Archives for posts with tag: szkło

Ogólne zamglenie i zaciemnienie powinno może wzbudzić większą chęć na udekorowanie lokalu gwiazdkami, aniołkami i choinkami z bibuły, ale jakoś nie wzbudza, szczególnie, że akurat jeśli chodzi o dekoracje okolicznościowe, to staram się je minimalizować i ograniczać do świeczek i zielonych gałęzi (okraszonych ewentualnie jakąś psychodeliczną bombką). Jednak brak reniferów i girland nie oznacza pustki czy poczucia braku, ponieważ wystawka szklana wciąż się rozwija i wzbogaca o nowe okazy.  I mimo tego, że niebawem zabraknie miejsca na regałach (boję się o tym myśleć…), to nowy nabytek bez problemu odnalazł się wśród czesko-niemieckiego towarzystwa, a nawet zaanektował sporą część wystawkowej przestrzeni. Nie mogło być inaczej, bo to solidny, ciężki i piękny prostopadłościan z Murano.

dscf5039

dscf5044

Nowe Murano w kolekcji

Nie za bardzo wiadomo, jak właściwie nazwać te kilka kilogramów szkła: misa, waza, pojemnik? Mogłaby to być popielniczka, ale nie ma rowków na papierosy (a zdarzają się takie egzemplarze). W pewnym sensie to kolekcjonerski ideał: funkcja nieznana, forma zdecydowana (blok szkła ze ściętymi narożnikami i wydrążoną częścią środkową), zestaw kolorów zjawiskowy (chłodny błękit, ciepła ochra, ciemna oberżyna). Kupiliśmy ten ideał (z niewielkimi rysami) na październikowej giełdzie staroci – transakcję poprzedziło krążenie wokół stoiska, wzdychanie, obliczanie wspólnego budżetu i dyskutowanie z panem sprzedawcą, który docenił nasze zaangażowanie oraz wiedzę, co miało swoje odzwierciedlenie w miłym finale transakcji.

Szklana cegła, w której KSz widzi odblask op-artu i malarstwa Marka Rothko, utwierdziła nas w przekonaniu, że jeśli włoskie szkło, to Murano, a jeśli Murano – to fasetowane (czyli ostro cięte, z wyraźnymi krawędziami i płaszczyznami). W naszej kolekcji szkła lat 50. i 60. przeważają czeskie wazony (organiczne i barwne), natomiast wszystkie trzy (na razie!) egzemplarze muranowskiego szkła mają właśnie takie zdecydowane formy i po trzy kolory, układające się w oddzielne warstwy.

Pierwszy był zielony wazon, kupiony parę lat temu na Gnieźnieńskiej, w towarzystwie MD, który wspierał ten wybór i ułatwił decyzję (sam nabył szklaną głowę Elvisa, bodajże).

DSCF5022.JPG

dscf5025

Pierwszy muranowski wazon

Potem przez dłuższy czas nic się nie działo, na scenie pojawili się Czesi i zaanektowali wystawkę. Do czasu – w ubiegłym roku przywieźliśmy z Rzymu suwenir w postaci wieloboku o nieokreślonej do końca funkcji (prawie popielniczka, ale nie całkiem). Dużą przyjemnością było szperanie we włoskich starociach, a jeszcze większą wynalezienie tego okazu w niepokojących kolorach (blady róż, neonowa żółć, głęboki rubin) oraz przeszmuglowanie go w bagażu podręcznym…

dscf5010

Prawie popielniczka

Kolory dopełniają się lub powtarzają, bryły są dość zróżnicowane, być może jest to jedna manufaktura, ale niestety nie wiem tego na pewno, bo nie zachowały się firmowe naklejki. Szkło, produkowane na wyspie Murano w pobliżu Wenecji, powstawało i powstaje w kilku manufakturach, wzory się powtarzają, kolorystyka również. Czasem znajdziecie w opisie wazonu nazwę np. Mandruzzato albo Seguso, i to nie będzie typ naczynia, ale nazwa fabryki, gdzie dane naczynie (figurka, naszyjnik, żyrandol) powstał. Często przy szkle powojennym pojawia się też określenie sommerso – to technika, która pozwala na stosowanie kilku kolorów szkła w taki sposób, żeby się ze sobą nie zlewały i które była bardzo popularna w latach 50. i 60. XX wieku. Stąd te nasze okazy możemy włączyć do grupy szkła sommerso, przypuszczalnie produkowanego przez Mandruzzato, natomiast trudno jest dokładnie określić ich projektanta.

Tu więcej sommerso:

http://www.20thcenturyglass.com/glass_encyclopedia/murano_glass/other_glass/muranosommerso_home.htm

Tu więcej fasetowanego szkła z Murano:

http://www.20thcenturyglass.com/glass_encyclopedia/murano_glass/other_glass/muranofaceted_home.htm

dscf5033

Trio z Murano

Gdyby ktoś z Was chciał nabyć szkło tego typu, niech nie da się zwieść sprzedawcom, którzy w sumie o każdym wazonie są w stanie powiedzieć, że: “pani, to najprawdziwsze Murano!”. Przyjrzyjcie się krawędziom i wykończeniu podstawy, które jest delikatne i gładkie, a narożniki są lekko uniesione do góry. Bo jeśli chodzi o formy, to były powtarzane i modyfikowane, podobne znajdziecie wśród produkcji niemieckiej i czechosłowackiej – tylko z sommerso Włosi radzili sobie najlepiej (chyba nawet jest to zastrzeżona receptura).

Oczywiście te nasze okazy nie są jakieś wyjątkowe (no, może oprócz pięknej cegły), w muranowskich hutach powstało (i powstaje do dziś) cała masa szklanej galanterii. Duża jej część przepada w mrokach niepamięci (oraz szaf i kredensów), są jednak egzemplarze, które się nie starzeją i nazwiska, które wpisały się w historię światowego wzornictwa, jak np. Flavio Poli i jego świetliste, barwne kompozycje (mam cichą nadzieję, że kiedyś pojawi się kolekcji).

flavio-poli-03-665x627

Wazon projektu Flavio Poli

Więcej o nim i jego szkle można poczytać (i pooglądać!) tu:

http://www.italianways.com/the-magic-of-flavio-polis-submerged-glass/

Jest coś takiego w tych kolorach i w przejrzystości szklanej masy, że mimowolnie zastanawiamy się, jak w ogóle jest możliwe wykonanie takiej bryły i jej warstw. Żeby łatwiej wyobrazić sobie proces powstawania – obejrzyjcie krótki film o historii Murano w ogóle i o wydmuchiwaniu szkła w szczególe:

dscf5046

dscf5054

Murano w roli głównej

Moja znajomość z Murano nie zaczęła się od wazonów, ale od koralików, nawlekanych cierpliwie w licealnych czasach: szklane kule z zatopionymi złotymi i srebrnymi foliami przywoziła z Włoch koleżanka A., i dzięki temu mogłam się zapoznać z muranowską feerią barw w mikroskali. Jakiś czas później, też dzięki A., zobaczyłam na żywo szklane żyrandole udekorowane kwiatami, listkami oraz koralikami, i długo nie mogłam się otrząsnąć z wrażenia (bo to nieprawdopodobny miks kiczu i rzemieślniczej wirtuozerii – fascynujący proces produkcji lampy możecie zobaczyć na filmie z linku powyżej).

Produkcja szkła obejmuje poważne zlecenia (kandelabry, lustra, wazy), ale także drobne, dekoracyjne gadżety, takie jak figurki (które mnie jakoś w ogóle nie interesują) oraz cukierki, do których słabość mam szczególnie wtedy, kiedy mogę je poukładać na szklanych paterach. Nie są sygnowane ani spektakularne, ale są urocze. I szklane.

dscf9010

dscf9005

dscf9013

Muranowskie słodkości (z pozdrowieniami dla A.!)

/Nie mam zwyczaju wymyślania noworocznych postanowień, ale patrząc na te szkła i kolory (oraz na smętną zawiesinę za oknem) mam ochotę zaplanować wycieczkę do Wenecji, Murano i muzeum szkła: http://museovetro.visitmuve.it/

 

Czerwiec nie skłaniał do pisania, a lipiec właśnie się kończy. Był pełen miejsc, opowieści, poszukiwań i aktywności kulturalno-rozrywkowych. Oraz pracy, która wyprowadziła mnie poza Wrocław, ucieszyła i zmęczyła, i jest tematem na osobny wpis, który szkicuję sobie w głowie od kilku dni. Ale zanim zacznę i zbiorę w całość chojnowską układankę (tak, tak, zwiedzajcie Dolny Śląsk!), to zakończę lipiec feerią barw, z przewagą odcieni szklanych, złotych i świetlistych.

DSCF7002

Kolor totalny – fragment czeskiej (czechosłowackiej) patery

Już się wydawało, że w tym miesiącu na giełdę nie pójdziemy, bo papierologia, siedzenie przy komputerze i takie tam. Szczęśliwym trafem moje ulubione forum zażądało nowości (“Pani, a co tam na starociach? Bom ciekawa nowych okazów”), a KSz słusznie zauważył, że jest weekend i można się udać pod Iglicę. Krótka wycieczka, dla rozpoznania sytuacji.

Rozpoznawaliśmy ją całkiem intensywnie i dogłębnie, pewnie dlatego, że pogoda była idealna, a ludzkość ogólnie w nastrojach przyjacielskich – co poskutkowało długimi dyskusjami o urodzie (nieoczywistej, jak dla mnie) szkła uranowego, o kalekich (oczywiście szklanych) łabędziach i kolorystycznych preferencjach Polaków w latach 80. (wszyscy chcieli rubinowe wazony, to mieli).

Efekt? Obłędna, wielka, czeska patera, a właściwie feeria barw, oscylująca wokół różu i pomarańczu z kroplą niebieskości, zamknięta w masie przejrzystego szkła. Organiczna i rzeźbiarska forma, nieregularna, nieco wydłużona, z podniesionymi krawędziami i zgrubieniami na końcach. Ze wstępnego rozeznania wynika, że to Borocrystal (dzięki, Ann-Mary!), więc byłby to już drugi okaz z tej huty w naszej kolekcji. Paterę wypatrzył KSz, i tym samym chyba oficjalnie należy uznać go już nie za Konesera Szrotów, ale za Konesera Szkła. Niech i tak będzie, ważne, że zbiory się powiększają o takie spektakularne egzemplarze.

DSCF7003

patera

DSCF7013

Duet polsko-czeski na parapecie

Nowy nabytek potrzebuje dużo światła, więc wylądował na parapecie, w sąsiedztwie ceramicznego pucharu oraz wysokiego, miodowego wazonu, który zakupiłam na poprzedniej giełdzie (pomimo braku przekonania ze strony KSz). To polskie szkło, lata 70. albo 80., z wyraźnym wpływem Horbowego: ustawiony wśród czerwonych kieliszków nie był zbyt zachęcający, jednak po umyciu i odpowiedniej ekspozycji odzyskał blask i urodę. A teraz, w tym zestawie, to już w ogóle kwitnie.

Zakupy nie skończyły się na spektakularnej paterze – do mieszkania pod Różowym Królikiem przybył spod Iglicy szmaragdowy miniwazonik (paterka?) z Zeleznego Brodu (zapewne projektu M. Klingera). Kolor ma wysycony i mocny, formę również nieco organiczną, i już odnalazł swoje miejsce wśród różowości w małym pokoju.

DSCF7009

Szmaragdowy drobiazg (ZBS)

Czechosłowacki monopol przełamany został absolutnie niepotrzebnym, uroczym oraz niewielkim świecznikiem: to produkt niemiecki, VEB ILM-KRISTALL, kolor jasny, ciut oliwkowy, szlif wyrazisty, przejrzystość zacna. Miał zostać na tym stoisku, obok krzywego łabędzia? Nie został i jeszcze znalazł miejsce obok swego krajana (na półce stoi już kobaltowy wazon tej samej produkcji).

DSCF7011

Niemiecki świecznik (jeszcze z metką)

Szklane powierzchnie odbijają światło, przestrzeń wokół wibruje kolorami, a ja zauważam u siebie postępujące uzależnienie od tych przedmiotów: mogę przez kilkanaście minut siedzieć i patrzeć, jak słońce załamuje się w krawędziach wazonów i jak zmieniają się odcienie i barwy (to w sumie może też być efekt nie posiadania telewizora, hm). Wyszukuję ulubione tonacje kolorystyczne nie tylko w paterach – często noszę bransoletkę z bursztynów i muranowskiego szkła, która cała się mieni i świeci. Dokładam do niej jeszcze trochę złota i mleczną perłę, i wtedy mam wakacje. I trochę tęsknię za rzymskim światłem.

DSCF7030m

Wielobarwne tło i pierścionki oczywiście od http://www.yuvel.pl

Zapisz

Zapisz

Czerwiec nie skłania do pisania. Bardziej interesujące okazują się plenery, tereny zielone, słońce i wszystkie poboczne aktywności. Niektóre z takich działań stają się coraz ważniejsze i ciekawsze, i zajmują coraz więcej czasu i przestrzeni. Mogę do nich na pewno zaliczyć wszystkie tematy biżuteryjne i fotograficzne, oscylujące wokół srebra i złota: miniony miesiąc był bardzo yuvelowy, co mnie cieszy niezmiernie i zaostrza apetyt na więcej.

Przy okazji robienia zdjęć nowej serii naszyjników (geometryczne formy i delikatne łańcuszki) wyciągnęłam z podręcznego magazynku wzornictwa lat 60. emaliowaną tackę, wyprodukowaną przez hutę w Rybniku. Do kompletu jest jeszcze cukiernica i mlecznik, wszystko czarne, połyskliwe, udekorowane złotymi, abstrakcyjnymi znakami i czekające od dawna na swoje pięć minut, które właśnie nadeszło. Duet zadziałał bezbłędnie, obiecuję sobie, że do tego stylowego tła jeszcze wrócę.

IMG_0049

IMG_0007

IMG_0018

Srebrne naszyjniki od http://yuvel.pl/

Dla nowych projektów sprawdzają się różne tła, oprócz czarnej emalii i lnu także biel, po prostu i dla wyrazistej faktury srebra. Geometrii przybywa, kolejny naszyjnik gotowy i graniastosłupowy:

IMG_0113

Graniastosłup i geometryczny łańcuszek od http://yuvel.pl/

W ciągu ubiegłego miesiąca miałyśmy też przyjemność wykonać kilka zleceń na zamówienie, dla miłych znajomych i nieznajomych. Mam nadzieję, że będzie im z tą biżuterią dobrze i pogodnie na co dzień i od święta. Na przykład z tymi srebrnymi, matowymi obrączkami:

IMG_0015

IMG_0013

IMG_0067

Srebrne obrączki dla niej i dla niego od http://yuvel.pl/

Oczywiście świat nie kończy się na Yuvel i biżuterii, chociaż to coraz ważniejsza część mojej rzeczywistości. Ale – szykuje się nowy remont (na który bardzo się cieszę, bo ma w sobie pierwiastek sentymentalnej podróży w przeszłość oraz urok odnowionych kontaktów towarzyskich), a pod Różowym Królikiem pojawiają się kolejne detale (mniej lub bardziej prozaiczne). Epokowym wydarzeniem okazał się montaż kratki wentylacyjnej: białej, ceramicznej, dziurkowanej. Następne już na pewno będą listwy!

DSCF5005

DSCF5002

Mała rzecz, a cieszy (i dziura nad lodówką zniknęła)

Kolekcja szkła, zamiast powiększyć się o nowy wazon, powiększyła się o absolutnie niepotrzebny, ale urodziwy (oraz przeceniony) świecznik Toma Dixona. Złoci się i świeci, wieczorami szczególnie.

DSCF7005

Mała rzecz, a świeci (szkło i reszta)

Za kilka dni minie rok od wprowadzenia się do nowego/starego mieszkania. Nadal mnie to jakoś dziwi i zaskakuje. I cieszy, w bardzo konkretnych momentach, takich jak wtedy, kiedy mogę pójść do ogrodu i narwać piwonii. Z tej kępy kwiatów, która “od zawsze” rośnie pod płotem, i z której “od zawsze” ktoś zabierał kilka pąków i układał z nich bukiet. W tym roku bukiet był rozwichrzony, pachnący i bladoróżowy. I mój.

IMG_0091

IMG_0088

Piwonie i popielniczka Bohemia

/Niezmiennie zachęcam do zaglądania na stronę http://yuvel.pl/

i na fb https://www.facebook.com/yuvelbizuteria/

A ceramiczne kratki można nabyć tutaj: http://gappy.pl/

Zapisz

Jesień nurza się (i nas) w mlecznym świetle i krótkich dniach. Szukam teraz nazw, tytułów i określeń dla projektów, pomysłów i rozlicznych zdjęć. Ciągle szukam też miejsc dla talerzy, plakatów, szkła – ściany miłego mieszkania są cierpliwe.

IMG_7208

Z wieczora i z książkami

Książki znalazły już swój zakątek, fotele również (po kilkunastu przestawianiach – najlepiej się przemeblowuje o północy). Szkło oddycha, łapie światło. Zawisły dwie patery z Tułowic: różowo-fioletowa już się pojawiała na tych łamach, natomiast złoto-miedziana ma teraz premierę.

IMG_7066

Patery z Tułowic (tzw. Telewizory, proj. L. i K. Kowalscy)

IMG_7184

IMG_7185

Wystawka (Czesi, Niemcy, Włosi)

Pomimo tego, że WR skończył się już przecież bardzo dawno temu (czyli w lipcu), to nadal trwają prace wykończeniowe, m. in. montowane są kolejne lampy oraz lampki. W pewnej chwili miałam wrażenie, że zostanę po wsze czasy z tuzinem gołych kabli nad głową, ale jednak nie – teraz do okiełznania mamy już tylko kable nadblatowe. A tuby świetlne w korytarzu i kuchni wydobywają z mroku królika, książki oraz cienie.

swiatlo

Kulki w kuchni

PS Uczę się robić lepsze zdjęcia, może już niedługo będzie co i jak pokazać. W mlecznym świetle

Usłużny wordpress właśnie poinformował, że wczoraj blog miał drugie urodziny. Jakoś mi umknęła ta jakże ważna data, udało się ją jednak (podświadomie?) uczcić. Pierwszy raz od czasu przeprowadzki poszliśmy w niedzielny poranek pod młyn, czyli na targowisko ze wszystkim, funkcjonujące wokół dawnego młyna Sułkowice. Mam do niego szczególny sentyment, bo na początku szkoły podstawowej (i u schyłku najlepszego z ustrojów), została zorganizowana wycieczka w celu obejrzenia pracy młynarzy. Wizyta była pouczająca, wróciłam do domu z darem w postaci kilograma mąki. Młoda matka, czyli nasza pani wychowawczyni, dostała ekstra kilo kaszy manny.

Teraz młyn stoi piękny i pusty, ponoć ma zostać zaadaptowany na galerię handlową, ale zanim (oby nie) to nastąpi, dzieje się wokół niego wiele, handel oddolny kwitnie, ziemniaki, szroty z Niemiec, ubrania i bibeloty. Plan miałam ambitny, bo już od jakiegoś czasu szukam roweru (mojego skradzionego albo podobnego), ale tym razem nie udało się namierzyć ideału. Co nie znaczy, że wróciliśmy z pustymi rękami – łowy uważam za bardzo udane, powiększyła się zarówno profesjonalna kolekcja szkła, jak i (równie profesjonalna) kolekcja kuriozów.

Po pierwsze – przybył drugi, ciemnobrązowy Miszka Olimpijski. Stoją teraz obaj na skonstruowanym przez KSz regale i się szczerzą.

IMG_6377

Miszki dwa z Nieporętem w tle

Zupełnie nie do kompletu, ale dla koloru i formy, zostały nabyte trzy talerzyki deserowe z prasowanego szkła. Prawie idealnie pasują do szklanek w tym samym odcieniu, które znalazłam kiedyś na Świebodzkim. Prawie, bo szklanki były trzy, ale od niedawna są tylko dwie (delikatne szkło, za delikatne…). Talerzyki są na szczęście dość grube.

IMG_6363IMG_6362IMG_6365

Łososiowe talerzyki na kuchennej podłodze

Wstępny risercz nie przyniósł zadowalających rezultatów – nie wiem, kto i gdzie je wyprodukował. Ale jak tylko się dowiem, nie omieszkam się podzielić. Podobny problem jest z pięknym szkłem, które trochę wygląda na wzornictwo niemieckie. Okazy są dwa: smukły wazon o fazowanych krawędziach, wypełniony ciemnym-prawie-czarnym fioletem oraz przycisk do papieru, mieniący się jak lodowy odłamek. Cudownie niepraktyczny oraz świetlisty, do oglądania z różnych stron.

IMG_6382

IMG_6387

IMG_6386

IMG_6385

IMG_6388

Szkło się skrzy

KSz prowadzi poszukiwania, na pewno wkrótce wpadnie na trop – czy to szkło niemieckie czy czeskie, czy w ogóle jakieś inne. Szlif jest szlachetny, przejrzystość wysoka, kolekcja rozwija się w dobrym kierunku.

Problemu z atrybucją nie ma w przypadku ostatniego z zakupów, czyli porcelitowej paterki z Tułowic: klasyka lat 60., czarna polewa z nakrapianym, białym wzorem i cieniowanymi brzegami. Nie jest to może jakaś bardzo wyrafinowana forma, ale takich Tułowic jeszcze w zbiorach nie miałam, więc szkoda było nie nabyć. Szczególnie, że stan bdb, a koszt – całe 10 zet.

IMG_6392IMG_6398

IMG_6402

Czarne Tułowice

Urodziny zaliczam więc do udanych i obiecuję popracować nad atrybucjami oraz dokładnym opisem kolekcji. A pod młyn na pewno jeszcze wrócę – jeśli już nie po mąkę, to po skarby.

Czasem się zdarza, że zagadki zostają wyjaśnione, a na pytania (nawet na te niezadane) znajduje się odpowiedź. Zupełnie niespodziewanie. Moja przygoda z pięknym, turkusowym szkłem, zakupionym na bazarze, okazuje się mieć ciąg dalszy i to bardzo ciekawy. Odezwała się do mnie Ann-Mary, kolekcjonerka czeskiego szkła, z wiadomością, że to moje szkło ma autora (całkiem znanego) i dokładne datowanie, i że pewnie chciałabym to wiedzieć. No ba!

IMG_3116

Popielniczka z bazaru

Zatem (dzięki uprzejmości Ann-Mary): turkusową popielniczkę zaprojektował w 1962 roku Rudolf Jurnikl dla huty Rosice. To wzór nr 1045, produkowany w kilku kolorach oraz w dość dużej ilości. Co mi w ogóle nie przeszkadza, bo czuję się teraz jak prawdziwy kolekcjoner oraz koneser, oczywiście. Szczególnie, że na wystawie we wrocławskiej galerii BWA (w grudniu 2013 roku) było kilka sztuk czechosłowackiego szkła, które mnie urzekło całkowicie, nazachwycać się nie mogłam. I co? I teraz się okazuje, że zachwycałam się również Rudolfem Jurniklem i jego wazonami. To się chyba nazywa “wyrabianiem oka”, potem w śmieciach łatwiej wypatrzyć jakiś okaz.

Popielniczki są popularne, wciąż można je nabyć (wszakże za nieco więcej niż  5 złotych), w różnych odcieniach. Chętnie przygarnęłabym jeszcze cytrynową albo łososiową. Więcej o hucie Rosice (w ogóle dobra strona o szkle):

http://www.20thcenturyglass.com/glass_encyclopedia/bohemian_glass/rosiceglass_home.htm

O samym Jurniklu:

http://20cglass.co.uk/index.php?main_page=index&cPath=55_39

A siostry popielniczki bywają takie:

jurnikl2

jurnikl3

Cytrynowa i zielona /ze strony: www.20cglass.co.uk/

rudolf-jurnikl-sklo-union-ashtray-rosice-glassworks

Łososiowa /ze strony: www.midcentury-kc.com/

Na wspomnianej wystawie w BWA, zatytułowanej “Wojna i pokój” i prezentującej wzornictwo z lat 60. w PRL i w Czechosłowacji, było kilka pięknych okazów szkła:

bwa1

Wazony: 1. Frantisek Peceny, 2. i 3. Rudolf Jurnikl, 4. Vladislav Urban. Fot. Justyna Fedec (BWA Wrocław)

Temat jest frapujący i wielowątkowy, nasi sąsiedzi produkowali cuda przeróżne, warto się zapoznać z tą twórczością, chociażby dlatego, że są to przedmioty nie ustępujące wzornictwu włoskiemu czy skandynawskiemu z tamtego czasu. Warto też znać jego cechy, chociażby dlatego, żeby nie kupować czeskiego wazonu z przekonaniem, że jest to Murano. A tak często są reklamowane te czechosłowackie skarby. Dzięki wskazówkom Ann-Mary dowiedziałam się właśnie, że mój no name bladoróżowy wazon nie jest taki całkiem bezimienny, ale to produkcja Borocrystal. Po czym to można poznać? W ogóle czeskie szkło ma dość charakterystycznie opracowaną krawędź podstawy, lekko ściętą i matową. A na przykład szkło muranowskie ma krawędzie gładkie, wyszlifowane, często lekko uniesione na rogach. Ten detal jest dość ważny i pomocny przy weryfikacji. Z daleka właściwie tego nie widać:

IMG_3104

Borocrystal w pełnej krasie

Jak wynika z powyższych rozważań, człowiek się dokształca wciąż oraz przy różnych okazjach. Na tym przykładzie widać również, że nie jestem profesjonalnym kolekcjonerem ani wielkim znawcą tematu – przede wszystkim szukam uroku, detalu i koloru. A zapoznanie się później z historią danego przedmiotu stanowi w pewnym sensie potwierdzenie mojego instynktu zbieracza (“nic o tym nie wiem, ale czuję, że dobre” – bardzo fachowe podejście, eh).

Ogromnie i bardzo dziękuję Ann-Mary za wskazówki i pomoc. Jest rzeczą zupełnie niezwykłą, kiedy ktoś, sam z siebie, pisze maila na blogowy adres. Bo po 1. to niespodzianka, a po 2. to informacja, że moje opowieści dziwnej treści czasem bywają czytane. Co jest zaskakujące, miłe i stresujące. No więc przy tej szklanej okazji dziękuję w ogóle wszystkim, którzy mają czas i ochotę zaglądać do Pokoi Umeblowanych. Będę je zatem meblować dalej.

Sobotnie odkurzanie talerzy, pater i innych fragmentów kolekcji skończyło się minisesją fotograficzną (bo słońce, bo kolory akurat), której efekty wysłałam do autora jednego z moich ulubionych blogów. Tyler Goodro, autor http://plastolux.com/ kilka dni temu stworzył wątek specjalnie dla czytelników, którzy mają zbiory wzornictwa z połowy XX wieku, żeby się dzielili, chwalili i przysyłali zdjęcia. Postanowiłam spróbować, nie licząc oczywiście na żaden odzew, bo gdzie tam moim pikasiakom do tych kolekcji sygnowanych lamp i mebli z całego świata. Ku memu wielkiemu zaskoczeniu i radości Tyler zdjęcia zamieścił i miło podziękował za maila “from far country”. I tym sposobem Włocławek i Tułowice znalazły się w sąsiedztwie Melbourne: http://plastolux.com/mid-century-modern-collections.html#.UtJvTNLuLWd

Zastanawiałam się, czy nie lepiej zrobić zdjęcia na jakimś neutralnym tle, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie ma lepszego kontekstu dla polskiej kolekcji MCM niż kawalerka z połowy lat 60., wyposażona w segment na wysoki połysk. Oraz w kuchenny stół z laminowanym blatem. Bo nie ma:)

01_Plates_Poland

 Łysa Góra, Chodzież, Tułowice, Włocławek, Koło

06_Vases

Włocławek, Koło (?), Koło, Włocławek

02_Figurines_Sudanese_and_Cat

Sudanka z Ćmielowa i Kotka z Jaworzyny Śląskiej

03_Figurines_and_ceramics

Figurki, misy, czeskie szkło 

04_Ceramics_and_Murano_Glass

Segment ze wszystkim: szkło, ceramika i grafika