Archives for posts with tag: remont generalny

We wrześniu rozpoczął się nowy remont, taki generalny i na serio, z burzeniem ścian, zmianą wszystkich kabli i rur, a nawet zmianą funkcji pomieszczeń. Niby nic nadzwyczajnego, plan gotowy, wszystko policzone i ustalone. Ale w tym “wszystko” mieści się cała gama światłocieni i obrazów z przeszłości, a konkretnie – ze wczesnoszkolnego dzieciństwa.

Znów mamy lata 80., osiedle niskich bloków z zielonymi podwórkami, balkony obrośnięte winoroślą i podobne przedpokoje obłożone boazerią. Do szkoły jest niedaleko, wraca się dużą grupą, a potem idzie się na obiad do losowo wybranego mieszkania – przecież wszędzie są znajomi sąsiedzi i znajome dzieci.

Znam te bloki od zawsze, pamiętam boazerię i zieleń, a najbardziej – serdeczność i rodzinność, które zostały w ścianach i pokojach, chociaż dziś prawie wszystko już się zmieniło: remont raczej nie stłumi dobrego klimatu, pomoże za to odzyskać jasną przestrzeń i trochę poprawi funkcjonalność całości. Ale światło się nie zmieni.

dscf1214

dscf1218

Archeologia remontowa

Ku zaskoczeniu wszystkich osób zaangażowanych w remont okazało się, że ściany w mieszkaniu mają li i jedynie 4 cm grubości. Są oczywiście betonowe, z wyraźną fakturą i ręcznie wymalowanymi na placu budowy numerami. Po demontażu kafli w kuchni (która będzie małą sypialnią) ukazały się warstwy zdecydowanych kolorów i ekspresjonistyczna kompozycja linii i plam – zostaną po niej pamiątkowe fotografie.

dscf1227

dscf1239

dscf1243

Przestrzał, beton i okładziny ścienne

Ciemnawy i długi przedpokój został skrócony i częściowo otwarty na duży pokój: demontaż boazerii nie tylko pozwolił odzyskać kilka centymetrów powierzchni, ale również odsłonił wcześniejsze warstwy tapet w roślinne wzory oraz inskrypcje z dawnych czasów, ręcznie wypisane bezpośrednio na ścianach.

dscf1254

dscf1257

Inskrypcje naścienne

Na tym etapie prac można po prostu dotknąć przeszłości, jest materialna i namacalna, lata 80. mają tu swoją fakturę i koloryt. Za chwilę znikną najpoważniejsze rysy i pęknięcia, pojawią się nowe detale i kolory, zmieni się (chociaż w sumie nieznacznie) układ całego mieszkania. Mam jednak nadzieję, że nadal – gdy tylko ktoś przekroczy próg – poczuje, że jest w domu.

dscf1271

Sztuka postkuchenna

/Dziękuję koleżance AKR za kontakt, propozycję remontową i możliwość powrotu do dawno nie odwiedzanych zakątków. Czuję, że to będzie miłe miejsce – przecież zawsze takie było!/

Zapisz

Żeby nie było, że nic się nie dzieje. Bo dzieje się aż nadto, koniec WR nadciąga w tempie niemalże ekspresowym, przy użyciu jedynie własnych mocy przerobowych. Kilka dni temu wyszedł pan parkieciarz, bohater i renowator, co nie tylko nakładał olejowosk, ale przede wszystkim kompletował klepki, docinał, układał i połatał zbolałą podłogę. Dąb jest teraz salonowy i jedwabisty, a sosna w kuchni – wiejska i pobielona. Trochę ta walka trwała, cały proces zasługuje na osobną relację, ze zdjęciami przed i po.

Teraz trwa malowanie hektarów ścian, zachciało się tynków, to się maluje trzy razy. Na dworze czasem słońce, czasem deszcz, więc wszystko schnie, jak chce. Aktualnie mamy już jeden pokój całkiem gotowy, w dziennym został tylko sufit (trzecie podejście), a w kolejne dni – przedpokój, kuchnia i łazienka (szczęśliwie jest tam więcej kafli niż ścian do malowania). No i jeszcze pokój od ogrodu, ale ten ostatecznie można odłożyć na sam koniec. Do tego jeszcze montaż kuchni, podłączenie pieca i 1548 innych rzeczy. Oraz wprowadzka.

IMG_5788

Samotne krzesło w małym pokoju

Na podłogę trzeba uważać, stąd warstwy tektury i folii, a na malowanie czekają jeszcze drzwi i osłony kaloryferów, co chyba nastąpi w przyszłym życiu. Ale abstrahując od tego, ile jeszcze nie jest zrobione, to cieszy mnie bardzo fakt, że jednak dużo już jest. I że mieszkanie ma oddech i światło, i dlatego warto było rozwalać te wszystkie ściany, przesuwać i przestawiać, deliberować nad oknami i rurami. Teraz mogę sobie z przyjemnością podeliberować nad odcieniem lodówki oraz kolorem wnęki w korytarzu.

IMG_5766

Rozkładówka na kuchennej podłodze

IMG_5797

Mały pokój z pstryczkiem 

Zbliża się zatem realny koniec WR, co jest tak samo niepokojące, jak i obiecujące. W tym całym zamieszaniu z żalem i sentymentem żegnam się z kawalerką, którą zdążyłam oswoić i polubić – w małej kuchni znalazło się jeszcze miejsce na kilka gadżetów-prezentów, więc pożegnanie odbywa się w stylowej oprawie, pod patronatem warsztatowej lampki oraz włoskiego wzornictwa. Addio, kawalerko!

IMG_5774

Anna i wino

/Za odwiedziny i pogaduchy przy winie dziękuję Państwu F., za włoski dizajn też. Mam nadzieję, że odwiedziny będą kontynuowane również w nowych okolicznościach lokalowych/ 

Jednym z efektów WR, oprócz 6 kontenerów gruzu (i to jeszcze nie koniec), awarii pionów oraz dylematów moralno-estetycznych, jest zupełnie nowa łazienka. A raczej zupełnie nowa przestrzeń, bo łazienką trudno jeszcze nazwać to pomieszczenie. Może bardziej jest to łazieneczka. Albo łazieneczeczka. W każdym razie – pudełeczko z oknem.

Przez pół wieku wchodziło się do łazienki przez kuchnię i mimo tego, że było to wspaniale integrujące doświadczenie, postanowiłam jednak wrócić do tradycyjnego rozwiązania, czyli wejścia z korytarza, przez stare, dość wąskie drzwi. Nowa łazienka powstała z fragmentu pokoju od strony ogrodu i z kawałka starej łazienki (jej resztka zasiliła kuchnię, na rzecz wnęki-spiżarki). Czyli jest taka nowa-stara, ale dla mnie kompletnie obca. Ściany stoją, zaglądam przez wąski korytarzyk do tego pudełeczka, zaczynam się przyzwyczajać, oswajać, ale ciężko mi idzie. Plan ma nieregularny, okno nieproporcjonalnie duże, zmieści się tam tylko wc, umywalka i wanna, na całą szerokość pomieszczenia. Całą, czyli na szalone 150 cm.

Jeszcze zanim WR się zaczął sprawa łazienki wydawała mi się oczywista: będzie maksymalnie prosto, na ścianach białe kafle (zawsze tu zresztą takie były), na podłogę cokolwiek, np. lastrico, się powiesi stare lustro i tyle. Nie za bardzo retro, w miarę neutralnie, robotniczo, praktycznie. Piękna koncepcja i jakże nierealna.

small-bathroom-design-ideas

Podobny format, ale za bardzo retro

Najpierw się okazało, że zrobienie lastrico na 4 m kw jest właściwie nieprawdopodobieństwem, mało kto robi te podłogi we wnętrzach prywatnych, jeśli już, to bardzo niechętnie oraz za miliony. Panowie z zakładów przycmentarnych też byli sceptyczni, więc mi się odechciało. Więc jeśli nie lastrico – to co? Szachownica – za bardzo retro, i nie na ten kształt podłogi. Dyskretne szarości? Wcale nie są dyskretne, tylko beżowo-fioletowe, i gryzą się same ze sobą. Duży format, wylewka, żywica? Nie tu. Mały format? W sumie mógłby być, taki 5 cm na 5 cm, trochę jak z lat 60., terakota dwukolorowa, te rzeczy. Zadowolona zaczęłam poszukiwania. I co? Proszę pani, to są niemodne formaty. Albo sobie pani potnie jakiś większy kafel. Albo coś z marmuru, to tak. Albo na ścianę, podłogowych niet.

kafle5na5

5 na 5

kobalt

10 na 10

Dobrze, to może trochę większe. Ale niech nie będą szare. Niech będą pięknie niebieskie. Na podłodze albo na ścianie. Albo i tu, i tu. A gdzie chce pani takie kupić? Na ścianę to może, ale na podłogę?

Remarkable-white-and-plaid-blue-ceramic-tiles-wall-bathroom-design-with-glossy-white-bathroom-vanity-and-round-bathroom-mirror-also-wooden-flooring-impressive-Blue-Bathroom-ideas

niebiesko

amazing-small-shower-for-small-bathroom-with-wooden-racks-and-blue-tiles

To są właśnie piękne niebieskości…

remarkable-blue-bathroom-designs-on-bathroom-decorating-ideas-with-67-cool-blue-bathroom-design-ideas-digsdigs

…a to zestaw kolorów do łazienki w domu nad oceanem, jakby ktoś miał

Zawsze można położyć jeden format, np. miłe 10 na 10. Ale jakoś dziwnym trafem najlepiej wygląda w jednym kolorze. Albo w pięknym, nieistniejącym w naszym kraju, niebieskim – albo w białym, ale za białą podłogę w łazience serdecznie dziękuję. Za bardzo ciemną zresztą też, zrobiłaby się łazienka-studnia.

lazienka_a_stylu_skanynawskim_bobedre.no_01

Biało i kwadratowo

Doszłam więc do momentu, kiedy człowiek przestaje przejmować się koncepcją, a zaczyna sprawdzać, co też oferuje mu rynek. I żeby to coś nie kosztowało więcej niż remont. Człowiek patrzy i myśli sobie – a może by tak coś bardzo drobnego, jakieś mozaiki, kwadraty albo kółka? I znajduje tzw. penny tile. Tak, one kosztują prawie tyle co remont.

penny1

Contemporary-Wall-Bathroom-with-Penny-Round-Tile

barcelona bath penny tile

Kółeczka w dużej ilości

W PL te płytki są dość trudno dostępne, ścienne można znaleźć, ale jest problem z tymi podłogowymi. No więc jeśli nie kółka, to może mozaika – taka zwykła, mała, kwadratowa. Biała? Czarna? W ładnym kolorze? I żeby nie kosztowała…Wiadomo.

biala_laz_mozaika

czarna_mozaika

Biało-czarno, ale co z podłogą?

Czy na podłogę można położyć taką samą mozaikę, co na ścianę? Czy się do tego nadaje? Wywiad środowiskowy przyniósł sprzeczne informacje, że czasami się nadaje, a czasami nie. Chodziło oczywiście o szklane mozaiki w pięknych kolorach (jakichkolwiek!), z końcówek serii, w promocyjnych cenach. Nadaje się, ale mogą powstawać rysy, więc lepiej położyć taką trwalszą, cieniowaną. Ale miała być ta sama…

hhficket5

ideas-for-small-best-bathrooms

tiny modern bathroom, bathroom, modern design

Tak samo niemożliwe

Oczywiście bywają wielokolorowe, cieniowane mozaiki, ale na moje oko wymagają więcej przestrzeni i bardzo upilnowanej kolorystyki. A nie naściennych dekoracji z okolicznościowych talerzy.

make-small-bathrooms-bathroom-planning-optimal-in-a-limited-area-10-1094606708

Mozaikowe barwy ziemi

Bo talerze muszą być, i lustro musi być, a więcej i tak się nie zmieści. W międzyczasie stanęły nowe ściany, do łazieneczki można wejść i w sumie nie mam pojęcia, czy którakolwiek z powyższych koncepcji w ogóle się nadaje do tego dziwnego formatu. Trochę za długie to pomieszczenie i trochę za wąskie. Miałabym ochotę pomalować je całe na jeden kolor, żeby podkreślić jego pudełkowatość i zgubić granice ścian. Albo zamontować jakieś op-artowe płytki, żeby nie było widać, gdzie góra, a gdzie dół. To pewnie nierozsądne i oczopląsne, i okropnie modne teraz. Szczególnie w wersji patchworkowej. Takiej bym nie chciała, wystarczyłby jeden wzór, po podłodze i po wannie. Albo po suficie?

make-small-bathrooms-bathroom-planning-optimal-in-a-limited-area-3-1094606708

aparici-vanguard-20x20-cube-amb

Zygzaki i spirale

Stoją ściany, słońce świeci przez okno, nowa łazienka czeka. Nie mogę napisać, jaka będzie, bo nie wiem. A powinnam już wiedzieć, zamówić, zakupić, zapomnieć. Może przyśni mi się jakaś wizualizacja. W czerni i bieli albo w smutnym kolorze blue.

/Zdjęcia ze stron: pinterest.com, betterlivingthroughdesign.com, ofdesign.net, carrelage-enligne.comgonev.com, dailyarchdesign.com, semadecoration.blogspot.com, aparici.com/

A jeśli ktoś poszukuje pięknego niebieskiego, to może go znaleźć w Australii:

http://thedesignfiles.net/2014/11/louise-and-martin-mcintosh/

Po tygodniach marudzenia i planowania, na przełomie stycznia i lutego, rozpoczął się mimochodem Wielki Remont (czyli WR). Obiektywnie patrząc to wcale nie jest taki wielki, bo lokal ma raptem 60 m kw, więc jest to po prostu remont generalny w mieszkaniu, w którym niewiele zmieniło się od 1957 roku.

Jednak w tym przypadku taki remont to zmiana, początek (i koniec), konfrontacja z przeszłością i widoki na przyszłość. Przeczuwałam, że nie będzie lekko, ale nie wiedziałam, że w tych murach tak mocno siedzą słowa, kolory i historie – i że uspokoją się dopiero wtedy, kiedy ściany zamienią się w pryzmy porządnie ułożonych cegieł.

To nieduże mieszkanie znajduje się w zielonej dzielnicy Wrocławia, w plombie kończącej ciąg przedwojennych, robotniczych bloków. Na starych fundamentach powstał budynek z 4 lokalami – dwa na parterze przeznaczono dla prokuratorów, dwa na piętrze miały być dla robotników. Jako że mój dziadek nadzorował budowę, to dostał jedno z tych na piętrze. Potem przeprowadzono cały proces własnościowy – i trzy pokoje z kuchnią uznane zostały za rekompensatę mienia pozostawionego na Wschodzie.

/za dom w dużym ogrodzie/z salonem umeblowanym rattanowym kompletem z różowymi poduszkami, obszytymi chwostami/ze złotawą tapetą we wzór delikatnych trzcin, położoną rok przed wojną/z piecami, na których grzało się wieczorem kołdry/z choinką po sufit/z muszlami, figurkami, z kopią rzeźby chłopca wyciągającego cierń/po których nic nie zostało/nie ma już tego domu/za Pińsk/

IMG_5171

Nowe życie na Ziemiach Odzyskanych rozpoczęli dziadkowie w Legnicy, potem zamieszkali na KDM-ie, i w końcu – w poniemieckim orle. Sam projekt tego budynku jest dość zastanawiający: mieszkania wpisano w podłużne prostokąty, z dwoma pokojami od strony ulicy (jeden mały i wąski, drugi szerszy), z trzecim od ogrodu (też długim i dość wąskim). Do tego kuchnia szerokości dwóch metrów, osobny wc i łazienka najwęższa z możliwych. W tym wszystkim – duży, niemal reprezentacyjny przedpokój i ściana nośna w poprzek bloku. Nie ma ten plan za wiele wspólnego z racjonalnie zaplanowanymi przed wojną mieszkaniami na Sępolnie, nie pokrywa się też z ostatecznym efektem. Rodzinna legenda głosi, że na budowie zmieniano projekt tak, aby pokoje były większe, a korytarz mniejszy. Co się udało, tylko przez te zmiany mały pokój zrobił się klitką, a do łazienki wchodziło się przez kuchnię (w niewielkim korytarzu nie starczyło już miejsca na kolejne drzwi).

IMG_5181

Na 60 metrach zastosowano rozwiązania znane z apartamentów w kamienicach albo z willi: w pokojach położono parkiety, a w kuchni – deski. Najmniejszy pokój (szeroki na 2 metry) zarówno w tym mieszkaniu, jak w wielu sąsiednich był przeznaczony dla gosposi. Jeszcze w latach 60. niemal każde szanujące się wrocławskie gospodarstwo domowe miało swoją gosposię, tak w każdym razie wynika z moich wypytywań dalszej i bliższej rodziny oraz znajomych. Do bloku przeniesiono więc pewne wzorce przestrzenne i styl życia, znany jeszcze sprzed wojny. Potem stała pomoc domowa zmieniła się w dochodzącą, a w latach 70. pojawiły się pralki i inne ułatwiacze.

Frapujące zjawisko – przeniesienie sposobów funkcjonowania w poleskiej willi do trzypokojowego mieszkania z jedną małą kuchnią i miniłazienką, z ciasnym przedpokojem, i ze spłachetkiem ogródka. W pewnym momencie mieszkały tu dwie kobiety, mężczyzna i dziewczynka. Mężczyzna często wyjeżdżał w delegacje, czemu się chyba trudno dziwić. Za to nie przestaje mnie dziwić fakt, że pewne rzeczy w tym mieszkaniu nikomu nie przeszkadzały – jak chociażby wchodzenie do łazienki przez wąską kuchnię. Do wszystkiego można przywyknąć, w sumie.

Dla mnie to miejsce zaczęło się na początku lat 80., tu był mój pierwszy pokój (po gosposi), mieściło się w nim czerwone łóżeczko i duża szafa, nic więcej. W kuchni grzał piec na koks, po który trzeba było wędrować do piwnicy. Mieszkanie wydawało się ogromne, może też dlatego, że drzwi u sąsiadów na przeciwko zawsze były otwarte i dzieci przemieszczały się pomiędzy dwoma domami, niemal wspólnymi. Przez ogródki na tyłach bloków chodziłam do przedszkola, po drodze oglądałam się do tyłu i widziałam, jak zawsze ktoś macha z balkonu i odprowadza mnie wzrokiem. Potem zmieniliśmy dzielnicę.

IMG_5167

Później bywały odwiedziny, krótsze lub dłuższe pobyty i pomieszkiwania. I rosnąca, już bardziej świadoma irytacja na absurdalne rozwiązania przestrzenne, na uskoki, załomy, ciasnotę i brak miejsca na powieszenie kurtki. Myślałam sobie wtedy: “jak ja tu kiedyś zrobię remont…”.

Teraz robię i wcale nie czuję się bardzo zdecydowana i wszystkowiedząca. Korekta ścian i wyburzeń ma doprowadzić do trochę bardziej otwartego planu, zaskakująco jednak podobnego do pierwotnych założeń. Racjonalnie liczę i odmierzam przestrzeń, a gdzieś w tle słyszę domowe odgłosy, skrzypienie podłóg, radio, lekko podniesiony ton, szum pieca. Zanim WR się zaczął miałam też całe serie snów, w których występowali chyba wszyscy mieszkańcy, ze swoimi radami, pretensjami i oczekiwaniami. Padły ściany, zniknął mały pokój i sny też.

IMG_5186

IMG_5183

IMG_5189

Zniknęła też dziwna łazienka, zniknął pawlacz, skrywający skarby dawno zapomniane (w tym smutnego misia i plażowy materac), w chmurze tynku i remontowym rozgardiaszu zniknęły stare zapachy. Spod warstw tapet wyszły natomiast kolory, ciemne, wzorzyste, nasycone – takiej wersji tego mieszkania nie znałam. Ponoć kiedyś każda ściana w pokoju dziennym miała inny kolor: bordo, zieleń, fiolet. Taka ekstrawagancja lat 60., ukryta dość szybko pod tłoczonymi tapetami w motywy roślinne.

IMG_5169

IMG_5172

Warstwy

Rozglądam się po domowym pobojowisku i próbuję sobie wyobrazić, jak to będzie potem. W nowych ścianach i starych podłogach, z otwartym po latach balkonem i z uchowanymi osłonami kaloryferów (których nie zmieniam, chociaż są zapewne nieekonomiczne i nieekologiczne). Jak z pozostawionym spadkiem poradzi sobie trzecie pokolenie, które pamięta przedwojenny Pińsk dzięki historiom, opowiadanym właśnie w tym mieszkaniu.

Nieodwołalnie zbliża się Wielki Remont (czyli WR). Od października dywagowałam sobie beztrosko o kolorach, fakturach i monidłach, odkładając na później decyzje zasadnicze, dotyczące wymiany instalacji, wyburzeń ścian czy nowych okien. Teraz już nie ma co odkładać, teraz trzeba działać. Jako że są to sprawy jednak dość stresujące postanowiłam zebrać teraz w jednym miejscu same miłe zdjęcia i jeszcze przez chwilę nie myśleć o piecu dwufunkcyjnym (który wcale nie jest ładny, a do tego kosztuje zyliardy). Poważne zagadnienia zapewne pojawią się na blogu w swoim czasie, kiedy padnie pierwsza ściana.

Już w tamtym roku zaczęłam zamęczać moje ulubione forum tysiącami pytań i wątpliwości, które przede wszystkim biorą się stąd, że WR ma miejsce w mieszkaniu dobrze mi znanym, rodzinnym, do którego mam wciąż za mało dystansu. Więc wielu rzeczy nie jestem pewna i nie do końca czuję, co mogę zmienić, a czego nie. No i czy w ogóle w dobrym kierunku to wszystko zmierza. Na szczęście jest blisko kilka osób (w realu i w wirtualu), które cierpliwie wysłuchują moich pytań, wspierają i znoszą kolejne zmiany koncepcji i humoru (za co bardzo i niezmiennie dziękuję).

Niewielu rzeczy jestem pewna – ale tych, których jestem, to jestem. Pierwszą z nich są malowane deski w wąskiej, dość tramwajowatej kuchni. Stara, drewniana podłoga, ukryta przez lata pod linoleum i panelami, wymaga oczyszczenia i uzupełnienia, nie zachwyca pięknym usłojeniem, i co ważne – sąsiaduje bezpośrednio z dębowym parkietem w przedpokoju (swoją drogą jest to jakiś wielkopański pomysł, żeby na 60 m kw robić parkiet w przedpokoju i w kuchni deski, jakby to była jakaś przedwojenna kamienica, a nie blok z lat 50.). To sąsiedztwo sprawiło, że nie mam ochoty na podłogę sosnową albo bieloną – chcę koloru, który pokryje zmęczone drewno i jednocześnie dogada się z dębem.

Malowane, drewniane podłogi to temat frapujący i wciągający, można wybierać między intensywnymi barwami, pastelami albo wzorami z szablonów. Poszukiwania w sieci przyniosły ciekawe efekty, np. dość niesamowite podłogi różowe i niebieskie/turkusowe/morskie.

pink2

Pink!

pink

 Różowa podłoga (chyba nie deski, ale nie szkodzi)

Turquoise-decorating-ideas-45

nieb

nieb2

Na niebiesko

Od niebieskości blisko do zieleni – i tych bardziej limonkowych, i tych zgaszonych, bardziej butelkowych i khaki.

ziel2

green-floor-remodelista-boston

painted-green-floor-kitchen-remodelista

Ciemnozielono

Piękne zielone odcienie, z domieszką czerni albo szarości, to dobra alternatywa dla całkiem czarnej podłogi. Bo białe i czarne malowane deski trochę mnie już znużyły, no i jednak nie jestem fanką codziennego odkurzania. Co nie zmienia faktu, że walory wizualne czarnej podłogi są spore (ale w wąskiej kuchni i tak odpada, bo tam średnio jasno).

black-four

Czarrrne deski

Wyjściem bezpieczniejszym, dającym też sporo możliwości w wyborze odcieni, jest szarość, która nieźle komponuje się z dębem i oranżem (a przecież mam na stanie pomarańczowe krzesła, do kuchni będą jak znalazł).

szara

Solid-gray-painted-Floor_bradbourne_farm

Na szaro

Jak na razie szarości wygrywają, chociaż fuksja ciągle zajmuje wysokie miejsce. Ale czasem trzeba iść na kompromisy, skoro ulubionym kolorem KSz jest “wet asphalt” to niech będzie w kuchni. A różowy pojawi się w innym miejscu (albo miejscach…). Gdyby nie sąsiedztwo dębu to obstawiałabym żółty: na zimne poranki – jak znalazł. Zresztą kto powiedział, że kolor muszę wybrać raz i zostanie z nami na wieki. Na wieki pozostawał z człowiekiem tylko ten średniomusztardowy, którym kiedyś malowano wszystkie drewniane podłogi.

malowanie-podlogi-15homedit

Pozytywne żółte deski

okno_udden

Żółta podłoga i szafki Udden

Czyli – malowane deski to raz, a wolno stojąca kuchnia – to dwa. A może powinno być w odwrotnej kolejności, bo podłoga jeszcze drzemie pod panelami, a kuchnia już czeka w kartonach.

2_14_11_Olaf_Hajek10204

Olaf Hajek w kuchni

kuechen-stile-content13

Udden czarno-czerwony

Od paru lat oglądałam kuchnie wyposażone w lekkie, metalowe stelaże, ze stalowymi blatami i szafkami białymi lub czarnymi. Oglądałam i zadowolona planowałam, że jak gdzieś, kiedyś będę mieć w miarę dużą kuchnię, to kupię dwa takie moduły, kolorową lodówkę, i będzie ślicznie oraz ekonomicznie. I jak doszło co do czego, to się oczywiście okazało, że Ikea matka nasza zakończyła w Polsce sprzedaż wolno stojącej kuchni Udden. Polityka szwedzkiej firmy wciąż pozostaje dla mnie zagadką – można by napisać osobną opowieść o tym, co było, a czego już nie ma.

Ale czy to znaczy, że jedyne, co pozostało, to rezygnacja z pomysłu i obstalowanie kuchni na wymiar (na którą nie ma kasy, więc nastąpiłoby to za nie-wiadomo-kiedy)? Absolutnie nie. Pomogła forumowa sekcja berlińska oraz allegro, dzięki czemu w magazynie czekają już stelaże i białe szafki. Teraz trzeba jeszcze tylko wymyślić sposób montażu kuchenki. A w Niemczech Udden jest również dostępny tylko do wyczerpania zapasów.

birchwood-house_1 (5)

Udden klasyczny…

udden_heavytool

…oraz awangardowy

Efekt ostateczny pozostaje na razie wielką niewiadomą, na pewno nie będzie zbyt ekstrawagancki, bo w formie jednego ciągu pod ścianą. Niezależnie jednak od formy są to optycznie lekkie meble, dość mobilne, dające dużo swobody w działaniu kolorem, dodatkami i rurami od instalacji. Po prostu potrzebowałam czegoś taniego i nieoczywistego – może to reakcja na wszechobecne totalne zabudowy, idealne, masywne i bardzo kosztowne. Jak w takiej kuchni odnalazłby się Lucjan? Chociażby ze względu na niego wolę kuchnię-składak. Do której będę musiała jeszcze wymyślić coś do powieszenia na ścianę (na szklanki) i jakiś wyciąg, żeby zatamować falę kuchennych zapachów. Ale o tym to chyba pomyślę kiedy indziej.

Udden nadaje się do loftu:

emma

emma2

Loft Emmy (fotoforum)

Do wnętrz kamienicznych też:

doorsixteen_counter_4

Kuchnia Anny (Door16)

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

marmaga_biala

Kuchnia Marmagi, przed i po malowaniu (fotoforum)

Udden ratował sytuację w wielu wypadkach, w kuchniach tymczasowych, w starym budownictwie, w wysokich blokach i w domkach letniskowych. Tym bardziej szkoda i żal, że już go kupić nie można.

udden_kuchnia1

udden_biala

Kuchnia pełnowymiarowa

udden_cegla

Detal

Trzeba będzie zatem zgrać kolor podłogi, biało-stalową kuchnię, drewniany stół i pomarańczowe krzesła. W sumie – sama przyjemność oraz miła alternatywa dla planowanie rur i przyłączy. Wciąż jednak pozostaje nierozwiązana kwestia wolno stojącej lodówki – cóż ja mogę, że podoba mi się tylko jedna, która na dodatek dobrze się dogaduje z Uddenem.

05_b_casa_provvisoria

06_b_casa_provvisoria

Fragmentarycznie (la casa provvisoria)

Czyli kuchnia czeka, lodówki szukam w cenie promocyjnej i kolorze odpowiednim, WR zacznie się w tym miesiącu i mam nadzieję, że dotrwam do końca. A potem będę już tylko podziwiać widoki z kuchennego okna.

/zdjęcia ze stron: fotoforum.gazeta.pl, pinterest.com, doorsixteen.com, derienmadame.canalblog.com, freundevonfreunden.com, living.corriere.it, heavytool.com, remodelista.com, marthastewart.com/

Mieszkanie w kolejowym bloku, o którym więcej pisałam przy okazji kuchni, ma dość typową dla przedwojennego, robotniczego budownictwa długą i wąską łazienkę. Poprzedni właściciele nie byli chyba zadowoleni z tego pomieszczenia i postanowili podzielić je na dwie części: z korytarza wchodziło się do wc, a z kuchni – do łazienki. Przy okazji tych przekształceń w celu niewiadomym zasłonięto płytą g-k również połowę okna (na marginesie tylko dodam, że zjawisko zmniejszania albo w ogóle zamurowywania okien fascynuje i przeraża mnie już od dłuższego czasu).

Całość przedstawiała się dość smętnie, a harmonijkowe drzwi między łazienką i kuchnią dawno przestały pełnić swoją funkcję. Generalny remont umożliwił przywrócenie pierwotnego układu: do łazienki znów wchodzi się po prostu z przedpokoju, przez odnowione drzwi z mrożoną szybą.

IMG_0240

Łazienka – widok od strony korytarza

Pomysł był prosty: czarno-biało, trochę retro, trochę nie. Od początku było wiadomo, że podłoga będzie szachownicowa, ale dość długo nie było wiadomo, jak ją ułożyć i jak zgrać z kaflami na ścianie. W końcu postanowiłam zgapić wzór z oryginału, czyli z łazienki znajdującej się w podobnym bloku, na wrocławskim Biskupinie. Tam właśnie była matowa szachownica 10 na 10 z ciemnym rantem, a nad nią błyszczące, białe kwadraty 15 na 15. Tylko tamta podłoga była biało-ruda, a ta jest bardziej klasyczna, czarno-biała. Była, bo już jej nie ma – i tym samym mimowolnie udało nam się udokumentować sposób kładzenia kafli w dawnym Breslau.

Szachownica, spłuczka ciśnieniowa i trochę niebieskiego

Kształt pomieszczenia wymusił jeszcze jeden powrót do przeszłości – chcąc zmieścić jakoś sensownie wc trzeba było zapomnieć o zabudowanych stelażach i innych kompaktowych urządzeniach, a powrócić do starego, dobrego rozwiązania, czyli spłuczki ciśnieniowej. Owe urządzenia są wciąż produkowane i montowane w Niemczech, w Polsce natomiast dość trudno je kupić – a jak już się chce kupić, to panowie w hurtowni spoglądają nieco pogardliwie i pytają: a po co to pani? Po to, że mam łazienkę szeroką na metr i dzięki takiej spłuczce uratuję trochę przestrzeni. I jeśli ludzie używali tego ustrojstwa przez wiele lat, to czemu dalej nie mogą? No więc – mogą. Spłuczka działa, wygląda i pasuje.

Łazienka z oknem i czarnym grzejnikiem

Na ścianie na przeciwko wc zmieścił się tylko czarny grzejnik, a na końcu łazienki – brodzik na całą jej szerokość, z oknem już normalnej wielkości. Szpitalny stołek jest meblem mobilnym i wielofunkcyjnym, który w razie potrzeby przenosi się do kuchni.

Za załomem, mieszczącym wszelkiego rodzaju rury oraz inne instalacje, znajduje się głęboka umywalka (tzw. gospodarcza), oparta na emaliowanych wspornikach, odzyskanych z mieszkania przyjaciół, którzy robili remont po sąsiedzku, na Księżu Małym. Pomagał im znajomy majster i to on orzekł, że te wsporniki idealnie się nadadzą – i że na pewno mi się spodobają, bo przecież tak lubię stare detale. Nawet jeśli trzeba je obedrzeć z sześciu warstw olejnej farby. Miał rację, jak zwykle zresztą: umywalka trzyma się fest, lustro oświetla garażowy kinkiet, a za dekorację robią retro-włączniki oraz talerz “Kalkomania” (miałam go już jakiś czas w kolekcji, do niczego mi nie pasował, a tu mu całkiem dobrze).

Kalkomania z Wałbrzyskich Zakładów Graficznych

Nic więcej już by się tu nie zmieściło, dlatego pralka trafiła do kuchni – w tym przypadku było to dość naturalne rozwiązanie, bo kuchnia jest duża, a łazienka nie. Nie był to chyba jednak argument wystarczający dla poprzednich lokatorów, którzy podzielili wąskie pomieszczenie i postanowili zmieścić w nim wszystko. Efektem było wrażenie chaosu i ciasnoty oraz absurdalne połączenie kuchni i łazienki.

Łazienka przed remontem

Z powodu remontów i przeróbek nie było w tym pomieszczeniu żadnych oryginalnych elementów. Na szczęście zachowały się stare drzwi, z działającym zamknięciem i napisem Frei/Besetzt. Był zamalowany olejną farbą, ale udało się go odczyścić i znów pełni swoją informacyjną funkcję. To detal, który chyba miał wpływ na ostateczną decyzję o kupnie mieszkania w kolejowym bloku, bo przecież byłoby szkoda, gdyby takiej klamki używał ktoś inny, albo gdyby, co gorsza, zmienił drzwi. A tak  – używa eSzI, a goście czytają, podziwiają i uczą się niemieckiego.

Wolne/Zajęte

Jest taki fragment Wrocławia, który chyba wszyscy znają ze słyszenia, ale mało kto w tym rejonie bywa. Może dlatego, że najwygodniej dojechać tam pociągiem. Ale – łatwo też stamtąd wyjechać poza miasto. To był jeden z powodów, dla którego Szanowny Inwestor (czyli eSzI, prywatnie mój kolega, informatyk-bibliofil) postanowił poszukać mieszkania na Brochowie. Miało być nieduże, w starym budownictwie i nie za jasne (ostatni warunek nie został na szczęście spełniony). Po obejrzeniu kilku co najmniej dziwnych lokali trafił na kawalerkę (38 m. kw.) w kolejowym bloku z początku lat 30., do generalnego remontu.

Mimo straszliwych kolorów, kafli, drewnopodobnych okładzin oraz kuriozalnego, wtórnego układu (z kuchni przebito przejście do łazienki) te pomieszczenia miały w sobie to „coś” dobrego, co sprawia, że przestrzeń wydaje się gościnna, domowa, że można się poczuć na swoim miejscu, po prostu. No i była zachowana, pod wykładziną, stara drewniana podłoga, wszystkie oryginalne drzwi z okuciami oraz szafka-spiżarka pod oknem. Przecież nie można było dopuścić do tego, żeby mieszkanie kupił ktoś inny i położył panele albo wstawił drzwi w okleinie wenge (co po sąsiedzku już się zdarzało). I eSzI kupił, na szczęście. Spytał się tylko, chyba na wszelki wypadek, czy tam na pewno może być ładnie – odpowiedziałam, że tak.

Zaczął się więc remont totalny, z przywracaniem pierwotnego układu i renowacją wszystkiego, co odnowić się dało. A dało się na szczęście dużo. To te oryginalne elementy są najważniejsze, reszta jest biało-czarna i minimalistyczna, wedle życzenia eSzI, który preferuje skandynawskie, ascetyczne wnętrza. Umiarkowanie nie dotyczy jedynie księgozbioru, ale to jest temat na osobny tekst.

IMG_0222

Fragment kuchni z retro-lodówką na pierwszym planie

Najważniejszym pomieszczeniem jest kuchnia. Przestronna, jasna, z szafką-spiżarką pod oknem i kącikiem jadalnianym. Stare deski, po wycyklinowaniu, zostały pobielone, szafka jest odnowiona i świetnie się sprawdza jako schowek na różne różności (dzięki niej parapet jest bardzo głęboki i można na nim wygodnie siedzieć). Nie ma tu nadmiaru – ani sprzętów, ani kolorów, ani dekoracji. Zgodnie sobie egzystują: nowa lodówka i stół z odzysku, z odświeżonym blatem (uratowany przed porąbaniem na opał), plastikowe krzesło, gięty fotel Thoneta i szpitalny stołek. Lampa też jest stara i fabryczna, trochę zardzewiała od środka, ale to w sumie nikomu nie przeszkadza.

IMG_0198

Druga strona kuchni (za drzwiami – pralka i piec)

Po drugiej stronie kuchni zmieściła się prosta zabudowa kuchenna (meble ze znanej wszystkim szwedzkiej firmy na I., zlew ceramiczny też). Nad blatem, oświetlanym przez garażowe lampki, zamontowana została płyta osb, pomalowana farbą i zakończona wąską półką, idealną do ustawiania minipojemniczków, puszek z kawą oraz ozdobnych talerzy.

Porządek na blacie i talerze z Łysej Góry

Talerze są fragmentem mojej kolekcji – zawędrowały nad blat, bo było miejsce akurat na takie dwa okazy (eSzI, jako osoba pokojowo nastawiona do świata, nie protestował przeciwko wystawce). Talerze wyprodukowano w latach 60. w Łysej Górze, są ze szkliwionej gliny i mają taki swojski, ludowo-etnograficzny styl, a jednocześnie są utrzymane w pięknej, stonowanej kolorystyce. To zresztą nie jedyne okazy ceramiczne w brochowskiej kuchni – jako patera na owoce służy talerz z Bolesławca (pogodna interpretacja bolesławieckich kropek z lat 60.), a na półeczce nadblatowej stoi szereg przedwojennych pojemniczków na przyprawy.

Kropki z Bolesławca i kreski z Breslau

Oprócz wspomnianej podłogi i szafki odnowione zostały również framugi i drzwi – były pomalowane kilkoma warstwami farby, a w dolnej części ktoś wyrąbał kratkę wentylacyjną. Teraz są białe, gładkie, matowe, z oryginalną klamką i szybą z mrożonego szkła.

Drzwi do kuchni (przed i po)

Już tutaj widać, jak mniej więcej wyglądała kuchnia przed remontem. Ale dla porównania –  jeszcze dwa zdjęcia ze smętnym linoleum, bordowymi kaflami i narożnikiem. Nie był to budujący widok – tym bardziej się cieszę, że eSzI na początku uwierzył, że będzie dobrze.

Kuchnia przed remontem

W kolejowym bloku jest jeszcze pokój (a właściwie biblioteka z miejscem do spania), łazienka i przedpokój. Jako że w każdym z tych pomieszczeń są jakieś miłe i ciekawe detale – to spróbuję przygotować dla nich kolejne wpisy. Zdaję sobie sprawę, że zdjęcia nie są najlepszej jakości – mój ulubiony canon g7 robi piękne zdjęcia przyrodzie w słoneczny dzień, we wnętrzach radzi sobie nieco gorzej. Ale może da się coś z tym zrobić.

Przez cały remont (który miał też momenty trudne, jak to w starym budownictwie) wspierało mnie fotoforum “Wnętrza mieszkań”, ulubione i jedyne. Gdyby ktoś był ciekaw kolejnych, budowlanych etapów prac, to na forum znajdzie wszystko: http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,35,126235709.html

Dziękuję eSzI za możliwość pokazywania jego lokalu. Zapewniam, że porządek nie został zrobiony z powodu minisesji fotograficznej – tam naprawdę tak jest.  I albedo jest optymalne.

IMG_0258IMG_0209

Przy tym starym stole dobrze się siedzi i pije herbatę. Drewno jest gładkie, miłe w dotyku. Na thonetowskim fotelu widać jeszcze całkiem wyraźny, secesyjny wzór. Cisza i sudoku w kolejowej kuchni.