Archives for posts with tag: lampa

Po prostu – regulowana, biurkowa lampa. Przedmiot, który łączy w sobie pomysłowość i wiedzę techniczną, zagadnienia konstrukcyjne i estetyczne, a także trudny do zdefiniowania urok. Przedmiot, o którego wymyśleniu marzą wszyscy projektanci.Tak w każdym razie twierdzi Deyan Sudjic w swojej książce “Język rzeczy”: krzesło i regulowana lampka to archetypy wzornictwa, ewoluujące w XX wieku od sprzętów użytkowych do symboli o rozbudowanych konotacjach, czytelnych w detalu, barwie i materiale.

Sudjic porównuje dwie lampy z ruchomym ramieniem – mają one wspólny, funkcjonalny punkt wyjścia, ale ich autorzy wybrali odmiennie drogi projektowania. Brytyjska Anglepoise Georga Carwardine’a z 1932 roku to jedna z pierwszych lamp kreślarskich o dwóch ramionach: jest praktyczna, solidna, dość ciężka, z widocznymi elementami konstrukcji (sprężyny, kabel, podstawa). Za jej rewers, powstały 40 lat później, można uznać Tizio Richarda Sappera, zaprojektowaną dla Artemide. To obiekt przemyślany w każdym calu i minimalizujący nadmiar elementów: ma ukryty transformator, niewidoczne kable i wizualnie lekką, niemal ażurową strukturę. Do tego lampa wyposażona została w halogenową żarówkę, co w latach 70. było technologiczną sensacją.

tizio1

Celowość i precyzja http://richardsapperdesign.com/products/1970-1980/tizio

tizio-35-table-lamp-by-richard-sapper-from-artemide-lightingyliving

Richard Sapper i jego lampy http://www.yliving.com/blog/remebering-richard-sapper/

Tizio szybko stała się symbolem nowoczesności, chętnie używanym przez architektów lub przez “nieco ponad normę dbającego o styl naukowca”. Oddziałuje bezkompromisową formą i kontrastem barw – matowa czerń została dekoracyjnie spointowana kroplą czerwieni na przegubach i we włączniku. Według Sudijca inspiracją dla takiego zestawienia była czarna sylwetka (z czerwoną kropką przy spuście) pistoletu Walther PPK, wynalezionego w latach 20. i chętnie używanego przez Jamesa Bonda.

dl15rst01_f

tizio_35_image572321-900x900

http://www.artemide.it

Od 1972 roku Tizio doczekała się kilku wersji kolorystycznych (w łagodniejszym wydaniu, czyli w bieli i w szarościach), kilku wielkości i nowego, ledowego źródła światła. W międzyczasie pojawiła się na wielu biurkach i stołach, także na dużym ekranie. Kosmiczna, dynamiczna i czarna lampa z przyszłości w serialu Catacombs

spratm1970

http://catacombs.space1999.net/main/cguide/furn/umftizio.html

…i białe tło dla spotkań Jamesa Bonda w Moonraker.

tizio-lamp-richard-sapper-moonraker-1969

http://gyngzl-interiors.blogspot.com/2009/05/her-nekadar-endustri-tasarm-kavramnn.html

Czarna sylwetka działa nie tylko w biurach, pracowniach i filmach, wygodnie używa jej się również w mniej oczywistych okolicznościach, na przykład w sypialni, gdzie potrzebny jest skupiony strumień światła i łatwość poruszania ramionami.

tizio2

Sypialnia minimalistyczna http://www.bungalux.com/bungalusts/tizio-lamp

Przymierzałam się do tego zakupu od dawna, szukałam okazji i powodu, doszłam do słusznego wniosku, że przecież nie mam porządnej biurkowej lampki. No i teraz mam – Tizio w sypialni.

dscf3024

Tizio w sypialni (w tle grafika Anny Łabuz)

Żadne zdjęcie ani opis nie jest jednak w stanie oddać płynnego, logicznego i precyzyjnego ruchu tej lampy. Jeśli ktoś jest ciekaw działania Tizio (i porównania z innym włoskim klasykiem) polecam film z lampami i projektantami w rolach głównych:

Polecam również książkę Sudjica, o przedmiotach, symbolach i wzornictwie. I jego podsumowanie tematu lamp biurkowych: “Pejzaż domowy można mierzyć archetypami dizajnu: od wolno stojącego domu jednorodzinnego po stół, krzesło i talerz. Regulowana lampka biurkowa dołączyła do nich, może nie jako niezbędny artefakt o pierwszorzędnym znaczeniu w życiu codziennym, ale z pewnością jako zasługujący na uwagę element drugiego planu”.

/Cytaty z książki: Deyan Sudjic, Język rzeczy, Kraków 2013/

Zapisz

Advertisements

Jest już połowa sierpnia, miesiąc temu rozczulałam się nad starym stołem i w międzyczasie miałam ambitny plan opisania procesu odnawiania podłóg oraz zaprezentowania kolejnej odsłony cyklu “Mieszkać inaczej”. I co? I wakacje. I upał, jezioro, koniki polne oraz tysiąc rzeczy do przykręcenia/złożenia/pomalowania. Zatem sierpień nadal pod znakiem działań remontowych i tym samym blog coraz bardziej skręca w stronę terapeutycznego dzienniczka pt. “Ja i mój nowy dom”. Zdaję sobie z tego sprawę, ubolewam nad takim zwrotem akcji, ale w obliczu wysokich temperatur, niskiego ciśnienia i przerw w dostawach prądu nie mam innego wyjścia. Zrobi się chłodniej, będzie profesjonalniej. Na razie nie.

Na razie urządza się balkon: roślinność omdlewa, usiąść można w wiklinowych fotelach (dar zza zachodniej granicy), a napoje chłodzące oraz świece ustawiane są na stoliku tak bardzo z ikei, że bardziej nie można. KSz skonstruował go z kartonów, w które opakowana była szafa. Mebel jest stabilny, tylko trzeba uważać, żeby nie zamókł na deszczu (na co się na razie nie zanosi).

IMG_6216

IMG_6215

Na balkonie (wiklina, tektura i pomidory)

To naprawdę zaskakujące, jak dużo rzeczy jest do zrobienia w tak niedużym przecież mieszkaniu. Na przykład lampy: pomimo ciągłego wybierania, wieszania i wiercenia nadal na sufitach kwitną białe kable. Ale nie poddajemy się – najważniejsze, że wiszą już lampy w pokojach. Wszystkie niskobudżetowe, oczywiście.

IMG_5992

IMG_6005

IMG_6009

Lejek salonowy z lotką w tle

Do lampy w pokoju dziennym przymierzałam się dość długo – na próbę powieszony został nawet wielki, granatowy klosz, który tak w ogóle był super, ale zasłaniał pół okna. W sumie chyba pierwszy raz w życiu miałam styczność z dziwnym zadaniem, jakim jest wybór lampy, która wisi na tle okna. Najchętniej bym tu widziała lekki kryształowy żyrandol albo jakieś różowe Murano, kwiaty, gałązki i złoto – to jednak pieśń przyszłości, a na teraz został wyciągnięty z piwnicy plastikowy lejek. Kilka lat temu zakupiłam go na giełdzie staroci, spodobał mi się kształt i dość szlachetne tworzywo, a że nie było dla niego miejsca, to musiał poczekać. I się doczekał, zawisł, świeci miło, klosz ma lekko transparentny, więc oświetla i stół, i część pokoju. To kolejny przedmiot z kolekcji zbieranej przez lata na zasadzie “ładne, kiedyś się przyda”.

Natomiast zupełnie nie z kolekcji, ale ze sklepowej wyprzedaży przybyła kula do małego pokoju. Też miły plastik, całkiem współczesny i wyprodukowany przez firmę Koziol. Znałam i lubiłam ten model (Orion), ale miałam opory, żeby go kupić za kwotę trzycyfrową. A kiedy się okazało, że można nabyć za kwotę dwucyfrową, to oporów już nie było i orion świeci nad regałem oraz szkłem.

IMG_6023

IMG_6024

Orion w małym pokoju

Sypialnia została doposażona standardowo, w przyczepę oraz papierową poduszkę. Jakby ktoś nie wiedział, to ikea matka nasza już wycofała ten model lampy (na szczęście zrobiłam zapasy).

IMG_6171

Nieustające wakacje

Trudno stwierdzić, które pomieszczenie jest najbardziej skończone (lub nieskończone). Sytuacja jest dynamiczna, coś przybywa, czegoś ubywa lub jest przenoszone z miejsca na miejsce. Pojawiają się też kolejne dekoracje oraz kompozycje.

IMG_6058

IMG_6056

IMG_6053

Kompozycje trwałe oraz mniej

Zdecydowanie szybciej przebiega proces komponowania wazonów, pater i szkła, niż prace budowlane, takie jak skrobanie obudów (co widać). Powyciągałam bibeloty z kartonów, teraz wreszcie mogą odetchnąć wazony z Tułowic i Włocławka, gliniany ptaszek-skarbonka, emaliowana patera z Olkusza i cała reszta też.

Drobiazgami się bawię, to zajęcie akurat na lato, natomiast poważniejsze sprzęty potrafią przysporzyć sporo kłopotów oraz zgryzot. Począwszy od bardzo konkretnych (uszkodzenia ciała podczas składania szaf), a skończywszy na paraliżu decyzyjnym. Tenże paraliż ujawnił się przy wyborze kanapy do pokoju dziennego, wyposażonego już w stół oraz fotele (fioletowy stary i nowy czarny, czyli Comfee z Noti). Naiwnie rozpoczęłam poszukiwania, mniemając, że są na świecie kanapy zgrabne, wygodne i nie za miliardy. No więc nie ma. W każdym razie we Wrocławiu, i żeby jeszcze dało się na nich usiąść, dotknąć materiału, obejrzeć. Może to jakaś fanaberia, ale nie umiem kupować w ciemno takich mebli – moje doświadczenia kanapowe to jak na razie ikea, starocie ożywiane przez pana tapicera oraz jedna firma, co robi rozkładane leżanki, niestety za duże do tego mieszkania.

Chodziłam, szukałam, wertowałam katalogi, miłe panie były miłe, kanapy kosztowały grube tysiące, a frustracja narastała. W końcu stwierdziłam, że tak dalej być nie może, nie będzie ze mnie żaden mebel energii wysysał – zrobiłam wnętrzarski rachunek sumienia, przypomniałam sobie, że jest jedna taka, co mi się zawsze podobała i pojechałam wiadomo gdzie. KSz zasiadł, orzekł, że miło, ale czy nie za szeroka? Pewnie tak, ale ma prześwietny kolor i w ogóle nie przypomina godnej, prawdziwej kanapy. I w ten sposób via Ikea przybył do mieszkania Pod Różowym Królikiem zupełnie niebieski kanapon (czyli Söderhamn).

IMG_6234

IMG_6224

IMG_6220

IMG_6236

Söderhamn w kolorze

Przez kilka dni, zanim kanapon stanął, przejmowałam się, czy nie za niebieski, czy nie za duży, że przecież tu powinna stać zgrabna, szara sofa, a nie takie nie-wiadomo-co. Za dużo się chyba naoglądałam dziwnych mebli i trochę straciłam wyczucie – a przecież jeśli zawsze mi się podobała ta kanapa i rozmiary miała mniej więcej w porządku, to czego tu się obawiać? Trzeba się bardziej słuchać, a potem to już będzie z górki. Jak i w tym pokoju: jeszcze tylko półki na książki, talerze na ścianę i takie tam detale. A kanapon stoi, wygodny jest obrzydliwie, przypadł do gustu zarówno domownikom, jak i gościom, w tym Funi, która wlazła na, wlazła pod, ułożyła się na poduszkach i przysnęła. Czyli mebel można uznać za udomowiony.

Prawie skończona jest łazienka, średnio – kuchnia, w ogóle – mały pokój, ale tam, w trudzie i znoju, robi się szafa. Prezentacja odbędzie się w terminie późniejszym, kiedy będzie już co pokazywać, a nie tylko migawki i rozterki. Wcześniej czy później musi się udać, przecież nad tym lokalem czuwa różowy technokrólik.

IMG_5920

Technokrólik strzeże drzwi do łazienki

/a Funia to uroczy biały pieseczek rasy Bichon Frise. Z kanaponem komponuje się idealnie. Pozdrowienia dla redaktorowej!/

Flos 265

Zanim opanuję tajniki wordpressa oraz doprowadzę do ładu moje zdjęcia,
które nie są wstrząsającej jakości (aparat taki sobie i fotografka też taka sobie), zacznę wątek, który prawdopodobnie nie ma końca.
Bo lampy lubię straszliwie, mogę szukać, oglądać, przymierzać i po prostu się zachwycać. Starymi, nowymi, no name i sygnowanymi. Sufitowymi, stołowymi, podłogowymi. Tylko z kinkietami mam problem, bo bardzo mało jest ciekawych, a bardzo dużo – bardzo okropnych. Ale jedna z moich ukochanych lamp (wciąż w kategorii “wnętrzarskie marzenie do zrealizowania”) to właśnie mega-kinkiet.

Flos 265 zaprojektował w 1973 Paolo Rizzatto – 265 może być czarny, biały albo szary. I może wszystko, bo jest lampą, która nie tylko świeci, ale też organizuje przestrzeń, prowokuje do działania (można ją przesuwać i podnosić) i jest jak duża, ażurowa instalacja ścienna. Podobny efekt można osiągnąć chyba jedynie z kinkietem Potence Jeana Prouvé.

Dziś tylko jedno zdjęcie, poglądowe. Bo inaczej wrzuciłabym kilkadziesiąt i po raz już nie wiem który zaczęła kombinować, gdzie by tu ją powiesić (naprawdę nie mam gdzie, nie mówiąc już o tym, że taka urodziwa lampa ma swoją cenę). Ale wcześniej czy później pewnie coś wymyślę – tak to już jest z obsesjami. Przede wszystkim tymi lampowymi. Oraz krzesłowymi, ale o tym kiedy indziej.

Zdjęcie za: http://www.artilleriet.se/shop/nyheter/265/,  więcej o lampie na stronie projektanta: http://paolorizzatto.it/design-it/lampade/mod-265/

ps: 265 oświetla sobie biureczko Enki Bilal, tak w ogóle: http://booklips.pl/galeria/pracownie-slynnych-tworcow-komiksowych/