną) nikt już biznesu nie zrobi. Podobnie jak nie zrobią go kupcy, którzy przenieśli się do blaszaka po drugiej stronie torów – miała być cywilizacja, a jest pustka. Do likwidacji, pod budowę nowej, szybkiej i pięknej drogi, przeznaczone jest też targowisko przy Komandorskiej, dumnie zwane Bazarem. Owoce, warzywa, majtki, trampki, świeża mięta, świeża wołowina, proszki z Niemiec, kwiatki z działki, wszystko. Pół Wrocławia przyjeżdża tam coś kupić, obejrzeć, pogadać. Trzeba się jednak spieszyć, bo potem będzie łatwiej dojechać, ale już nie będzie po co.

Trzyma się jeszcze handel “pod młynem”, chociaż co jakiś czas pojawia się informacja o rychłej likwidacji oraz największy bazar na dworcu Świebodzkim, również zagrożony, przede wszystkim z powodu lokalizacji (to ścisłe centrum naszego WrocLove, więc powinno być piękne i nowoczesne).

swiebo

Krew w żyłach (niedziela na Świebodzkim)

niedziela 005

Wystawka pod młynem

Taka forma handlu, odwieczna i zawsze potrzebna, swobodnie i spokojnie funkcjonuje sobie w rozlicznych krajach zarówno owego dzikiego wschodu, jak i tego legendarnego zachodu, gdzie ponoć wszędzie jest ładnie, czysto i nikt nie jada świeżej pietruszki. Owszem, jada, kupuje, przywozi i sprzedaje różne graty, a do tego część z tych targowisk ma długą tradycję i status niemalże dobra narodowego. Ale my będziemy bardziej oświeceni – uregulujemy, uporządkujemy, a potem zlikwidujemy. Sprzedamy te działki z zyskiem, postawimy biurowce i apartamentowce, będzie pusto, ale elegancko. Się pokażemy się.

Sprawa jest oczywiście bardziej złożona, bo sam paradygmat modernizacji łączy się jeszcze z kilkoma innymi zagadnieniami, politycznymi i ekonomicznymi, ale nie ulega wątpliwości, że w stolicy Dolnego Śląska handel detaliczny i oddolny (żeby nie powiedzieć – obywatelski) nie jest mile widziany. Oczywiście nie ma oficjalnej, antybazarowej kampanii – są po prostu decyzje lub ich brak. Oraz działania PR-owskie, mające na celu odparcie zarzutów o antybazarowość, takie jak np. oficjalny patronat nad artystyczną modernizacją targowiska przy ul. Ptasiej.

A przecież ten handel to nie tylko handel. To potrzeba, energia, ruch. Bardzo trafnie powiązał początek polskiego Wrocławia z dzisiejszymi bazarami Przemysław Witkowski: handel jest wrocławskim kapitałem, społeczną potrzebą, naturalnym odruchem. Od zarania, czyli od szaberplaców na “Matjasie” (dziś pl. św. Macieja), na pl. Grunwaldzkim czy na Nowym Targu. Wszystko, co mamy, jest przywiezione, wymienione albo wyszabrowane. Nic więc dziwnego, że taka forma aktywności jest czymś powszechnym i oczywistym – bo już np. stawianie monumentów czy budowanie materialnych symboli miasta (patrząc chociażby na falliczną dominantę Skaja) nosi niestety znamiona straszliwej i męczącej walki z własnym ego oraz wybujami kompleksami. Polecam lekturę felietonu Witkowskiego, to dobre tło dla dywagacji o przedmiotach, miejscach i lokalnej specyfice:

http://ha.art.pl/projekty/felietony/3815-duma-duma-narodowa-duma-cz-1

W sumie nawet największy polski hit muzealniczy, czyli Panoramę Racławicką, też uhandlowaliśmy i przywieźliśmy. Tyle mamy, tyle wiemy. Chyba każdy z nas ma w głowie opowieści o kompletnie umeblowanych pokojach, kredensach pełnych talerzy i filiżanek, fotografiach aktorek, wagonach z wyposażeniem sanatoriów i fabryk, pociągach ze Lwowa z obrazami i lustrami, zdemontowanych marmurowych schodach czy porcelowanych gałkach w WC z poleceniem “drücken”. Te dobra, podobnie jak wspomnienia,  zostały sprzedane, wymienione, zniszczone, wyrzucone, popłynęły z powodzią. Zamiast nich przybyły nowe, znowu poniemieckie, z wystawek i Flohmarktów, też po kimś, kto sobie poszedł: album ze zdjęciami, pudełko slajdów, ogrodowe krzesło, doniczka w formie żaby.

Zbierami więc widoki i opowieści, składam historie, półsłówka i półsensy. Mogę to robić, bo te przedmioty wciąż dostają kolejną szansę. Na życie. Na bazarze.

IMG_8919

Prawdopodobnie aktorka (od Irka dla MMBD)