Archives for posts with tag: światło

Po ubiegłorocznym nasyceniu mieszkania Pod Różowym Królikiem detalami, szkłem i kolorami na dłuższy czas przeszła mi ochota na dodawanie/zmienianie czegokolwiek. Tym bardziej, że w równoległej rzeczywistości toczyły się inne remonty, a żadna lampa/krzesło/wzór nie zafrapowały mnie na tyle, żeby się nimi na poważnie zająć i udomowić.

W styczniowych ciemnościach zaczęłam jednak, mimowolnie, tęsknić za tematyką oświetleniową – i z czeluści pamięci (i pinteresta) wróciła do mnie lampa, która ma wszystko. Wszystko, czyli jest mobilna i regulowana, pozwala na zmianę kąta padania światła i ma przestrzenny, metalowy klosz. No i jest z lat 70.

1476722569698

Multi-lite w kolorze

Zaprojektował ją w 1972 roku architekt Louis Weisdorf, a produkcja ruszyła dwa lata później (w duńskiej firmie Lyfa). Weisdorf to autor wielu lamp z tworzywa i metalu: składanych, ekonomicznych, pomysłowych i często zabawnych. Chyba najbardziej znane (i wciąż namiętnie podrabiane) są Facet i Turbo, natomiast ich starsza siostra, czyli Multi-lite od dwóch lat próbuje wrócić na lampowe salony po wielu latach nieobecności.

U_57_461669801119_pendantweisdorfmultitwowhite7_l

pendantweisdorfmultitwowhite2_l

Multi-lite: egzemplarz z lat 70.

Jak działa? To przecięta symetrycznie półkula, której obie części można ustawiać pod różnymi kątami, dzięki mocowaniu do metalowego okręgu-stelaża. Wewnątrz znajduje się tuba osłaniająca żarówkę, otoczona dodatkowym pierścieniem. Czyli w zależności od potrzeby i ochoty możemy ustawić kierunek światła: tylko w dół, tylko w górę, w górę i w dół, i trochę w górę, trochę w dół, na boki, i tak bez końca…

multi-lite-pendant-louis-weisdorf-for-lyfa_1

multi-lite-14

multi-lite-2-2

multi_lite_13_master

Wszystkie oblicza duńskiej lampy (egzemplarz kolekcjonerski do kupienia tu)

Lyfa produkowała Multi-lite w dwóch wersjach: z mosiądzu i z malowanego na biało metalu i takie okazy pojawiają się od czasu do czasu na aukcjach, często w świetnym stanie i w szalonych cenach. Z mody na duński dizajn i coraz popularniejszej strategii ponownego wprowadzania na rynek wzornictwa lat 60. i 70. postanowiła skorzystać duńska firma Gubi: w 2016 roku, w porozumieniu z Weisdorfem, wznowiono produkcję i znów wprowadzono do sprzedaży Multi-lite. Do dwóch klasycznych wersji dołączyły trzy nowe kolory – czerń, chrom i intensywny niebieski (prawie błękit pruski). Można teraz dowolnie zmieniać kombinacje, ale konstrukcja pozostała bez zmian.

gubi-suspension-multi-lite-1416-1Multi-lite AD 2016 (produkcja Gubi)

Firma poszła za ciosem i wypuściła Multi-lite również w formie lampy stołowej i podłogowej, ale ten pomysł średnio mnie przekonuje, bo konstrukcja, wymyślona specjalnie dla lampy wiszącej, w innej wersji trochę traci sens.

Chyba nieziszczalnym marzeniem jest posiadanie oryginału, ale przy dużej dozie samozaparcia i finansowej dyscypliny można nabyć wersję współczesną, która oczywiście nie ma tyle uroku, ale działa sprawnie, łączy łączy estetykę i funkcjonalność oraz odnajdzie się w każdym wnętrzu, począwszy od francuskich salonów, a skończywszy na kuchni w bloku z lat 50. Czyż nie?

Joseph-Dirand-bellechasse-8

Joseph-Dirand-bellechasse-5

Joseph-Dirand-bellechasse-6

Multi-lite w apartamencie zaprojektowanym przez Josepha Diranda, polecam zajrzeć tutaj

Więcej informacji o Louisie Weisdorfie i jego innych lampach znajdziecie tu, a być może za jakiś czas w lokalu Pod Różowym Królikiem pojawią się nowe artefakty – byle do wiosny!

 

Advertisements

Lato było i minęło, z wycieczkami bliższymi oraz dalszymi (czyli nad Bałtyk), a wśród nich była jedna, mająca charakter rozrywkowego awersu ekstremalnej wyprawy zimowej, o której pisałam tutaj. Tym razem Opole nurzało się w ciepłym świetle drugiej połowy sierpnia, co umożliwiało bezproblemową eksplorację zakątków już znanych oraz odkrywanie tych wcześniej niewidzianych (bo np. ukrytych pod śniegiem).

Zaraz obok placu dworcowego, przy ul. Krakowskiej wznosi się imponujący (jakże by inaczej) zespół budynków pocztowych – przeważa wiek XIX, ale mnie szczególnie zafrapowała nowsza część, którą zapowiada konny pomnik (dłuta Feliksa Kupscha) wystawiony ku czci bohaterskich pocztowców z I wojny światowej, zaś wejścia na teren placówki broni wysoki łuk kamiennej bramy. Surowa faktura piaskowcowych ciosów wchłania odgłosy ulicy, a komunikat z przeszłości (Erbaut) został z niej starty bardzo niedbale i powierzchownie.

DSCF7226

DSCF7224

DSCF7227

Detale Poczty Głównej

W samym centrum na szczęście nie zauważyłam większych zmian, ale pojawiło się kilka nowych detali, które ucieszyły mnie przede wszystkim swoją dyskretną formą oraz sensownością. Brawa dla opolskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich za przypomnienie o tym, że betonowy, futurystyczny “grzybek” nie pojawił się znikąd, ale ma swojego (teraz upamiętnionego) autora.

DSCF7242

Florian Jesionowski w samym sercu Opola (oraz “grzybka”)

grzybek

Opole w latach 60. i działający przystanek [za: Fotopolska.eu]

Tuż obok znajduje się Miejska Biblioteka Publiczna, którą tym razem udało nam się nawiedzić – okazało się to łatwe i przyjemne, bo na parterze placówki znajduje się duża i ogólnodostępna kawiarnia, otwarta na sąsiednie tereny zielone, wyposażona nie tylko w klasyczne stoliki, ale również w leżaki i zestawy szachowe. Można poczytać, pograć, pogapić się na liście – dobrze zrobiła ta rozbudowa (w 2010 roku, pracownia Architop) staremu budynkowi, całość jest teraz bardziej zróżnicowana i zintegrowana z otoczeniem, neutralna, z dyskretnie wplecionymi wątkami literackimi (wiem, jestem nieobiektywna, można mnie kupić za “Opadły mgły” na fasadzie).

6Wj33g86qqBLkufAaKZBOriQytHaYsGYvoyqhmECsHL4ID2j0gU0wpU9bBc4_biblioteka-opole-3-image(660x_)

Opolska biblioteka, styk nowej i starej części oraz cytaty [za: sztuka-architektury.pl]

DSCF7253

Widok biblioteczno-kawiarniany na zieleń

W pełnym słońcu udało nam się również dotrzeć na Mały Rynek, który mogę z pełną odpowiedzialnością i przekonaniem nazwać jedną z najbardziej urokliwych i sensownych przestrzeni publicznych, w jakich miałam przyjemność (lub nie) przebywać w ciągu ostatniej dekady. Precyzując – przestrzeni zrewitalizowanych, wyremontowanych, zmienionych, jak zwał, tak zwał. Bo trójkątny Mały Rynek ma już swoje lata i ustaloną pozycję na Starym Mieście, w tym również sąsiedztwo malowniczego kościoła “Na Górce” (swoją drogą, wysokie schody i ekspozycja tej świątyni to jeden z moich ulubionych, opolskich widoków). Ale wymagał remontu, w 2009 ogłoszony został konkurs, a w 2015 roku całość została oddana do użytku. I jaki jest ten nowy, dwuletni Mały Rynek? Bezpretensjonalny. Proporcjonalny. Kameralny. Słoneczny i zacieniony. Autorzy (wrocławska pracownia Basis) nie popadli w megalomanię, w nadmiar gadżetów, w bezwzględną geometrię. I tak jak zapowiadali po wygranym konkursie – postawili na proste rozwiązania, bez fajerwerków [halo, Wrocław, słyszycie? Bez fajerwerków!].

DSCF7240

opole

Mały Rynek letnią (i wczesną) porą

Są betonowe płyty przetykane trochę niesubordynowaną trawą, jest część przeznaczona dla kawiarnianych ogródków i część dla relaksu na krzesełkach i ławkach (wzór znany z dworca PKP we Wrocławiu), w cieniu akacji i w szumie ich drobnych listków, wieczorem podświetlanych białymi kulami-lampami. Bardzo chciałam zobaczyć to miejsce w lecie – podczas ostatniego pobytu kule oświetlały tylko grubą warstwę śniegu i prawie przegapiliśmy Mały Rynek. Teraz mogłam sobie posiedzieć pod drzewem, odpocząć i przyjrzeć się okolicy. I okazało się, że ma ona w sobie cechę rzadko spotykaną w polskich miastach, odnawianych i upiększanych za grube miliony – ma w sobie skromność. I nie aspiruje. No, duża to jest rzecz, naprawdę.

Spacerowym krokiem zawędrowaliśmy również na drugą stronę rzeki, gdzie w popołudniowym słońcu grzał się imponujący gmach Urzędu Wojewódzkiego. Problematyczny to obiekt, zbudowany w 1936 na miejscu zrębów piastowskiego Opola, dominujący nad okolicą swoją horyzontalną narracją. I mimo tego, że czytam w tej architekturze trudną przeszłość oraz dużą dozę polityczności, to nie mogę się oprzeć finezji ceramicznych okładzin, urokowi kompozycji podpór i podcieni oraz oryginalnym, drewnianym żaluzjom (spieszcie się je oglądać, bo już zaczynają być wymieniane na plastik w kolorze bardzo średniobrązowym).

DSCF7256

DSCF7260

DSCF7265

Światła i cienie urzędu

I co jeszcze? Chociażby wczesnojesienna wersja placu Daszyńskiego (nazywanego wiadomo jak…), z rozwichrzonymi trawami i ziołami w tonacji już złotawo-rudej, z popołudniowymi spacerowiczami, którzy na dziś przestali się już spieszyć. Moje Opole jest w ogóle bardzo spacerowe, zielone, pełne skwerów, mostków i refleksów świetlnych. A przede wszystkim jest dosyć zadowolone z siebie, pozbawione kompleksów i tego rozdarcia między możliwościami a oczekiwaniami, które powoduje nerwowość oraz mnogość nietrafionych decyzji. I tak sobie myślę, że jeśli będę zmęczona życiem w moim mieście, które wciąż nie umie (i nie chce) żyć na swoją miarę i modłę, to po prostu znów wsiądę w pociąg i po godzinie – przywitam się z babą na byku.

DSCF7271

Letni wieczór baby na byku (czyli pomnik ku czci Bojownikom o Wolność i Polskość Śląska Opolskiego)

Remont, o którego początkach pisałam tu, skończył się już jakiś czas temu, ale ciągle nie było pogody na zdjęcia. Wreszcie wiosna buchnęła majem, więc z KSz udaliśmy się fotografować lokal i jego zakątki.

P1000520

Talerz z Łysej Góry oraz lamperia w tle

Mieszkanie w bloku z lat 80. zostało gruntownie wyremontowane i częściowo przekształcone: w dawnej kuchni jest teraz mały i miły pokoik, w pokoju dziennym zmieścił się aneks kuchenny (z mobilną wyspą), a w nieustawnej łazience znalazły się wszystkie potrzebne sprzęty (tylko pralka wywędrowała do wnęki w przedpokoju).

Założenia były proste i precyzyjne: ma być jasno (bo nie było), funkcjonalnie (było średnio), lekko i neutralnie (bo mieszkanie na wynajem). Do tego – solidna baza w postaci dębowej podłogi, dobrej jakości wyposażenie i kilka detali, żeby uniknąć wrażenia sterylności (albo wystawki w salonie meblowym).

Czyli najpierw była rozwałka i dyskusje z kominiarzami, potem scysje z panami od podłóg oraz drzwi, a w międzyczasie bardzo miłe dywagacje o kolorach, materiałach i świetle. Całą akcję nadzorowałyśmy we dwie, dzięki temu jedna uspokajała sąsiadów, a druga mogła rysować kuchnię itd. I w ten sposób na początku roku zasadnicza część remontu była ukończona, trzeba było potem jeszcze doposażyć lokal, poprawić kilka niedoróbek i uszkodzeń oraz posprzątać. Teraz można już mieszkać (oraz wynająć, jeśli ktoś ma ochotę).

01

2a

2

P1000424

04

03

Pokój dzienny z aneksem kuchennym

W pokoju dziennym musiała zmieścić się kuchnia, jadalnia i miejsce relaksu. Aneks jest więc bardzo kompaktowy (ale wyposażony we wszystko, co potrzebne), powierzchnię roboczą uzupełnia mobilna wyspa, którą można dowolnie przesuwać. Do neutralnej, biało-drewnianej bazy dodałyśmy kroplę zieleni oraz czarne i szare akcenty: przy nowej kanapie stanął tekowy stolik z lat 60., a przy nowym stole – stare krzesła w typie windsor chair (natomiast nad stołem zawisła lampa Cuna z Vita Copenhagen).

P1000535

DSCF1010

P1000545

Zieleń i sztuka w pokoju dziennym

Jako że mieszkanie przeznaczone jest na wynajem, nie można było zarzucić go smacznymi grafikami, kolorowymi wazonami i roślinami w doniczkach. Ograniczyłyśmy się więc do powieszenia nad kanapą dwóch niewielkich obrazów wrocławskiej artystki, Miry Żelechower-Aleksiun. Natomiast dekoracyjna faktura pomalowanej płyty osb dodała głębi wnękom: jednej ciemnozielonej od strony pokoju (z miejscem na tv) i drugiej prawie czarnej od strony wejścia (z siedziskiem i wieszakiem).

P1000494

15a

15

Przedpokój z widokiem w stronę drzwi wejściowych i w stronę łazienki

W przedpokoju przecinają się drogi do/ze wszystkich pomieszczeń, ale dzięki usunięciu nadmiaru drzwi oraz likwidacji załomów i uskoków można spokojnie się przemieszczać i przy okazji zrobić pranie (pralka została ukryta za malowniczą kotarą). Łazienka jest kompaktowa, przypomina trochę kapsułę do kąpieli, ale pomieściła wannę, umywalką i wc, z zabudowaną szafką (przedtem wc było osobne, ale straszliwe klaustrofobiczne).

13

P1000647

14

Kapsuła kąpielowa w tonacji biało-szaro-musztardowej

Dawna kuchnia została zamieniona w pokój, w którym zmieściło się biureczko, łóżko i wnęka-szafa. Pomieszczenie jest niewielkie, ale jasne i przytulne, a jego główną dekorację stanowią zasłony w wyrazisty wzór oraz kropla miedzi i koloru indygo.

11

P1000595

12

P1000574

Mały pokój, czyli dawna kuchnia po remoncie

Drugi pokój przeznaczony został na sypialnię i wyposażony w proste łóżko oraz szafę. Jest spokojnie, jasno, wyciszająco – czarna lampa (z Leroy Merlin) oświetla równomiernie całe pomieszczenie, a od świata można się odizolować zaciągając granatowe, lniane zasłony (również z LM).

10

09

Prosta i jasna sypialnia

Więcej pomieszczeń w tym mieszkaniu nie ma, szafki i półki czekają na zagospodarowanie, podobnie jak duży (i odmalowany) balkon, na który można wyjść z pokoju dziennego (niestety, w ubiegłym roku wycięte zostały pnącza winorośli, oplatające cały blok i balkon stracił trochę uroku, czeka teraz na nową zieleń).

16

Balkon, czyli przedłużenie pokoju dziennego

Nie ma za bardzo sensu pokazywanie wielu zdjęć sprzed remontu, bez problemu możecie sobie wyobrazić ten ciemny korytarz, nadmiar boazerii i wąskie przejścia. Dlatego wrzucam tylko cztery poglądowe fotografie – patrzę na nie i w ogóle nie rozpoznaję tego lokalu.

Przed: łazienka, fragment pokoju dziennego, wejście, widok w stronę kuchni i sypialni

Słońce zagląda w okna, na podwórku kwitną jaśminy i bawią się dzieci, a mieszkanie oddycha nowością, czekając na pierwszych lokatorów. Mam nadzieję, że je polubią i dobrze będą się czuli w tych gościnnych przestrzeniach.

17

Kolor nowych drzwi mimochodem zneutralizował koralowy odcień klatki schodowej…

Zniknęła boazeria i czerwony skaj, a ja na blogu tylko uchylam drzwi, bo to jest mieszkanie do zamieszkania – od zaraz i od pierwszego wejrzenia.

Zapisz

Bardzo po prostu odbyło się pierwsze świętowanie w nowym/starym domu i przy tej okazji w dziennym pokoju zainstalowana została mikrochoinka (pieszczotliwie zwana przez nabywcę Badylkiem), a w kuchni zaświeciła papierowa gwiazda. Święto oświetlenia wciąż trwa, z różnym natężeniem i w różnych formach: światło jest w szkle i słowach, w refleksach i refleksjach, w sąsiedzkich rozmowach i spojrzeniach wstecz. Im ciemnej na zewnątrz, tym bardziej domowo wewnątrz (i w kuchni).

IMG_0101

IMG_0141

IMG_0106

Światłokuchennie

Pejzaże za oknem mało zimowe, wrzos nadal trwa na posterunku, chociaż jego czas już teoretycznie minął. Odmierzany zresztą przez zegar-prezent, tykający spokojnie i wymagający pewnego zastanowienia (ale tylko na pierwszy rzut oka). W kuchni zawisły szafki, co stało się okazją do przeglądu skarbów w kartonach – światło dzienne ujrzały serwisy oraz kieliszki o bliżej nieznanym przeznaczeniu. Wśród porcelany jest kilka smakowitych egzemplarzy z lat 60., należy im się chyba osobna opowieść (szczególnie zielonej “Karolinie”, malowanej w czarne pajęczaki).

IMG_0098

IMG_0094

IMG_0090

Fragment zbiorów: Karolina, Ćmielów i reszta

Choinkobadylek skromnie stoi w kącie, udekorowany niestety śladowo – jestem wyznawczynią choinek barokowych, z lametą i bombkami wielopokoleniowymi, ale na tym egzemplarzu nie udało się zamontować zbyt wiele. Zrekompensowałam to sobie ubierając choinkę u rodziców i wyciągając z pudełek wszystko, co się jeszcze nadawało do powieszenia. W tym sopel, który pradziadek sprezentował swojej wnuczce (czyli mojej mamie), kryzysową Pyzę z lat 80. oraz oczywiście papierowe gwiazdki, zrobione w szkole podstawowej przez kolegę Krystiana H.

Badylek ma się nieźle, świeci (to najważniejsze) i czeka na marzec, kiedy to podjęta zostanie próba zasadzenia go w ogrodzie. Dał schronienie owocom sezonowym, ale również pogodnym prezentom, w tym książce Mariana i Kaliny Zwiedzajcie Piastowski Wrocław. Piękne lata 60. dolnośląskiego wzornictwa, plakaty i murale Tadeusza Ciałowicza na czarno-białych zdjęciach pulsują barwą, kreską i światłem. Również neonowym.

IMG_0132

IMG_0118

IMG_0120

IMG_0113

Badylek, Wrocław i słodkie Murano

Oranż, żółć, róż – litera Ż ma najwidoczniej duży potencjał żaru. Korzystam z niej chętnie i zapalam kolejne świeczki w niezwykle kulturalnych świecznikach, którymi obdarowała mnie niezawodna A., twierdząc, że w towarzystwie kolekcji wazonów stać powinno tylko przejrzyste szkło. Nie protestowałam, tylko ustawiłam na półce i dorzuciłam jeszcze wazon z zawartością.

IMG_0143

IMG_0147

IMG_0144

IMG_0145

Wystawka świetlna i odświętna

Pół roku po zakończeniu WR lokal wydaje się być udomowiony, oswojony i doświetlony. KSz twierdzi, że nie jest źle i że nie tęskni bardzo za zachodnimi rubieżami miasta. Wierzę mu na słowo i dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak w 2016 roku nadal zapoznawać się z dzielnicą, pracować nad lokalnym patriotyzmem i zwiedzać piastowski Wrocław.

 

ps Czerwono-żółta książka to właśnie publikacja autorstwa Kaliny Zatorskiej i Mariana Misiaka pt. Zwiedzajcie Piastowski Wrocław. Tadeusz Ciałowicz – projektant totalny. Została prześwietnie wydana przez Wydawnictwo 102 i od stycznia będzie dostępna w księgarniach. Miłej lektury!

Jesień nurza się (i nas) w mlecznym świetle i krótkich dniach. Szukam teraz nazw, tytułów i określeń dla projektów, pomysłów i rozlicznych zdjęć. Ciągle szukam też miejsc dla talerzy, plakatów, szkła – ściany miłego mieszkania są cierpliwe.

IMG_7208

Z wieczora i z książkami

Książki znalazły już swój zakątek, fotele również (po kilkunastu przestawianiach – najlepiej się przemeblowuje o północy). Szkło oddycha, łapie światło. Zawisły dwie patery z Tułowic: różowo-fioletowa już się pojawiała na tych łamach, natomiast złoto-miedziana ma teraz premierę.

IMG_7066

Patery z Tułowic (tzw. Telewizory, proj. L. i K. Kowalscy)

IMG_7184

IMG_7185

Wystawka (Czesi, Niemcy, Włosi)

Pomimo tego, że WR skończył się już przecież bardzo dawno temu (czyli w lipcu), to nadal trwają prace wykończeniowe, m. in. montowane są kolejne lampy oraz lampki. W pewnej chwili miałam wrażenie, że zostanę po wsze czasy z tuzinem gołych kabli nad głową, ale jednak nie – teraz do okiełznania mamy już tylko kable nadblatowe. A tuby świetlne w korytarzu i kuchni wydobywają z mroku królika, książki oraz cienie.

swiatlo

Kulki w kuchni

PS Uczę się robić lepsze zdjęcia, może już niedługo będzie co i jak pokazać. W mlecznym świetle

Miało być profesjonalnie i reportażowo, a znów będzie impresyjnie. Jakiś czas temu postanowiłam, że trzeba zrobić dokumentację fotograficzną kawalerki, bo nasycenie detalem osiągnęło górny pułap, kolejne fanty mieszczą się już tylko w kartonach, a myślami bywam w innych przestrzeniach, czekających na zagospodarowanie (talerzami i obrazami, oczywiście).

Plan planem, a pogoda swoje. Październik w tym roku obłędny, słoneczny i upalny, a w kawalerce albo jasno jak w środku lata, albo półmrok przemiły, popołudniowy. Tak więc relacja fragmentaryczna, światłocieniowa, sprzyjająca testowaniu różnych ustawień w aparacie.

IMG_4624

IMG_4627

IMG_4626

Światło w kuchni

Kompozycja plakatowo-talerzowa mnie satysfakcjonuje, Tułowice z monsieur Lapicque dogadują się całkiem dobrze, a plus robienia zdjęć jest taki, że na stole wreszcie zapanował porządek (a nie hałdy gazet, szklanek, notatek i różnych różności). Po drugiej stronie niewiele się zmieniło, Lucjanowi przybyło towarzystwo w postaci kolejnych cukierniczek i pojemników, chyba zaczyna się dusić. A ja już wiem na pewno, że jedna szafka w kuchni to zdecydowanie za mało.

IMG_4634IMG_4631

Rewir Lucjana

Koleżanka AB sprezentowała mi ostatnio granatowy chlebak, który jednak też wymaga większej kuchni – teraz stoi na kuchence i przy preparowaniu obiadu trzeba go gdzieś zestawiać. Ale jest pakowny i urodziwy, więc wszędzie mu będzie dobrze. Podobnie jak wszędzie odnajdzie się mój ulubiony wieszak, też prezent, z okazji poważnej i naukowej, który na wejście nastraja pozytywnie (przydaje się również do wieszania toreb i szalików).

IMG_4574

Kulki i kable

Na salonach, czyli w pokoju, światła jest pod dostatkiem, odbija się w lustrze segmentu na wysoki połysk, w samym segmencie i w kolorowym, oczywiście czeskim, szkle.

IMG_4540IMG_4502

Dwie strony pokoju

Popielniczka Rudolfa Jurnikla ma funkcje zmienne, czasem zapełnia się śląskimi cukierkami, a czasem – okazjonalnymi plakietkami.

IMG_4521IMG_4523

Jurnikl i Stoffi & Nagel

W tym lokalu, na ostatnim piętrze bloku z lat 60., przyjęła się zarówno roślinność, jak i sztuka dużego formatu (czyli wiadoma przyczepa) oraz mniejszego, ze Świebodzkiego.

IMG_4537IMG_4558

Zieleń i sztuka 

Oprócz światła wewnątrz kawalerka ma też sporo światła za oknem. Oraz drzew, ptaków i wieżowców (w sumie jest jeden, ale to i tak za wiele). Balkon jest nieduży, idealny do suszenia prania (na różowym sznurku) i wieczornego patrzenia w gwiazdy (i w okna sąsiadów). Zahodowałam na nim trochę chaszczy, ziół i traw, a także lawendę, która już powinna przekwitnąć, ale dzielnie trwa. Umeblowanie balkonu składa się z dwóch oryginalnych kopii krzeseł Ostergaarda, wyprodukowanych w latach 70. w Knurowie, klosza w charakterze lampionu, kryształów na drobiazgi i klamerki oraz skrzynki gospodarczej. Zieleń już zblakła, ale w słońcu odżywa, nabiera koloru i jeszcze nie chce się odmeldować.

IMG_4602IMG_4606IMG_4605IMG_4604

Na balkonie

Tyle impresji na teraz, niech ta jesień trwa, a jak już będzie naprawdę szaro i smętnie, to spróbuję zrobić jeszcze kilka zdjęć. Na przykład w łazience i korytarzu w ogóle nie potrzeba dziennego światła. Ani żółtych płomieni liści.