Archives for posts with tag: mieszkanie

Czerwiec nie skłaniał do pisania, a lipiec właśnie się kończy. Był pełen miejsc, opowieści, poszukiwań i aktywności kulturalno-rozrywkowych. Oraz pracy, która wyprowadziła mnie poza Wrocław, ucieszyła i zmęczyła, i jest tematem na osobny wpis, który szkicuję sobie w głowie od kilku dni. Ale zanim zacznę i zbiorę w całość chojnowską układankę (tak, tak, zwiedzajcie Dolny Śląsk!), to zakończę lipiec feerią barw, z przewagą odcieni szklanych, złotych i świetlistych.

DSCF7002

Kolor totalny – fragment czeskiej (czechosłowackiej) patery

Już się wydawało, że w tym miesiącu na giełdę nie pójdziemy, bo papierologia, siedzenie przy komputerze i takie tam. Szczęśliwym trafem moje ulubione forum zażądało nowości (“Pani, a co tam na starociach? Bom ciekawa nowych okazów”), a KSz słusznie zauważył, że jest weekend i można się udać pod Iglicę. Krótka wycieczka, dla rozpoznania sytuacji.

Rozpoznawaliśmy ją całkiem intensywnie i dogłębnie, pewnie dlatego, że pogoda była idealna, a ludzkość ogólnie w nastrojach przyjacielskich – co poskutkowało długimi dyskusjami o urodzie (nieoczywistej, jak dla mnie) szkła uranowego, o kalekich (oczywiście szklanych) łabędziach i kolorystycznych preferencjach Polaków w latach 80. (wszyscy chcieli rubinowe wazony, to mieli).

Efekt? Obłędna, wielka, czeska patera, a właściwie feeria barw, oscylująca wokół różu i pomarańczu z kroplą niebieskości, zamknięta w masie przejrzystego szkła. Organiczna i rzeźbiarska forma, nieregularna, nieco wydłużona, z podniesionymi krawędziami i zgrubieniami na końcach. Ze wstępnego rozeznania wynika, że to Borocrystal (dzięki, Ann-Mary!), więc byłby to już drugi okaz z tej huty w naszej kolekcji. Paterę wypatrzył KSz, i tym samym chyba oficjalnie należy uznać go już nie za Konesera Szrotów, ale za Konesera Szkła. Niech i tak będzie, ważne, że zbiory się powiększają o takie spektakularne egzemplarze.

DSCF7003

patera

DSCF7013

Duet polsko-czeski na parapecie

Nowy nabytek potrzebuje dużo światła, więc wylądował na parapecie, w sąsiedztwie ceramicznego pucharu oraz wysokiego, miodowego wazonu, który zakupiłam na poprzedniej giełdzie (pomimo braku przekonania ze strony KSz). To polskie szkło, lata 70. albo 80., z wyraźnym wpływem Horbowego: ustawiony wśród czerwonych kieliszków nie był zbyt zachęcający, jednak po umyciu i odpowiedniej ekspozycji odzyskał blask i urodę. A teraz, w tym zestawie, to już w ogóle kwitnie.

Zakupy nie skończyły się na spektakularnej paterze – do mieszkania pod Różowym Królikiem przybył spod Iglicy szmaragdowy miniwazonik (paterka?) z Zeleznego Brodu (zapewne projektu M. Klingera). Kolor ma wysycony i mocny, formę również nieco organiczną, i już odnalazł swoje miejsce wśród różowości w małym pokoju.

DSCF7009

Szmaragdowy drobiazg (ZBS)

Czechosłowacki monopol przełamany został absolutnie niepotrzebnym, uroczym oraz niewielkim świecznikiem: to produkt niemiecki, VEB ILM-KRISTALL, kolor jasny, ciut oliwkowy, szlif wyrazisty, przejrzystość zacna. Miał zostać na tym stoisku, obok krzywego łabędzia? Nie został i jeszcze znalazł miejsce obok swego krajana (na półce stoi już kobaltowy wazon tej samej produkcji).

DSCF7011

Niemiecki świecznik (jeszcze z metką)

Szklane powierzchnie odbijają światło, przestrzeń wokół wibruje kolorami, a ja zauważam u siebie postępujące uzależnienie od tych przedmiotów: mogę przez kilkanaście minut siedzieć i patrzeć, jak słońce załamuje się w krawędziach wazonów i jak zmieniają się odcienie i barwy (to w sumie może też być efekt nie posiadania telewizora, hm). Wyszukuję ulubione tonacje kolorystyczne nie tylko w paterach – często noszę bransoletkę z bursztynów i muranowskiego szkła, która cała się mieni i świeci. Dokładam do niej jeszcze trochę złota i mleczną perłę, i wtedy mam wakacje. I trochę tęsknię za rzymskim światłem.

DSCF7030m

Wielobarwne tło i pierścionki oczywiście od http://www.yuvel.pl

Zapisz

Zapisz

Advertisements

Czerwiec nie skłania do pisania. Bardziej interesujące okazują się plenery, tereny zielone, słońce i wszystkie poboczne aktywności. Niektóre z takich działań stają się coraz ważniejsze i ciekawsze, i zajmują coraz więcej czasu i przestrzeni. Mogę do nich na pewno zaliczyć wszystkie tematy biżuteryjne i fotograficzne, oscylujące wokół srebra i złota: miniony miesiąc był bardzo yuvelowy, co mnie cieszy niezmiernie i zaostrza apetyt na więcej.

Przy okazji robienia zdjęć nowej serii naszyjników (geometryczne formy i delikatne łańcuszki) wyciągnęłam z podręcznego magazynku wzornictwa lat 60. emaliowaną tackę, wyprodukowaną przez hutę w Rybniku. Do kompletu jest jeszcze cukiernica i mlecznik, wszystko czarne, połyskliwe, udekorowane złotymi, abstrakcyjnymi znakami i czekające od dawna na swoje pięć minut, które właśnie nadeszło. Duet zadziałał bezbłędnie, obiecuję sobie, że do tego stylowego tła jeszcze wrócę.

IMG_0049

IMG_0007

IMG_0018

Srebrne naszyjniki od http://yuvel.pl/

Dla nowych projektów sprawdzają się różne tła, oprócz czarnej emalii i lnu także biel, po prostu i dla wyrazistej faktury srebra. Geometrii przybywa, kolejny naszyjnik gotowy i graniastosłupowy:

IMG_0113

Graniastosłup i geometryczny łańcuszek od http://yuvel.pl/

W ciągu ubiegłego miesiąca miałyśmy też przyjemność wykonać kilka zleceń na zamówienie, dla miłych znajomych i nieznajomych. Mam nadzieję, że będzie im z tą biżuterią dobrze i pogodnie na co dzień i od święta. Na przykład z tymi srebrnymi, matowymi obrączkami:

IMG_0015

IMG_0013

IMG_0067

Srebrne obrączki dla niej i dla niego od http://yuvel.pl/

Oczywiście świat nie kończy się na Yuvel i biżuterii, chociaż to coraz ważniejsza część mojej rzeczywistości. Ale – szykuje się nowy remont (na który bardzo się cieszę, bo ma w sobie pierwiastek sentymentalnej podróży w przeszłość oraz urok odnowionych kontaktów towarzyskich), a pod Różowym Królikiem pojawiają się kolejne detale (mniej lub bardziej prozaiczne). Epokowym wydarzeniem okazał się montaż kratki wentylacyjnej: białej, ceramicznej, dziurkowanej. Następne już na pewno będą listwy!

DSCF5005

DSCF5002

Mała rzecz, a cieszy (i dziura nad lodówką zniknęła)

Kolekcja szkła, zamiast powiększyć się o nowy wazon, powiększyła się o absolutnie niepotrzebny, ale urodziwy (oraz przeceniony) świecznik Toma Dixona. Złoci się i świeci, wieczorami szczególnie.

DSCF7005

Mała rzecz, a świeci (szkło i reszta)

Za kilka dni minie rok od wprowadzenia się do nowego/starego mieszkania. Nadal mnie to jakoś dziwi i zaskakuje. I cieszy, w bardzo konkretnych momentach, takich jak wtedy, kiedy mogę pójść do ogrodu i narwać piwonii. Z tej kępy kwiatów, która “od zawsze” rośnie pod płotem, i z której “od zawsze” ktoś zabierał kilka pąków i układał z nich bukiet. W tym roku bukiet był rozwichrzony, pachnący i bladoróżowy. I mój.

IMG_0091

IMG_0088

Piwonie i popielniczka Bohemia

/Niezmiennie zachęcam do zaglądania na stronę http://yuvel.pl/

i na fb https://www.facebook.com/yuvelbizuteria/

A ceramiczne kratki można nabyć tutaj: http://gappy.pl/

Zapisz

Im więcej było wokół wiosny, światła i zieloności, tym wyraźniej odczuwałam przesyt wzorami i kolorami w najbliższym otoczeniu. Oranże, fiolety i pejzaże, ładujące akumulatory w zimowe popołudnia, stały się nieco męczące oraz trochę opatrzone – trzeba było zatem coś zmienić. Kierunek nowych poszukiwań był dość precyzyjny: niech to będzie faktura i linia, dużo bieli i graficznego rozedrgania. I niech będzie przeciwwagą dla szklanej feerii barw oraz realistycznej przyczepy.

Poszukiwania rozpoczęłam trochę losowo, szybko się jednak okazało, że krążę wokół  jednego kierunku, a nawet – wokół jednej artystki. Grafiki Anny Łabuz oglądałam już jakiś czas temu (przy okazji meblowania zupełnie innego mieszkania), potem znów na nie trafiłam (za sprawą tarnowskich wydarzeń kulturalnych) i wreszcie znalazłam stronę z jej portfolio, i wtedy już całkowicie zagłębiłam się w graficzne meandry. A jak się zagłębiłam, to zrozumiałam, że właśnie tego potrzebuje teraz nasze rozjaśnione mieszkanie – abstrakcji, nawiasu, wyraźnego konturu. Był jednak poważny dylemat, bo trzeba się było zdecydować na którąś  pracę. A właściwie na jedną z dwóch.

06_moj2

05_moj

Anna Łabuz “Przepływ”/”W czasie i poza czasem” (akwaforta, akwatinta)

Dyskusje z KSz trwały kilka dni, on obstawiał dynamiczny “Przepływ”, a ja ciemniejszą i bardziej statyczną kompozycję z cyklu “W czasie i poza czasem”. W końcu został osiągnięty kompromis, bo po kontakcie z Anną Łabuz okazało się, że właśnie te grafiki są do obejrzenia i kupienia, i do tego we Wrocławiu. Umówiłyśmy się, obejrzałam, zakupiłam. Obie.

Nie mogło być inaczej: ten miks akwatinty i akwaforty, aksamitna faktura papieru, kilka odcieni czerni (która wcale nie jest jednolicie czarna, ale oscyluje momentami między granatem, zielenią a turkusem), zestawienia rozedrganych linii i zdecydowanych płaszczyzn mają w sobie subtelnie wykreśloną przestrzeń i wyciszoną energię, która trwa pod białą powierzchnią. To abstrakcje malownicze i ekspresyjne, rozpostarte między mrokiem a światłem, narracyjne i hipnotyzujące, o wspólnym, wyrazistym języku.

03_untitled

02_architecture

01_hanging

Grafiki Anny Łabuz / http://www.coroflot.com/A_nouk/Imprints

Przez chwilę trwały przymiarki, ostatecznie rocznicowy prezent dla KSz zawisł w pokoju dziennym, a chmura czerni powędrowała do sypialni. Najpierw wisiały na klamerkach, ale system nie do końca się sprawdził, więc bardzo nieelegancko oprawiłam jedną z grafik w ramę wypełnioną zwykłym szkłem. I chociaż wiem, że to nieprofesjonalne i że szyba powinna być antyrefleksyjna (kiedyś będzie!), to cieszą mnie odbicia świata, przepływające przez czarne kontury. Wtedy tego świata (i światła) jest jakoś więcej.

DSCF1080

DSCF1070

DSCF1084

DSCF1162

DSCF1158

“Przepływ” na swoim miejscu

Po drugiej stronie pokoju zmiana miała miejsce już nieco wcześniej, bo również postanowiłam wyciszyć poprzednią kompozycję: wymieniłam plakaty (kolejny, bardziej graficzny Lapicque ujrzał światło dzienne) i dodałam skromny talerzyk, który publicznie nie był jeszcze prezentowany (dyskretna, ceramiczna Łysa Góra). Takie są efekty nieposiadania telewizora, po prostu trzeba od czasu do czasu zmienić zestaw dekoracji, na które często się patrzy.

DSCF1033

DSCF1034

DSCF1029

DSCF1027

Łysa Góra i Lapicque, czyli kolejna odsłona ściany muzycznej

W sypialni na razie zrezygnowałam z ramy, nie chcę zamykać za szkłem tej sensualnej powierzchni i niebieskawych niuansów czerni. Talerze z Chodzieży już nie są samotne, przyczepa zyskała kontrapunkt, a nasycona detalem sypialnia stała się miejscem właściwie poza czasem.

DSCF1088

DSCF1086

DSCF1090

Graficzna sypialnia (w odcieniach turkusu)

Jak już kiedyś wspominałam na blogowych łamach, nie umiem fachowo pisać o obrazach (i grafikach też), i nie będę tu nikogo raczyć analizami i interpretacjami prac Anny Łabuz. Po prostu  weszłam w tę przestrzeń, zanurzyłam się w czarno-białe meandry, a teraz mam na wyciągniecie ręki i bliskość spojrzenia własny fragment przepływu i czasu.

Szukajcie swojej sztuki i przy okazji przejrzyjcie też całe portfolio Ani, której życzę powrotu do pracowni i nowego, graficznego otwarcia. Trzymam kciuki i chętnie zaglądam tutaj:

http://www.coroflot.com/a_nouk

/Oczywiście wiem, że słońce szkodzi sztuce – zasłonę odsłoniłam tylko do zdjęć/

 

Rozproszenie wiosenne powoduje pewne zastoje, zamyślenia i rozbawienia, co jednak nie przeszkadza w planowym zazielenianiu okolicy. Prace ziemne w ogrodzie zostały rozpoczęte, widocznych efektów na razie brak, i tylko KSz wie, ile korzeni oraz lian umie naprodukować czarny bez wraz z przyległościami. W marcu zainaugurowałam akcję “przygarnij roślinę”, co poskutkowało zasadzeniem minikrzaczków, z których ma powstać żywopłot. Nastąpi to (o ile w ogóle) za jakieś 20 lat, ale satysfakcja z powodu uratowania podwiędłych okazów z supermarketowych otchłani wzmocniła moje morale i przyczyniła się do zainicjowania kolejnych działań: nasadzeń balkonowych oraz rozsadzeń ogrodowych.

Nie mam pojęcia, czy posiadam tzw. “rękę do roślin”, nie wiem, co wyrośnie z rozlicznych cebulek i patyków, starannie zasadzonych we frontowym ogródku i czy w ogóle obsiewanie niczyich nieużytków (bo taki w sumie status ma ten ogródek) ma jakikolwiek sens. Wiem natomiast, że lubię w ziemi pogrzebać, pobyć na świeżym powietrzu i podyskutować z sąsiadami. Zaskoczyła mnie ilość interakcji, jakie wzbudza człowiek kopiący w rabacie – ludzkość zagaja, podpytuje, zwierza się i życzy powodzenia. Stojąc oczywiście w bezpiecznej odległości, co by się ziemią nie uwalać. Pamiętajcie – jak coś zasiejecie, to musicie splunąć na szczęście, wtedy na pewno urośnie.

Po wykopaniu chwastów i dziwnych korzeni mamy teraz miejsce na sadzenie drzew, takich prawdziwych, co będą rosły długo i zapewne wszystkich nas przeżyją. Wbrew popularnej ostatnio opinii, że drzewa to tylko problem, bo zacieniają i brudzą, będę je sadzić gdzie się tylko da – szczególnie, że wizja nowej drogi pod oknami staje się coraz realniejsza. Na razie zasadzony został klon, który przez cały rok rósł w donicy, a na tyły domu powędrował choinkobadylek, grzecznie czekający na swoją kolej od Bożego Narodzenia (życzę mu szczęścia w nowym miejscu, ale nie wygląda niestety zbyt przekonująco…).

W lokalu pojawiły się (i znikły) dekoracje okolicznościowe, układane z elementów żywych oraz mniej. Kilka dni temu był chłód, deszcz i nieśmiałe cebulki, a dziś regularne słońce i roślinność zdecydowanie bardziej ożywiona.

DSCF9343

DSCF9363

DSCF9351

DSCF9418

DSCF9417

Kompozycje wielkanocne…

DSCF1019

…oraz egzotyczne (ale nadal bez listew przypodłogowych)

Balkon wymaga szeroko zakrojonych prac wykończeniowych (malowanie, parapety, czyszczenie podłogi i 28 innych spraw), dlatego teraz lepiej skupić się na detalu oraz zawartości skrzynek. Są już zioła, byliny i niezapominajki, pojawiły się pszczoły, zniknął udekorowany badylek (i klon). Wewnętrzne ogródki powoli wracają do życia, już kiełkują piwonie.

DSCF9391

DSCF9389

DSCF9393

DSCF9386

DSCF9392

DSCF9397

DSCF9398

Widoki balkonowe i osiedlowe

Wiosna udzieliła się również roślinności łazienkowej: nad oknem powstał kwietnik złożony z pręta zbrojeniowego oraz doniczek, których zawartość rozwija się nad wyraz sprawnie – niedługo powstanie bardzo praktyczna, zielona firanka (dziękuję J. i B. za podarowany kwiat, jak widać ma się świetnie). Natomiast w kuchni roślinność zmienia się rotacyjnie, od ziół po cebulę ze szczypiorem, ale również pietruszka posiada pewien walor dekoracyjny.

DSCF9405

DSCF9408

DSCF9403

Zieleń we wnętrzach

Trzeba jeszcze pomyśleć o trawniku, uporządkowaniu grządek i hałd chrustu oraz o innych ważnych sprawach, także w lokalu mieszkalnym (samych nudnych i praktycznych). Dla równowagi – sprowadziłam do kuchni kolejną lampę (która dogaduje się lodówką) i wymyślam nowe zadania, które nawarstwiają się na te starsze i średnio nowe. Najlepiej wymyśla się na balkonie, ze słońcem świecącym prosto w oczy i z mądrą, przyrodniczą piosenką w tle:

DSCF9423

Bazie i pingwiny

Trochę zielono, trochę miętowo, coraz bardziej wiosennie, ale nadal bez kratki wentylacyjnej oraz listew przypodłogowych. Tak się rysuje sytuacja na froncie prac kuchennych oraz w narożniku: do lokalu Pod Różowym Królikiem przybyła lodówka, przyobiecana jeszcze w ubiegłym roku (za prezent dziękuję rodzinnym fundatorom!).

Świeci się, buczy, jest na swoim miejscu, a w kuchni robi się coraz bardziej retro i różnobarwnie (chociaż nadmiar turkusu muszę chyba zneutralizować czernią, bo ile można). Koteczek z okazji nowej lokalizacji zaprzestał machać rączką, a lampa Mayday zawisła na gazowej rurze, w zastępstwie gwiazdy świątecznej oraz oświetlenia podszafkowego, którego nadal nie ma (i tak szczęśliwie przetrzymaliśmy zimę, teraz będzie przecież coraz jaśniej).

DSCF9332

DSCF9333

DSCF9341

DSCF9337

DSCF9335

Koteczek i kwadraty

W obliczu eksponatu, jakim jest miętowy Smeg, muszę przyznać, że lokal został umajony niemalże maksymalnie i należałoby się teraz zająć tematami mniej przyjemnymi oraz średnio efektownymi wizualnie: listwami, zabudową rur, osłonami kaloryferów itd. Po ośmiu miesiącach od zamieszkania trzeba się w końcu tym zająć, ale przedtem chciałabym jeszcze posiać maciejkę i pachnący groszek, znaleźć zielony wazon, czarny piekarnik oraz lokalny koloryt.

DSCF9313

Miejsce na talerz…

 

Jesień nurza się (i nas) w mlecznym świetle i krótkich dniach. Szukam teraz nazw, tytułów i określeń dla projektów, pomysłów i rozlicznych zdjęć. Ciągle szukam też miejsc dla talerzy, plakatów, szkła – ściany miłego mieszkania są cierpliwe.

IMG_7208

Z wieczora i z książkami

Książki znalazły już swój zakątek, fotele również (po kilkunastu przestawianiach – najlepiej się przemeblowuje o północy). Szkło oddycha, łapie światło. Zawisły dwie patery z Tułowic: różowo-fioletowa już się pojawiała na tych łamach, natomiast złoto-miedziana ma teraz premierę.

IMG_7066

Patery z Tułowic (tzw. Telewizory, proj. L. i K. Kowalscy)

IMG_7184

IMG_7185

Wystawka (Czesi, Niemcy, Włosi)

Pomimo tego, że WR skończył się już przecież bardzo dawno temu (czyli w lipcu), to nadal trwają prace wykończeniowe, m. in. montowane są kolejne lampy oraz lampki. W pewnej chwili miałam wrażenie, że zostanę po wsze czasy z tuzinem gołych kabli nad głową, ale jednak nie – teraz do okiełznania mamy już tylko kable nadblatowe. A tuby świetlne w korytarzu i kuchni wydobywają z mroku królika, książki oraz cienie.

swiatlo

Kulki w kuchni

PS Uczę się robić lepsze zdjęcia, może już niedługo będzie co i jak pokazać. W mlecznym świetle

Pierwsza część opowieści “Mieszkać inaczej” traktowała o latach 60., kobiecie idealnej i projekcji wspaniałej przyszłości. Kolejna dekada przyniosła swego rodzaju pogodzenie się z istniejącym (i niezbyt zachwycającym) stanem rzeczy, co jednak niekoniecznie oznaczało rezygnację, a bardziej potrzebę i konieczność wykorzystania sytuacji mieszkaniowej oraz zaopatrzenia rynku do własnych potrzeb. Moją ulubioną publikacją z tego okresu jest “Książka o mieszkaniu” Jana Szymańskiego (bardzo popularna, w 1975 ukazało się czwarte wydanie pod takim właśnie tytułem – pierwsza wersja miała jeszcze podtytuł: “o mieszkaniu ładnym i wygodnym”).

IMG_1421

Otrzymujemy puste pudełka pokoi…

Szymański wyraźnie utożsamia się z czytelnikiem i użytkownikiem – pisze w pierwszej osobie liczby mnogiej, pyta i odpowiada, radzi i sugeruje. Posługuje się przy tym głównie materiałem ilustracyjnym własnej produkcji, przedstawiając na szkicach i schematach lokalizację mebli, układ dekoracji czy kompozycje zielone. Książka jest biało-czarno-żółta, nieliczne fotografie pojawiają się na samym końcu i są takimi czarno-czarnymi impresjami z mieszkania (być może samego autora). Czym więc jest mieszkanie nowoczesne A.D. 1975? “Mieszkanie nowoczesne w dążeniu do uzyskania doskonałości użytkowej nie powinno jednak stać się jakimś suchym mechanicznym preparatem. Światło, zieleń, kompozycja kolorów, zestawienia materiałów, zróżnicowanie faktury ścian, wszystko to wykorzystać można dla wydobycia indywidualnego wnętrza. Mieszkanie zapewnić musi człowiekowi pełne odprężenie psychiczne, nastrój intymności i ciepła. Powinno być pogodną przystanią i miejscem wypoczynku dla zgonionego człowieka XX wieku, powinno stać się jego przyjacielem i powiernikiem”.  Zagoniony człowiek XX wieku może być na przykład młodym małżeństwem, zamieszkującym w typowym M2:

IMG_1423

Widok od strony zespołu sypialnego

Szymański operuje nomenklaturą podobną do tej z poprzedniej dekady, opisując mieszkanie za pomocą zespołów funkcjonalnych: „Zespół sypialny pracować powinien przez okrągłą dobę. Nie może on w niczym przypominać sypialni-sanktuarium z kopiastymi łóżkami”. Od części dziennej oddzielą go ażurowe meblościanki i zieleń – a optymalne ustawienie łóżek w literę L zapewni więcej miejsca (chociaż może młode małżeństwo wolałoby kopiaste łóżko…).

IMG_2709

Tak zwana sypialnia

Czym umeblować te wszystkie zespoły? Tu autor nie pozostawia złudzeń: „Nasze wymagania stoją w ogromnej rozbieżności ze stanem krajowego rynku, na którym dobry uniwersalny sprzęt jest zjawiskiem nader rzadkim”. Możemy sobie coś ewentualnie wybrać (np. z Radomskiej Fabryki Mebli), a ciekawostkom z Zachodu przyjrzeć się na rysunkach:

IMG_1424

Historyczne zabytki

Ale nie należy się poddawać – niedoborom można zaradzić! Na przykład robiąc wygodne siedzisko na podłodze:

IMG_1425

Dla amatorów

To alternatywne podejście, wynikające w dużej mierze z konieczności, w pełni dojdzie do głosu w latach 80., u Szymańskiego łączy się jeszcze z wielowątkowym zagadnieniem pt. Zrób to sam.

Jakoś radzić trzeba sobie również w kuchni: stoły, stołki, składane blaty (przypominające jako żywo te sprzedawane w szwedzkim sklepie), meblościanki z okienkiem podawczym – to wszystko usprawnia działanie gospodarstwa domowego na powierzchni raczej ograniczonej:

IMG_1426

IMG_1429

W kuchni i przy stole

Można też kuchnię zmieścić w szafie, a deskę do prasowanie – w stole:

IMG_1438

IMG_1439

Schowanko

Przechowywanie w mieszkaniu było i jest zagadnieniem trudnym oraz wymagającym rozwagi. Autor piętnuje szafy wolno stojące i zaleca segmenty, do wyboru i koloru: Koszalin, Łask, Mazovię albo Wyszków. Nade wszystko – żyjąca ściana!

IMG_1433

IMG_1432

IMG_1434

IMG_1435

Systemy i formy

W każdym M znaleźć się powinna łazienka lub też pokój kąpielowy. W latach 70. nikt chyba nie miał złudzeń, jak też takie pomieszczenie wygląda: „Nasi budowlani w ogólnym ferworze dbałości o wyniki liczbowe udają, że nie wiedzą, co się ukrywa pod nazwą współczesna łazienka, i w miejscu, gdzie należałoby się jej spodziewać, znajdujemy tylko maleńki pokoik pokryty do połowy olejną farbą. Jedynym konkretem jest ustawiona tam blaszana wanna”. Ale właściciel takiego pokoiku nie powinien się poddawać, ale samodzielnie położyć glazurę, zawiesić półeczki, wbić haczyki oraz pamiętać, że najważniejsza jest celowość i higiena!

IMG_1440

Typowo-łazienkowo

Jeśli już uporamy się z funkcjonalnym rozplanowanie mieszkania (w tym umieszczenia w nim dzieci w wieku niemowlęcym oraz szkolnym) możemy zająć się kwestiami estetycznymi. Zacząć należy od okna i jego otoczenia:

IMG_1442

IMG_1443

Aktywizacja przez zieleń

Estetyka wnętrza to osobny rozdział pełen praktycznych porad, poprzedzonych teoretycznym wstępem o ludzkich potrzebach, owczym pędzie i reprodukcjach: „Dostajemy owo typowe pudełko pokoju w identycznej formie i identycznym kolorze jak tysiąc innych w osiedlu. Idziemy do magazynu, kupujemy typowe segmenty „Kowalskich”. Oczywiście spotykamy wszystkich sąsiadów czyniących podobny zakup. Dopiero w klubie Książki i Prasy poglądy się różnicują – jedni kupują Słoneczniki van Gogha, a pozostali głowę Marii Picassa”.

Jak więc uczynić pudełko bardziej własnym i nietuzinkowym? Szczegółowe i często bardzo trafne rady Szymańskiego dotyczą przede wszystkim kompozycji ścian, charakterystycznych przedmiotów, łączenia nowych i starych elementów.

IMG_1446

IMG_1447

IMG_1444

IMG_1448

Kompozycje i korzenioplastyka

W tych poradach znajdziemy pewne zmęczenie nowoczesnością, typizacją i nowymi technologiami – to stare przedmioty (skrzypce, młynek do kawy, patefon) czy elementy o naturalnych fakturach (ceramika, drewno, surowe tkaniny) mają moc, która jest w stanie zneutralizować masową produkcję i uniformy mieszkaniowe.

IMG_2715

Staruszek w domu

Na szkicach kompozycje są czytelne, linie precyzyjne, meble trafnie zestawione. Stąd może niechęć autora do fotografii – złej jakości, ciemnych i przedstawiających głównie wystawy z domów meblowych. Próżno tu szukać tych indywidualnie zaprojektowanych wnętrz:

IMG_2716

IMG_1450

IMG_2717

Grechuta i smutne segmenty

W zakończeniu Szymański snuje wizję przyszłości i roku 2000, gdzie gdzie architekt będzie miał kontakt z przyszłym użytkownikiem, wyposażenie będzie w pełni zautomatyzowane, a w kuchni „usłużny robot wyręczy nas w zmyciu talerzy”. Wtedy też, być może, „ludzkość zdobędzie się może na model choć jednego naprawdę wygodnego fotela”.

IMG_2718

Impresja ze skrzynią

“Książka o mieszkaniu” jest na wskroś realistyczna, skupiona na prozaicznych problemach i ich rozwiązywaniu za pomocą dostępnych środków. Autor dość wyraźnie i bez ogródek krytykuje rodzimy przemysł i wykonawstwo, wydaje się być jednak pogodzony z tą sytuacją i proponuje czytelnikowi wybrane elementy wyposażenia wnętrz, które można zaadaptować do własnych potrzeb. Wciąż czytelny paradygmat nowoczesności lat 60. złagodzony został kwestiami indywidualizmu i samodzielnego kreowania przestrzeni, i połączony z nieco humorystyczną refleksję nad polską rzeczywistością, nad uwarunkowaniami ekonomicznymi i gospodarczymi. Część jogo porad i sugestii do dziś pozostaje aktualna – bo chociaż możemy kupić wszystko, to nadal mamy problem z odczytaniem własnych potrzeb, z wprowadzeniem do wnętrza elementów, które może nie będą idealnie pasować do białej kuchni na wysoki połysk, ale będą nasze, i tylko nasze.

/Wszystkie zdjęcia, rysunki i cytaty pochodzą z książki: Jan Szymański, Książka o mieszkaniu, Warszawa 1975/

PS. Pozostając w latach 70. i tonacji żółtej – zespół wielofunkcyjny z tzw. Zachodu. Więcej tu:

http://www.retronaut.com/2012/02/encyclopedia-of-home-improvement-1970/

220

Szafa gra w latach 70.