Archives for posts with tag: biblioteka

Lato było i minęło, z wycieczkami bliższymi oraz dalszymi (czyli nad Bałtyk), a wśród nich była jedna, mająca charakter rozrywkowego awersu ekstremalnej wyprawy zimowej, o której pisałam tutaj. Tym razem Opole nurzało się w ciepłym świetle drugiej połowy sierpnia, co umożliwiało bezproblemową eksplorację zakątków już znanych oraz odkrywanie tych wcześniej niewidzianych (bo np. ukrytych pod śniegiem).

Zaraz obok placu dworcowego, przy ul. Krakowskiej wznosi się imponujący (jakże by inaczej) zespół budynków pocztowych – przeważa wiek XIX, ale mnie szczególnie zafrapowała nowsza część, którą zapowiada konny pomnik (dłuta Feliksa Kupscha) wystawiony ku czci bohaterskich pocztowców z I wojny światowej, zaś wejścia na teren placówki broni wysoki łuk kamiennej bramy. Surowa faktura piaskowcowych ciosów wchłania odgłosy ulicy, a komunikat z przeszłości (Erbaut) został z niej starty bardzo niedbale i powierzchownie.

DSCF7226

DSCF7224

DSCF7227

Detale Poczty Głównej

W samym centrum na szczęście nie zauważyłam większych zmian, ale pojawiło się kilka nowych detali, które ucieszyły mnie przede wszystkim swoją dyskretną formą oraz sensownością. Brawa dla opolskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich za przypomnienie o tym, że betonowy, futurystyczny “grzybek” nie pojawił się znikąd, ale ma swojego (teraz upamiętnionego) autora.

DSCF7242

Florian Jesionowski w samym sercu Opola (oraz “grzybka”)

grzybek

Opole w latach 60. i działający przystanek [za: Fotopolska.eu]

Tuż obok znajduje się Miejska Biblioteka Publiczna, którą tym razem udało nam się nawiedzić – okazało się to łatwe i przyjemne, bo na parterze placówki znajduje się duża i ogólnodostępna kawiarnia, otwarta na sąsiednie tereny zielone, wyposażona nie tylko w klasyczne stoliki, ale również w leżaki i zestawy szachowe. Można poczytać, pograć, pogapić się na liście – dobrze zrobiła ta rozbudowa (w 2010 roku, pracownia Architop) staremu budynkowi, całość jest teraz bardziej zróżnicowana i zintegrowana z otoczeniem, neutralna, z dyskretnie wplecionymi wątkami literackimi (wiem, jestem nieobiektywna, można mnie kupić za “Opadły mgły” na fasadzie).

6Wj33g86qqBLkufAaKZBOriQytHaYsGYvoyqhmECsHL4ID2j0gU0wpU9bBc4_biblioteka-opole-3-image(660x_)

Opolska biblioteka, styk nowej i starej części oraz cytaty [za: sztuka-architektury.pl]

DSCF7253

Widok biblioteczno-kawiarniany na zieleń

W pełnym słońcu udało nam się również dotrzeć na Mały Rynek, który mogę z pełną odpowiedzialnością i przekonaniem nazwać jedną z najbardziej urokliwych i sensownych przestrzeni publicznych, w jakich miałam przyjemność (lub nie) przebywać w ciągu ostatniej dekady. Precyzując – przestrzeni zrewitalizowanych, wyremontowanych, zmienionych, jak zwał, tak zwał. Bo trójkątny Mały Rynek ma już swoje lata i ustaloną pozycję na Starym Mieście, w tym również sąsiedztwo malowniczego kościoła “Na Górce” (swoją drogą, wysokie schody i ekspozycja tej świątyni to jeden z moich ulubionych, opolskich widoków). Ale wymagał remontu, w 2009 ogłoszony został konkurs, a w 2015 roku całość została oddana do użytku. I jaki jest ten nowy, dwuletni Mały Rynek? Bezpretensjonalny. Proporcjonalny. Kameralny. Słoneczny i zacieniony. Autorzy (wrocławska pracownia Basis) nie popadli w megalomanię, w nadmiar gadżetów, w bezwzględną geometrię. I tak jak zapowiadali po wygranym konkursie – postawili na proste rozwiązania, bez fajerwerków [halo, Wrocław, słyszycie? Bez fajerwerków!].

DSCF7240

opole

Mały Rynek letnią (i wczesną) porą

Są betonowe płyty przetykane trochę niesubordynowaną trawą, jest część przeznaczona dla kawiarnianych ogródków i część dla relaksu na krzesełkach i ławkach (wzór znany z dworca PKP we Wrocławiu), w cieniu akacji i w szumie ich drobnych listków, wieczorem podświetlanych białymi kulami-lampami. Bardzo chciałam zobaczyć to miejsce w lecie – podczas ostatniego pobytu kule oświetlały tylko grubą warstwę śniegu i prawie przegapiliśmy Mały Rynek. Teraz mogłam sobie posiedzieć pod drzewem, odpocząć i przyjrzeć się okolicy. I okazało się, że ma ona w sobie cechę rzadko spotykaną w polskich miastach, odnawianych i upiększanych za grube miliony – ma w sobie skromność. I nie aspiruje. No, duża to jest rzecz, naprawdę.

Spacerowym krokiem zawędrowaliśmy również na drugą stronę rzeki, gdzie w popołudniowym słońcu grzał się imponujący gmach Urzędu Wojewódzkiego. Problematyczny to obiekt, zbudowany w 1936 na miejscu zrębów piastowskiego Opola, dominujący nad okolicą swoją horyzontalną narracją. I mimo tego, że czytam w tej architekturze trudną przeszłość oraz dużą dozę polityczności, to nie mogę się oprzeć finezji ceramicznych okładzin, urokowi kompozycji podpór i podcieni oraz oryginalnym, drewnianym żaluzjom (spieszcie się je oglądać, bo już zaczynają być wymieniane na plastik w kolorze bardzo średniobrązowym).

DSCF7256

DSCF7260

DSCF7265

Światła i cienie urzędu

I co jeszcze? Chociażby wczesnojesienna wersja placu Daszyńskiego (nazywanego wiadomo jak…), z rozwichrzonymi trawami i ziołami w tonacji już złotawo-rudej, z popołudniowymi spacerowiczami, którzy na dziś przestali się już spieszyć. Moje Opole jest w ogóle bardzo spacerowe, zielone, pełne skwerów, mostków i refleksów świetlnych. A przede wszystkim jest dosyć zadowolone z siebie, pozbawione kompleksów i tego rozdarcia między możliwościami a oczekiwaniami, które powoduje nerwowość oraz mnogość nietrafionych decyzji. I tak sobie myślę, że jeśli będę zmęczona życiem w moim mieście, które wciąż nie umie (i nie chce) żyć na swoją miarę i modłę, to po prostu znów wsiądę w pociąg i po godzinie – przywitam się z babą na byku.

DSCF7271

Letni wieczór baby na byku (czyli pomnik ku czci Bojownikom o Wolność i Polskość Śląska Opolskiego)

Advertisements

Idealnie leniwy i lekko przeziębiony początek roku skłania do równie powolnych i nieco sennych dywagacji o tym, co też trzeba zrobić/napisać/wymyślić podczas kolejnych miesięcy. W trakcie takich dywagacji miły nastrój ewoluuje w stronę bardziej nerwową i wtedy należy przestać. Wyjrzeć za okno, popatrzeć na śnieg, podlać badylkochoinkę i zignorować techno dobijające się zza ściany – w tym przydaje się niezawodny program 2 Polskiego Radia (fatalnie, że nie doczekałam pojedynku tenorów w wieczór sylwestrowy…).

Jeszcze przed świętowaniem uładziłam najmniejszy pokój, czyli pracownię i garderobę w jednym. To tu nawarstwiają się papiery, książki i dekoracje, i to tu przechowywane są wciąż potrzebne wiertarki i wkrętarki oraz kuchenne szafki w trakcie montażu. Szczęśliwie ostatnia szafka wczoraj zawisła (i żadna rura nie została przy tym uszkodzona), więc pokój czeka w gotowości, trzeba tylko otworzyć komputer i wyciągnąć notatki. Ale to jeszcze nie dziś.

DSC00224

DSC00225

Biblioteczka na różne różności

Jako że pokój raczej niewielki, to umeblowanie też skromne. Prym wiedzie regał-biblioteczka z lat 60. w kolorystyce bardzo zdecydowanej, mieszcząca papiery, pudełka i całą masę ważnych spraw. Parę lat temu kolega MB chciał się jej pozbyć (był to tzw. mebel po dziadkach), więc przechwyciłam, zmagazynowałam i oto jest: z czarnymi szybami, czerwonymi uchwytami i miejscem do eksponowania ceramiki starszej oraz nowszej.

Pracownia wymaga oczywiście dopracowania (np. akcja oczyszczania osłony kaloryfera utknęła w martwym punkcie), ale udało się skonstruować biurko, które jest zarówno ekonomiczne, jak i ekologiczne. Składa się bowiem z trzech białych kubików (oczywiście matka Ikea), blatu i kozła (m. I.). A blat wykonał KSz z drzwi starej szafy, tej samej, która wróciła do tego mieszkania na chwilę, ale została szybko rozmontowana. Duży to był mebel i przydał się już wielokrotnie – oprócz biurka z elementów szafy wykonany został podest pod materac i zagłówki łóżka. Czyli stary segment przysłużył się bardzo, a nowa szafa jest nowa, biała i ma dziwne uchwyty, które wesoło konwersują sobie z trójkątami biblioteczki.

DSC00226

DSC00228

DSC00229

DSC00230

Blaty, szafy i uchwyty

Jedyna wolna ściana (w tym momencie, bo pewnie długo to nie potrwa zważywszy na wciąż powiększający się księgozbiór) została zagospodarowana tymczasową wystawką zdjęć i plakatów. Można je wieszać/przewieszać dowolnie, bez ciężkich ram i bez wiercenia (wystarczą klamerki i małe gwoździki). Z tuby wyciągnęłam plakat ze Stuttgartu, a zza szafy – zdjęcie wrocławskiego skrzyżowania z początku lat 90., na którym widać kwitnący handel uliczny oraz legendarny bar Mr. Beef.

IMG_7484

Obrazki i książki

Z przyjemnością powiesiłam również kolorową odbitkę od Państwa F., bo na tym zdjęciu jest jeszcze dużo przybrudzonego, szorstkiego betonu, znikającego właśnie pod warstwą styropianu i gładkiego tynku. W ostatni dzień maja świeciło mocne słońce, w którym wygrzewały się prefabrykaty, łaskawie fotogeniczne. Szkoda było nie skorzystać z okazji i dzięki temu powstała urocza, sentymentalno-architektoniczna pamiątka po 2015 roku. Bardzo prześwietnym, swoją drogą. Ciekawe, czy rok Europejskiej Stolicy Kultury będzie porównywalnie świetny. O tym może pomyślę jutro.

/Za kapitalne zdjęcia na wrocławskim Manhattanie dziękuję Michałowi F., czyli http://katanga2.blox.pl/html oraz Marcie, która miała cierpliwość, Ewie, Łukaszowi i przypadkowym przechodniom. Ani Manhattan, ani my już nigdy nie będziemy tacy piękni, nigdy/

/Natomiast wnętrze Mr. Beef’a prezentowało się tak, jeśli ktoś byłby ciekawy: http://dolny-slask.org.pl/851633,foto.html?idEntity=550004 /

To już ostatni fragment prezentacji mieszkania w kolejowym bloku: niedużego, ale zadomowionego i oswojonego (oraz nieco zagraconego w części sypialnianej). Korytarz, z którego przechodzi się do reszty pomieszczeń, jest oczywiście długi i wąski, ale ma deski na podłodze, tajemniczą wnękę na licznik oraz świetlik nad drzwiami wejściowymi.

IMG_0259

Wąsko i biało – widok w stronę łazienki

IMG_0272

Wąsko i biało-czarno – widok w stronę pokoju

Na ścianie zmieściła się minigaleria plakatów filmowych, które były kiedyś rozwieszone w jakimś domu zdrojowym i zapraszały na seanse (zielonym flamastrem wypisano daty i godziny). Swoje miejsce pod licznikiem znalazła tabliczka kolejowa “Telegraf” (jedna z dość pokaźnej kolekcji, zakupionej po cenie złomu), obok niej – biały, niewidzialny wieszak, a na suficie zawisły czarne, fabryczne lampy. I to by właściwie było na tyle.

Kompozycja z licznikiem i torbą oraz sufit

Szczęśliwie mam w fotoarchiwum jedno zdjęcie sprzed remontu: ściany były obłożone plastikowymi panelami udającymi deski, a pawlacze i wnęki osłaniały boazeriowe drzwi. Podczas demontażu okazało się, że pod okładzinami jest jeszcze tapeta we wzór “pnie drzew”. Pożegnaliśmy ten las bez żalu, bo był jednak klaustrofobiczny.

Przed i po

Dzięki temu, że w tej kawalerce jest duża i przestronna kuchnia, w której można przesiadywać i przyjmować gości, pokój to strefa bardziej prywatna. Ale tak na prawdę jest biblioteką z miejscem do spania, bo zajmujące prawie całą ścianę regały są już pełne i książki rozprzestrzeniają się po wszystkich kątach. ESzI jest bibliofilem i zbieraczem – na półkach stoją albumy i unikatowe wydawnictwa z fantastycznymi ilustracjami, reprinty i oryginały, feeria barw i form. Ta biblioteka wciąga i wymaga uwagi oraz odwagi, stąd dość skromne i ascetyczne umeblowanie oraz puste ściany. Ale pokój jest przestronny i jasny, więc na pewno coś ciekawego (plakaty? grafiki?) jeszcze się w nim pojawi.

IMG_0275

Książki wszędzie

Przed remontem pokój był pomalowany na przytulny żółty kolor, jego główną ozdobę stanowiła nieco rustykalna meblościanka, ale pod niebieską wykładziną uchowały się oryginalne deski. Nadmiar wszystkiego powodował, że pomieszczenie wydawało się mniejsze, niż było w rzeczywistości.

W pokoju – przed remontem

Jak widać, oczyszczone z kilku warstw farby zostały również drzwi do pokoju, takie same jak te do kuchni i łazienki. Gorzej sprawa się miała z drzwiami wejściowymi – od strony korytarza obite były boazerią, a od strony przedpokoju pomalowane olejną farbą i połatane w kilku miejscach. Walka trwała długo (i jeszcze się nie skończyła, bo wciąż brakuje listownika), ale ostatecznie udało się nawet odzyskać świetlik nad drzwiami. Kiedyś w całym bloku były takie drzwi, do dziś uchowały się tylko w dwóch mieszkaniach.

Drzwi wejściowe, czyli jest życie pod boazerią

Plakaty filmowo-zdrojowe najlepiej widać z klatki schodowej. Na dzień dobry: Monica Vitti i jej “Grzeszna natura”, na do widzenia “Uciekaj i daj się złapać”, a na jesień – Fiodor Dostojewski.

Filmowo i korytarzowo

Nieduże mieszkanie w kolejowym bloku nie obrasta w nadmiar rzeczy i gadżetów, czarno-biała kolorystyka dyscyplinuje i uspokaja, a książki żyją własnym życiem. Barwnym, cichym i nieprzewidywalnym. Zatem – ciąg dalszy pewnie nastąpi.

IMG_0306

Pasy i paski