Archives for posts with tag: kuchnia

Remont, o którego początkach pisałam tu, skończył się już jakiś czas temu, ale ciągle nie było pogody na zdjęcia. Wreszcie wiosna buchnęła majem, więc z KSz udaliśmy się fotografować lokal i jego zakątki.

P1000520

Talerz z Łysej Góry oraz lamperia w tle

Mieszkanie w bloku z lat 80. zostało gruntownie wyremontowane i częściowo przekształcone: w dawnej kuchni jest teraz mały i miły pokoik, w pokoju dziennym zmieścił się aneks kuchenny (z mobilną wyspą), a w nieustawnej łazience znalazły się wszystkie potrzebne sprzęty (tylko pralka wywędrowała do wnęki w przedpokoju).

Założenia były proste i precyzyjne: ma być jasno (bo nie było), funkcjonalnie (było średnio), lekko i neutralnie (bo mieszkanie na wynajem). Do tego – solidna baza w postaci dębowej podłogi, dobrej jakości wyposażenie i kilka detali, żeby uniknąć wrażenia sterylności (albo wystawki w salonie meblowym).

Czyli najpierw była rozwałka i dyskusje z kominiarzami, potem scysje z panami od podłóg oraz drzwi, a w międzyczasie bardzo miłe dywagacje o kolorach, materiałach i świetle. Całą akcję nadzorowałyśmy we dwie, dzięki temu jedna uspokajała sąsiadów, a druga mogła rysować kuchnię itd. I w ten sposób na początku roku zasadnicza część remontu była ukończona, trzeba było potem jeszcze doposażyć lokal, poprawić kilka niedoróbek i uszkodzeń oraz posprzątać. Teraz można już mieszkać (oraz wynająć, jeśli ktoś ma ochotę).

01

2a

2

P1000424

04

03

Pokój dzienny z aneksem kuchennym

W pokoju dziennym musiała zmieścić się kuchnia, jadalnia i miejsce relaksu. Aneks jest więc bardzo kompaktowy (ale wyposażony we wszystko, co potrzebne), powierzchnię roboczą uzupełnia mobilna wyspa, którą można dowolnie przesuwać. Do neutralnej, biało-drewnianej bazy dodałyśmy kroplę zieleni oraz czarne i szare akcenty: przy nowej kanapie stanął tekowy stolik z lat 60., a przy nowym stole – stare krzesła w typie windsor chair (natomiast nad stołem zawisła lampa Cuna z Vita Copenhagen).

P1000535

DSCF1010

P1000545

Zieleń i sztuka w pokoju dziennym

Jako że mieszkanie przeznaczone jest na wynajem, nie można było zarzucić go smacznymi grafikami, kolorowymi wazonami i roślinami w doniczkach. Ograniczyłyśmy się więc do powieszenia nad kanapą dwóch niewielkich obrazów wrocławskiej artystki, Miry Żelechower-Aleksiun. Natomiast dekoracyjna faktura pomalowanej płyty osb dodała głębi wnękom: jednej ciemnozielonej od strony pokoju (z miejscem na tv) i drugiej prawie czarnej od strony wejścia (z siedziskiem i wieszakiem).

P1000494

15a

15

Przedpokój z widokiem w stronę drzwi wejściowych i w stronę łazienki

W przedpokoju przecinają się drogi do/ze wszystkich pomieszczeń, ale dzięki usunięciu nadmiaru drzwi oraz likwidacji załomów i uskoków można spokojnie się przemieszczać i przy okazji zrobić pranie (pralka została ukryta za malowniczą kotarą). Łazienka jest kompaktowa, przypomina trochę kapsułę do kąpieli, ale pomieściła wannę, umywalką i wc, z zabudowaną szafką (przedtem wc było osobne, ale straszliwe klaustrofobiczne).

13

P1000647

14

Kapsuła kąpielowa w tonacji biało-szaro-musztardowej

Dawna kuchnia została zamieniona w pokój, w którym zmieściło się biureczko, łóżko i wnęka-szafa. Pomieszczenie jest niewielkie, ale jasne i przytulne, a jego główną dekorację stanowią zasłony w wyrazisty wzór oraz kropla miedzi i koloru indygo.

11

P1000595

12

P1000574

Mały pokój, czyli dawna kuchnia po remoncie

Drugi pokój przeznaczony został na sypialnię i wyposażony w proste łóżko oraz szafę. Jest spokojnie, jasno, wyciszająco – czarna lampa (z Leroy Merlin) oświetla równomiernie całe pomieszczenie, a od świata można się odizolować zaciągając granatowe, lniane zasłony (również z LM).

10

09

Prosta i jasna sypialnia

Więcej pomieszczeń w tym mieszkaniu nie ma, szafki i półki czekają na zagospodarowanie, podobnie jak duży (i odmalowany) balkon, na który można wyjść z pokoju dziennego (niestety, w ubiegłym roku wycięte zostały pnącza winorośli, oplatające cały blok i balkon stracił trochę uroku, czeka teraz na nową zieleń).

16

Balkon, czyli przedłużenie pokoju dziennego

Nie ma za bardzo sensu pokazywanie wielu zdjęć sprzed remontu, bez problemu możecie sobie wyobrazić ten ciemny korytarz, nadmiar boazerii i wąskie przejścia. Dlatego wrzucam tylko cztery poglądowe fotografie – patrzę na nie i w ogóle nie rozpoznaję tego lokalu.

Przed: łazienka, fragment pokoju dziennego, wejście, widok w stronę kuchni i sypialni

Słońce zagląda w okna, na podwórku kwitną jaśminy i bawią się dzieci, a mieszkanie oddycha nowością, czekając na pierwszych lokatorów. Mam nadzieję, że je polubią i dobrze będą się czuli w tych gościnnych przestrzeniach.

17

Kolor nowych drzwi mimochodem zneutralizował koralowy odcień klatki schodowej…

Zniknęła boazeria i czerwony skaj, a ja na blogu tylko uchylam drzwi, bo to jest mieszkanie do zamieszkania – od zaraz i od pierwszego wejrzenia.

Zapisz

Advertisements

Czerwiec nie skłania do pisania. Bardziej interesujące okazują się plenery, tereny zielone, słońce i wszystkie poboczne aktywności. Niektóre z takich działań stają się coraz ważniejsze i ciekawsze, i zajmują coraz więcej czasu i przestrzeni. Mogę do nich na pewno zaliczyć wszystkie tematy biżuteryjne i fotograficzne, oscylujące wokół srebra i złota: miniony miesiąc był bardzo yuvelowy, co mnie cieszy niezmiernie i zaostrza apetyt na więcej.

Przy okazji robienia zdjęć nowej serii naszyjników (geometryczne formy i delikatne łańcuszki) wyciągnęłam z podręcznego magazynku wzornictwa lat 60. emaliowaną tackę, wyprodukowaną przez hutę w Rybniku. Do kompletu jest jeszcze cukiernica i mlecznik, wszystko czarne, połyskliwe, udekorowane złotymi, abstrakcyjnymi znakami i czekające od dawna na swoje pięć minut, które właśnie nadeszło. Duet zadziałał bezbłędnie, obiecuję sobie, że do tego stylowego tła jeszcze wrócę.

IMG_0049

IMG_0007

IMG_0018

Srebrne naszyjniki od http://yuvel.pl/

Dla nowych projektów sprawdzają się różne tła, oprócz czarnej emalii i lnu także biel, po prostu i dla wyrazistej faktury srebra. Geometrii przybywa, kolejny naszyjnik gotowy i graniastosłupowy:

IMG_0113

Graniastosłup i geometryczny łańcuszek od http://yuvel.pl/

W ciągu ubiegłego miesiąca miałyśmy też przyjemność wykonać kilka zleceń na zamówienie, dla miłych znajomych i nieznajomych. Mam nadzieję, że będzie im z tą biżuterią dobrze i pogodnie na co dzień i od święta. Na przykład z tymi srebrnymi, matowymi obrączkami:

IMG_0015

IMG_0013

IMG_0067

Srebrne obrączki dla niej i dla niego od http://yuvel.pl/

Oczywiście świat nie kończy się na Yuvel i biżuterii, chociaż to coraz ważniejsza część mojej rzeczywistości. Ale – szykuje się nowy remont (na który bardzo się cieszę, bo ma w sobie pierwiastek sentymentalnej podróży w przeszłość oraz urok odnowionych kontaktów towarzyskich), a pod Różowym Królikiem pojawiają się kolejne detale (mniej lub bardziej prozaiczne). Epokowym wydarzeniem okazał się montaż kratki wentylacyjnej: białej, ceramicznej, dziurkowanej. Następne już na pewno będą listwy!

DSCF5005

DSCF5002

Mała rzecz, a cieszy (i dziura nad lodówką zniknęła)

Kolekcja szkła, zamiast powiększyć się o nowy wazon, powiększyła się o absolutnie niepotrzebny, ale urodziwy (oraz przeceniony) świecznik Toma Dixona. Złoci się i świeci, wieczorami szczególnie.

DSCF7005

Mała rzecz, a świeci (szkło i reszta)

Za kilka dni minie rok od wprowadzenia się do nowego/starego mieszkania. Nadal mnie to jakoś dziwi i zaskakuje. I cieszy, w bardzo konkretnych momentach, takich jak wtedy, kiedy mogę pójść do ogrodu i narwać piwonii. Z tej kępy kwiatów, która “od zawsze” rośnie pod płotem, i z której “od zawsze” ktoś zabierał kilka pąków i układał z nich bukiet. W tym roku bukiet był rozwichrzony, pachnący i bladoróżowy. I mój.

IMG_0091

IMG_0088

Piwonie i popielniczka Bohemia

/Niezmiennie zachęcam do zaglądania na stronę http://yuvel.pl/

i na fb https://www.facebook.com/yuvelbizuteria/

A ceramiczne kratki można nabyć tutaj: http://gappy.pl/

Zapisz

Trochę zielono, trochę miętowo, coraz bardziej wiosennie, ale nadal bez kratki wentylacyjnej oraz listew przypodłogowych. Tak się rysuje sytuacja na froncie prac kuchennych oraz w narożniku: do lokalu Pod Różowym Królikiem przybyła lodówka, przyobiecana jeszcze w ubiegłym roku (za prezent dziękuję rodzinnym fundatorom!).

Świeci się, buczy, jest na swoim miejscu, a w kuchni robi się coraz bardziej retro i różnobarwnie (chociaż nadmiar turkusu muszę chyba zneutralizować czernią, bo ile można). Koteczek z okazji nowej lokalizacji zaprzestał machać rączką, a lampa Mayday zawisła na gazowej rurze, w zastępstwie gwiazdy świątecznej oraz oświetlenia podszafkowego, którego nadal nie ma (i tak szczęśliwie przetrzymaliśmy zimę, teraz będzie przecież coraz jaśniej).

DSCF9332

DSCF9333

DSCF9341

DSCF9337

DSCF9335

Koteczek i kwadraty

W obliczu eksponatu, jakim jest miętowy Smeg, muszę przyznać, że lokal został umajony niemalże maksymalnie i należałoby się teraz zająć tematami mniej przyjemnymi oraz średnio efektownymi wizualnie: listwami, zabudową rur, osłonami kaloryferów itd. Po ośmiu miesiącach od zamieszkania trzeba się w końcu tym zająć, ale przedtem chciałabym jeszcze posiać maciejkę i pachnący groszek, znaleźć zielony wazon, czarny piekarnik oraz lokalny koloryt.

DSCF9313

Miejsce na talerz…

 

Bardzo po prostu odbyło się pierwsze świętowanie w nowym/starym domu i przy tej okazji w dziennym pokoju zainstalowana została mikrochoinka (pieszczotliwie zwana przez nabywcę Badylkiem), a w kuchni zaświeciła papierowa gwiazda. Święto oświetlenia wciąż trwa, z różnym natężeniem i w różnych formach: światło jest w szkle i słowach, w refleksach i refleksjach, w sąsiedzkich rozmowach i spojrzeniach wstecz. Im ciemnej na zewnątrz, tym bardziej domowo wewnątrz (i w kuchni).

IMG_0101

IMG_0141

IMG_0106

Światłokuchennie

Pejzaże za oknem mało zimowe, wrzos nadal trwa na posterunku, chociaż jego czas już teoretycznie minął. Odmierzany zresztą przez zegar-prezent, tykający spokojnie i wymagający pewnego zastanowienia (ale tylko na pierwszy rzut oka). W kuchni zawisły szafki, co stało się okazją do przeglądu skarbów w kartonach – światło dzienne ujrzały serwisy oraz kieliszki o bliżej nieznanym przeznaczeniu. Wśród porcelany jest kilka smakowitych egzemplarzy z lat 60., należy im się chyba osobna opowieść (szczególnie zielonej “Karolinie”, malowanej w czarne pajęczaki).

IMG_0098

IMG_0094

IMG_0090

Fragment zbiorów: Karolina, Ćmielów i reszta

Choinkobadylek skromnie stoi w kącie, udekorowany niestety śladowo – jestem wyznawczynią choinek barokowych, z lametą i bombkami wielopokoleniowymi, ale na tym egzemplarzu nie udało się zamontować zbyt wiele. Zrekompensowałam to sobie ubierając choinkę u rodziców i wyciągając z pudełek wszystko, co się jeszcze nadawało do powieszenia. W tym sopel, który pradziadek sprezentował swojej wnuczce (czyli mojej mamie), kryzysową Pyzę z lat 80. oraz oczywiście papierowe gwiazdki, zrobione w szkole podstawowej przez kolegę Krystiana H.

Badylek ma się nieźle, świeci (to najważniejsze) i czeka na marzec, kiedy to podjęta zostanie próba zasadzenia go w ogrodzie. Dał schronienie owocom sezonowym, ale również pogodnym prezentom, w tym książce Mariana i Kaliny Zwiedzajcie Piastowski Wrocław. Piękne lata 60. dolnośląskiego wzornictwa, plakaty i murale Tadeusza Ciałowicza na czarno-białych zdjęciach pulsują barwą, kreską i światłem. Również neonowym.

IMG_0132

IMG_0118

IMG_0120

IMG_0113

Badylek, Wrocław i słodkie Murano

Oranż, żółć, róż – litera Ż ma najwidoczniej duży potencjał żaru. Korzystam z niej chętnie i zapalam kolejne świeczki w niezwykle kulturalnych świecznikach, którymi obdarowała mnie niezawodna A., twierdząc, że w towarzystwie kolekcji wazonów stać powinno tylko przejrzyste szkło. Nie protestowałam, tylko ustawiłam na półce i dorzuciłam jeszcze wazon z zawartością.

IMG_0143

IMG_0147

IMG_0144

IMG_0145

Wystawka świetlna i odświętna

Pół roku po zakończeniu WR lokal wydaje się być udomowiony, oswojony i doświetlony. KSz twierdzi, że nie jest źle i że nie tęskni bardzo za zachodnimi rubieżami miasta. Wierzę mu na słowo i dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak w 2016 roku nadal zapoznawać się z dzielnicą, pracować nad lokalnym patriotyzmem i zwiedzać piastowski Wrocław.

 

ps Czerwono-żółta książka to właśnie publikacja autorstwa Kaliny Zatorskiej i Mariana Misiaka pt. Zwiedzajcie Piastowski Wrocław. Tadeusz Ciałowicz – projektant totalny. Została prześwietnie wydana przez Wydawnictwo 102 i od stycznia będzie dostępna w księgarniach. Miłej lektury!

Po zaskakujących zwrotach akcji, zamieszaniu przeprowadzkowym, ranach ciętych (mój brat już teraz wie, że wnoszenie regałów może być przyczyną uszkodzeń ciała) i po zakwasach od malowania – Wielki Remont można uznać za zakończony. W swej zasadniczej części oczywiście, bo nie liczę takich detali jak odrapane drzwi czy brak szafki pod zlewem.

Tydzień przemieszkaliśmy w całkowitym chaosie, kończąc malowanie średniego pokoju i czyszcząc obudowy kaloryferów. Czułam się trochę jak na wakacjach, a trochę nieszczęśliwa. Bo przecież miało być tak pięknie, wszystko dopracowane, czyściutkie i gotowe do zagospodarowywania talerzami i wazonami. A tu kurz, kartony i wiadra z farbą – głównie z białą, ale też ze szmaragdową, ciemnoszarą oraz elektrycznie niebieską. I mimo tego, że nadal walają się w lokalu wiertarki, wkrętarki i kable, to mogę z przekonaniem stwierdzić, że to już jest dom – i nie dlatego, że jest w nim wanna, internet czy królik nad wejściem do łazienki. Ale dlatego, że w kuchni stoi stół.

IMG_5948

Stół z chaosem w tle (czyli spiżarka jeszcze bez półek i drzwi)

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to żadna rewolucja – ale dla tego mieszkania to wydarzenie bez precedensu. Przez pół wieku w kuchni nie było stołu, konsumpcja odbywała się przy blacie albo wędrowano z talerzem przez załomy korytarza, do pokoju dziennego. Teraz droga jest prosta, a przy stole mogą zasiąść cztery osoby – jeśli będzie potrzeba oraz dodatkowe siedziska. A ten, kto siedzi naprzeciwko okna, ma widok na morze zieleni.

IMG_5950

Kuchnia z widokiem

Czyli powstała nowa przestrzeń, której elementem zasadniczym okazał się stół. Wypełnił puste miejsce w czasie rzeczywistym, ale trochę też w innej, sentymentalnej czasoprzestrzeni. To stary mebel, z blatem zmęczonym życiem, poręczny, okrągły i solidny, wyprodukowany przez Opatowiecką Fabrykę Mebli w Opatówku. Nie wiem dokładnie, kiedy go wykonano, data jest nieczytelna, ale mógł to być początek lat 50., bo ta fabryka w 1961 przestała być samodzielnym zakładem (działała od końca XIX wieku, jako Fabryka Lalek i Zabawek).

IMG_5959

IMG_5961

Stół z Opatówka

Przywiozła go ze sobą prababcia Helena, kiedy przeprowadziła się w latach 60. z Namysłowa do Wrocławia. Wzięła ze sobą niewiele rzeczy, bo te prawdziwe meble i bibeloty zostawiła w Pińsku, razem z innym, przedwojennym życiem. Przy kolejnej przeprowadzce miała ze sobą zdjęcia, maszynę do szycia i właśnie ten stół. Stanął wtedy w małym pokoju, przykryty białą serwetą – i stał tam przez następne lata, nieużywany, schowany w kącie. Dopiero przy okazji remontu ujrzał światło dzienne, mogłam mu się wtedy lepiej przyjrzeć i polubić.

IMG_5963

Włocławek, Opatówek i Udden

Kiedy wstawiliśmy go do tej nowej-starej kuchni od razu było wiadomo, że trafił na swoje miejsce. Wystarczyło tylko dostawić krzesła, powiesić lampę i zasiąść do kolacji. Musiałam jakoś uczcić powrót stołu, więc udekorowałam go paterą z Włocławka, która już chyba trzeci rok czekała w kartonie na wyeksponowanie. Teraz kuchenne meble grzecznie odgrywają rolę tła, kawiarka działa, można mieszkać.

IMG_5944

Dzień dobry dom

To w ogóle ciekawe zjawisko, jak niektóre meble dobrze poczuły się w odnowionym mieszkaniu, a niektóre – zupełnie nie. Stoły (bo jest jeszcze jeden, w dużym pokoju) wyglądają, jakby się stąd nigdy nie ruszały, podobnie jest z fotelami i regałem bibliotecznym. Ale na przykład duża szafa okazała się przytłaczająca i przygnębiająca, rozebraliśmy ją szybko, w efekcie czego nie mamy teraz ani kawałka szafy, ale mamy spokój. A mały pokój pełni czasowo funkcję garderobo-składzika. I pomimo panującego tam bałaganu wypakowałam z kartonów wszystkie wazony i patery, żeby sobie odetchnęły i żeby powoli szukać im miejsca. Kiedy lokal, zwany roboczo mieszkaniem Pod Różowym Królikiem, będzie już trochę bardziej uładzony i umajony, wtedy pojawią się nowe zdjęcia. Na razie w sypialni czuwa przyczepa i to jest najważniejsze.

IMG_5937

Jest!

Składam to mieszkanie z różnych ulubionych elementów, zbieranych przez lata, przenoszonych z miejsca na miejsce, przechowywanych u znajomych i rodziny. Taka układanka motywów, wzorów i faktur, uzupełniona opowieściami, śladami czasu i światłem. Ze stołem prababci Heleny w roli głównej.

IMG_5940

Kuchnia wieczorna (Lucjan czeka na przydział ściany)

/Za pomoc w przeprowadzce dziękuję K. i M. oraz mojemu bratu i jego wesołym kolegom – obiecuję, że już nigdy więcej (oby). Za cierpliwość, ogrom pracy i całokształt jestem przewdzięczna KSz, który się już chyba zadomowił. Bo o to w sumie chodzi/

Nieodwołalnie zbliża się Wielki Remont (czyli WR). Od października dywagowałam sobie beztrosko o kolorach, fakturach i monidłach, odkładając na później decyzje zasadnicze, dotyczące wymiany instalacji, wyburzeń ścian czy nowych okien. Teraz już nie ma co odkładać, teraz trzeba działać. Jako że są to sprawy jednak dość stresujące postanowiłam zebrać teraz w jednym miejscu same miłe zdjęcia i jeszcze przez chwilę nie myśleć o piecu dwufunkcyjnym (który wcale nie jest ładny, a do tego kosztuje zyliardy). Poważne zagadnienia zapewne pojawią się na blogu w swoim czasie, kiedy padnie pierwsza ściana.

Już w tamtym roku zaczęłam zamęczać moje ulubione forum tysiącami pytań i wątpliwości, które przede wszystkim biorą się stąd, że WR ma miejsce w mieszkaniu dobrze mi znanym, rodzinnym, do którego mam wciąż za mało dystansu. Więc wielu rzeczy nie jestem pewna i nie do końca czuję, co mogę zmienić, a czego nie. No i czy w ogóle w dobrym kierunku to wszystko zmierza. Na szczęście jest blisko kilka osób (w realu i w wirtualu), które cierpliwie wysłuchują moich pytań, wspierają i znoszą kolejne zmiany koncepcji i humoru (za co bardzo i niezmiennie dziękuję).

Niewielu rzeczy jestem pewna – ale tych, których jestem, to jestem. Pierwszą z nich są malowane deski w wąskiej, dość tramwajowatej kuchni. Stara, drewniana podłoga, ukryta przez lata pod linoleum i panelami, wymaga oczyszczenia i uzupełnienia, nie zachwyca pięknym usłojeniem, i co ważne – sąsiaduje bezpośrednio z dębowym parkietem w przedpokoju (swoją drogą jest to jakiś wielkopański pomysł, żeby na 60 m kw robić parkiet w przedpokoju i w kuchni deski, jakby to była jakaś przedwojenna kamienica, a nie blok z lat 50.). To sąsiedztwo sprawiło, że nie mam ochoty na podłogę sosnową albo bieloną – chcę koloru, który pokryje zmęczone drewno i jednocześnie dogada się z dębem.

Malowane, drewniane podłogi to temat frapujący i wciągający, można wybierać między intensywnymi barwami, pastelami albo wzorami z szablonów. Poszukiwania w sieci przyniosły ciekawe efekty, np. dość niesamowite podłogi różowe i niebieskie/turkusowe/morskie.

pink2

Pink!

pink

 Różowa podłoga (chyba nie deski, ale nie szkodzi)

Turquoise-decorating-ideas-45

nieb

nieb2

Na niebiesko

Od niebieskości blisko do zieleni – i tych bardziej limonkowych, i tych zgaszonych, bardziej butelkowych i khaki.

ziel2

green-floor-remodelista-boston

painted-green-floor-kitchen-remodelista

Ciemnozielono

Piękne zielone odcienie, z domieszką czerni albo szarości, to dobra alternatywa dla całkiem czarnej podłogi. Bo białe i czarne malowane deski trochę mnie już znużyły, no i jednak nie jestem fanką codziennego odkurzania. Co nie zmienia faktu, że walory wizualne czarnej podłogi są spore (ale w wąskiej kuchni i tak odpada, bo tam średnio jasno).

black-four

Czarrrne deski

Wyjściem bezpieczniejszym, dającym też sporo możliwości w wyborze odcieni, jest szarość, która nieźle komponuje się z dębem i oranżem (a przecież mam na stanie pomarańczowe krzesła, do kuchni będą jak znalazł).

szara

Solid-gray-painted-Floor_bradbourne_farm

Na szaro

Jak na razie szarości wygrywają, chociaż fuksja ciągle zajmuje wysokie miejsce. Ale czasem trzeba iść na kompromisy, skoro ulubionym kolorem KSz jest “wet asphalt” to niech będzie w kuchni. A różowy pojawi się w innym miejscu (albo miejscach…). Gdyby nie sąsiedztwo dębu to obstawiałabym żółty: na zimne poranki – jak znalazł. Zresztą kto powiedział, że kolor muszę wybrać raz i zostanie z nami na wieki. Na wieki pozostawał z człowiekiem tylko ten średniomusztardowy, którym kiedyś malowano wszystkie drewniane podłogi.

malowanie-podlogi-15homedit

Pozytywne żółte deski

okno_udden

Żółta podłoga i szafki Udden

Czyli – malowane deski to raz, a wolno stojąca kuchnia – to dwa. A może powinno być w odwrotnej kolejności, bo podłoga jeszcze drzemie pod panelami, a kuchnia już czeka w kartonach.

2_14_11_Olaf_Hajek10204

Olaf Hajek w kuchni

kuechen-stile-content13

Udden czarno-czerwony

Od paru lat oglądałam kuchnie wyposażone w lekkie, metalowe stelaże, ze stalowymi blatami i szafkami białymi lub czarnymi. Oglądałam i zadowolona planowałam, że jak gdzieś, kiedyś będę mieć w miarę dużą kuchnię, to kupię dwa takie moduły, kolorową lodówkę, i będzie ślicznie oraz ekonomicznie. I jak doszło co do czego, to się oczywiście okazało, że Ikea matka nasza zakończyła w Polsce sprzedaż wolno stojącej kuchni Udden. Polityka szwedzkiej firmy wciąż pozostaje dla mnie zagadką – można by napisać osobną opowieść o tym, co było, a czego już nie ma.

Ale czy to znaczy, że jedyne, co pozostało, to rezygnacja z pomysłu i obstalowanie kuchni na wymiar (na którą nie ma kasy, więc nastąpiłoby to za nie-wiadomo-kiedy)? Absolutnie nie. Pomogła forumowa sekcja berlińska oraz allegro, dzięki czemu w magazynie czekają już stelaże i białe szafki. Teraz trzeba jeszcze tylko wymyślić sposób montażu kuchenki. A w Niemczech Udden jest również dostępny tylko do wyczerpania zapasów.

birchwood-house_1 (5)

Udden klasyczny…

udden_heavytool

…oraz awangardowy

Efekt ostateczny pozostaje na razie wielką niewiadomą, na pewno nie będzie zbyt ekstrawagancki, bo w formie jednego ciągu pod ścianą. Niezależnie jednak od formy są to optycznie lekkie meble, dość mobilne, dające dużo swobody w działaniu kolorem, dodatkami i rurami od instalacji. Po prostu potrzebowałam czegoś taniego i nieoczywistego – może to reakcja na wszechobecne totalne zabudowy, idealne, masywne i bardzo kosztowne. Jak w takiej kuchni odnalazłby się Lucjan? Chociażby ze względu na niego wolę kuchnię-składak. Do której będę musiała jeszcze wymyślić coś do powieszenia na ścianę (na szklanki) i jakiś wyciąg, żeby zatamować falę kuchennych zapachów. Ale o tym to chyba pomyślę kiedy indziej.

Udden nadaje się do loftu:

emma

emma2

Loft Emmy (fotoforum)

Do wnętrz kamienicznych też:

doorsixteen_counter_4

Kuchnia Anny (Door16)

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

marmaga_biala

Kuchnia Marmagi, przed i po malowaniu (fotoforum)

Udden ratował sytuację w wielu wypadkach, w kuchniach tymczasowych, w starym budownictwie, w wysokich blokach i w domkach letniskowych. Tym bardziej szkoda i żal, że już go kupić nie można.

udden_kuchnia1

udden_biala

Kuchnia pełnowymiarowa

udden_cegla

Detal

Trzeba będzie zatem zgrać kolor podłogi, biało-stalową kuchnię, drewniany stół i pomarańczowe krzesła. W sumie – sama przyjemność oraz miła alternatywa dla planowanie rur i przyłączy. Wciąż jednak pozostaje nierozwiązana kwestia wolno stojącej lodówki – cóż ja mogę, że podoba mi się tylko jedna, która na dodatek dobrze się dogaduje z Uddenem.

05_b_casa_provvisoria

06_b_casa_provvisoria

Fragmentarycznie (la casa provvisoria)

Czyli kuchnia czeka, lodówki szukam w cenie promocyjnej i kolorze odpowiednim, WR zacznie się w tym miesiącu i mam nadzieję, że dotrwam do końca. A potem będę już tylko podziwiać widoki z kuchennego okna.

/zdjęcia ze stron: fotoforum.gazeta.pl, pinterest.com, doorsixteen.com, derienmadame.canalblog.com, freundevonfreunden.com, living.corriere.it, heavytool.com, remodelista.com, marthastewart.com/

Na oko i na dotyk. W kolorze koralowo-pomarańczowym. Ze starego, delikatnego fiberglassu. Krzesła są dwa, stoją od kilku dni w kuchni – jedno z cichych, wnętrzarskich marzeń właśnie się spełniło i teraz mogę spokojnie udać się na urlop. Pod patronatem szanownych państwa Eamsów, Hermana Millera, wygody oraz zestawów barw kojarzących się z jagodowo-jarzębinowym latem.

Tym samym minilokal się zapełnił i dopełnił, umajony i pokolorowany jest chyba maksymalnie. Poczekam na dobre światło i zrobię trochę lepszych zdjęć, fragmentów i całości. Pora jest odpowiednia, nie ma jeszcze w powietrzu nostalgii sierpnia i zapowiedzi jesieni. Dziś tylko kilka migawek, na wakacje i na lipiec.

IMG_3098

IMG_3095

IMG_3094

DSX w minikuchni