Zdarza się, że w ręce wpada mi czas. W okolicznościach niespodziewanych, z komunikatem z przeszłości – nadrukowanym na biało-zielony papier pakowy, z księgarni na Ostrowie Tumskim. W maju 2017 roku kupiłam chrześniakowi Biblię, którą starannie zapakowano w ten właśnie papier. A Katedra ma hełmy od 1991.

IMG_0001

Papier pakowy, tak bardzo wrocławski

[I jako że wiosna upłynęła na dyskusjach o rekonstrukcjach i odbudowach, to wcale mnie nie zdziwiła nie-obecność Edmunda Małachowicza, którą ten papier od razu uruchomił. Tak, tak, we Wrocławiu ciągle dywagujemy o przeszłości]

Advertisements

Remont, o którego początkach pisałam tu, skończył się już jakiś czas temu, ale ciągle nie było pogody na zdjęcia. Wreszcie wiosna buchnęła majem, więc z KSz udaliśmy się fotografować lokal i jego zakątki.

P1000520

Talerz z Łysej Góry oraz lamperia w tle

Mieszkanie w bloku z lat 80. zostało gruntownie wyremontowane i częściowo przekształcone: w dawnej kuchni jest teraz mały i miły pokoik, w pokoju dziennym zmieścił się aneks kuchenny (z mobilną wyspą), a w nieustawnej łazience znalazły się wszystkie potrzebne sprzęty (tylko pralka wywędrowała do wnęki w przedpokoju).

Założenia były proste i precyzyjne: ma być jasno (bo nie było), funkcjonalnie (było średnio), lekko i neutralnie (bo mieszkanie na wynajem). Do tego – solidna baza w postaci dębowej podłogi, dobrej jakości wyposażenie i kilka detali, żeby uniknąć wrażenia sterylności (albo wystawki w salonie meblowym).

Czyli najpierw była rozwałka i dyskusje z kominiarzami, potem scysje z panami od podłóg oraz drzwi, a w międzyczasie bardzo miłe dywagacje o kolorach, materiałach i świetle. Całą akcję nadzorowałyśmy we dwie, dzięki temu jedna uspokajała sąsiadów, a druga mogła rysować kuchnię itd. I w ten sposób na początku roku zasadnicza część remontu była ukończona, trzeba było potem jeszcze doposażyć lokal, poprawić kilka niedoróbek i uszkodzeń oraz posprzątać. Teraz można już mieszkać (oraz wynająć, jeśli ktoś ma ochotę).

01

2a

2

P1000424

04

03

Pokój dzienny z aneksem kuchennym

W pokoju dziennym musiała zmieścić się kuchnia, jadalnia i miejsce relaksu. Aneks jest więc bardzo kompaktowy (ale wyposażony we wszystko, co potrzebne), powierzchnię roboczą uzupełnia mobilna wyspa, którą można dowolnie przesuwać. Do neutralnej, biało-drewnianej bazy dodałyśmy kroplę zieleni oraz czarne i szare akcenty: przy nowej kanapie stanął tekowy stolik z lat 60., a przy nowym stole – stare krzesła w typie windsor chair (natomiast nad stołem zawisła lampa Cuna z Vita Copenhagen).

P1000535

DSCF1010

P1000545

Zieleń i sztuka w pokoju dziennym

Jako że mieszkanie przeznaczone jest na wynajem, nie można było zarzucić go smacznymi grafikami, kolorowymi wazonami i roślinami w doniczkach. Ograniczyłyśmy się więc do powieszenia nad kanapą dwóch niewielkich obrazów wrocławskiej artystki, Miry Żelechower-Aleksiun. Natomiast dekoracyjna faktura pomalowanej płyty osb dodała głębi wnękom: jednej ciemnozielonej od strony pokoju (z miejscem na tv) i drugiej prawie czarnej od strony wejścia (z siedziskiem i wieszakiem).

P1000494

15a

15

Przedpokój z widokiem w stronę drzwi wejściowych i w stronę łazienki

W przedpokoju przecinają się drogi do/ze wszystkich pomieszczeń, ale dzięki usunięciu nadmiaru drzwi oraz likwidacji załomów i uskoków można spokojnie się przemieszczać i przy okazji zrobić pranie (pralka została ukryta za malowniczą kotarą). Łazienka jest kompaktowa, przypomina trochę kapsułę do kąpieli, ale pomieściła wannę, umywalką i wc, z zabudowaną szafką (przedtem wc było osobne, ale straszliwe klaustrofobiczne).

13

P1000647

14

Kapsuła kąpielowa w tonacji biało-szaro-musztardowej

Dawna kuchnia została zamieniona w pokój, w którym zmieściło się biureczko, łóżko i wnęka-szafa. Pomieszczenie jest niewielkie, ale jasne i przytulne, a jego główną dekorację stanowią zasłony w wyrazisty wzór oraz kropla miedzi i koloru indygo.

11

P1000595

12

P1000574

Mały pokój, czyli dawna kuchnia po remoncie

Drugi pokój przeznaczony został na sypialnię i wyposażony w proste łóżko oraz szafę. Jest spokojnie, jasno, wyciszająco – czarna lampa (z Leroy Merlin) oświetla równomiernie całe pomieszczenie, a od świata można się odizolować zaciągając granatowe, lniane zasłony (również z LM).

10

09

Prosta i jasna sypialnia

Więcej pomieszczeń w tym mieszkaniu nie ma, szafki i półki czekają na zagospodarowanie, podobnie jak duży (i odmalowany) balkon, na który można wyjść z pokoju dziennego (niestety, w ubiegłym roku wycięte zostały pnącza winorośli, oplatające cały blok i balkon stracił trochę uroku, czeka teraz na nową zieleń).

16

Balkon, czyli przedłużenie pokoju dziennego

Nie ma za bardzo sensu pokazywanie wielu zdjęć sprzed remontu, bez problemu możecie sobie wyobrazić ten ciemny korytarz, nadmiar boazerii i wąskie przejścia. Dlatego wrzucam tylko cztery poglądowe fotografie – patrzę na nie i w ogóle nie rozpoznaję tego lokalu.

Przed: łazienka, fragment pokoju dziennego, wejście, widok w stronę kuchni i sypialni

Słońce zagląda w okna, na podwórku kwitną jaśminy i bawią się dzieci, a mieszkanie oddycha nowością, czekając na pierwszych lokatorów. Mam nadzieję, że je polubią i dobrze będą się czuli w tych gościnnych przestrzeniach.

17

Kolor nowych drzwi mimochodem zneutralizował koralowy odcień klatki schodowej…

Zniknęła boazeria i czerwony skaj, a ja na blogu tylko uchylam drzwi, bo to jest mieszkanie do zamieszkania – od zaraz i od pierwszego wejrzenia.

Zapisz

Blog leży i kwiczy, sumienie mnie gryzie, ale co robić, skoro rzeczywistość wymaga i angażuje. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że efekt pracy ostatnich kilku miesięcy jest również internetowy. I blogowy trochę też.

W marcu oficjalnie ruszył pierwszy internetowy przewodnik po wrocławskiej architekturze XX i XXI wieku, czyli Wroapp. Za pomysł i teksty odpowiada Fundacja Transformator (czyli Michał Duda, Karolina Jara i ja), za zdjęcia Jerzy Krzysztof Kos, a za oprawę graficzną – Marian Misiak. Pomysł powstał już parę lat temu i zakładał przygotowanie podręcznej książeczki, którą można wziąć na wycieczkę po mieście (w przeciwieństwie do już istniejących publikacji, z których każda waży po 5 kilo albo i więcej). W toku prac i dyskusji, już pod egidą Europejskiej Stolicy Kultury, stanęło na responsywnej stronie, która ma otwartą strukturę, sprzyjającą zmianom i aktualizacjom (ale nie ma obawy, nie pożegnaliśmy się jeszcze z wizją książki!).

Wroapp to po prostu skrót od: wrocławska architektura przed/po. Przed i po 1945, który to rok jest symbolicznym momentem przełomu i zmiany w historii miasta, radykalną cezurą i punktem zwrotnym, ale jednocześnie ten przełom skłania do przyjrzenia się całemu stuleciu, do poszukiwań wspólnych wątków i diametralnych różnic, a w architekturze pozwala uchwycić ciekawe analogie: niezależne od ustrojów i nacji próby nowoczesnych narracji, zatrzymania w pół drogi, eksperymenty i kompromisy, światowe plany i peryferyjne okoliczności.

Na początek wybraliśmy setkę budynków i osiedli, wśród których są realizacje znane i mniej znane, oczywiste i dyskusyjne, a często po prostu – rzadko zauważane (pod warstwami lat i brudu). Początek XX wieku, lata naste i 20., wciąż mało znany okres po 1933 roku, odbudowa i socrealizm, boom lat 60., osiedla na obrzeżach, nieco spóźniony postmodernizm i wreszcie współczesność, czyli ostatnie dwie dekady, które w dużej mierze wpłynęły na zmianę wizerunku niektórych części Wrocławia.

Ale nie chcieliśmy opowiadać tylko o formie i detalu – chcieliśmy pójść na spacer śladami wyobrażeń, które zweryfikowała rzeczywistość, zobaczyć znaki dawnych i współczesnych ambicji (lub ich przerostu), przypomnieć imiona i nazwiska, pokazać podwórka, zaplecza i niespodzianki. Dlatego wszystkie zdjęcia są kolorowe, bo nie da rady uciec przed chaosem czy zaniedbaniami, ale to też jest Wrocław, ze wszystkimi swoimi lukami, dosłownościami i łuszczącą się farbą (spod której widać niemieckie napisy).

_DSC0275_m

Dom Igloo (proj. Witold Lipiński, 1962-1963) http://wroapp.pl/obiekt/dom-igloo/

_DSC7073m

Biurowiec (proj. Hans Poelzig, 1911-1913) http://wroapp.pl/obiekt/prototyp-biurowca

Strona zawiera obiekty (ułożone losowo, jak mozaika), które można sortować po czasie powstania, funkcji i architektach. Można również wybrać trasę tematyczną, albo przygotować swoją własną. Jeszcze nie wszystkie obiekty są opublikowane, jeszcze nie wszystko działa idealnie, ale pracujemy nad tym – i czekamy na uwagi oraz opinie użytkowników, którym będzie się chciało odpalić wroapp na komputerze lub telefonie.

_DSC7602m

Apartamentowiec Thespian (proj. Maćków Pracownia Projektowa, 2008-2011) http://wroapp.pl/obiekt/apartamentowiec-thespian/

_DSC5943m

Budynek plombowy (proj. Wojciech Jarząbek, 1994-1996) http://wroapp.pl/obiekt/barwna-plomba/

Powyższe zdjęcia wykonał Jerzy Krzysztof Kos, na stronie jest ich oczywiście dużo więcej, część budynków ma całą dokumentację fotograficzną, a niektóre – po prostu zdjęcie poglądowe. W miarę możliwości będziemy też dodawać zdjęcia archiwalne, a smutne widoki zimowe zostaną podmienione na bardziej wiosenne. Czyli sporo jeszcze przed nami pracy, eksplorowania i pisania, ale już teraz bardzo zachęcam do odkrywania Wocławia z Wroapp, realnie albo wirtualnie: zwiedzajcie z nami nowoczesny Wrocław!

http://www.wroapp.pl

 

Przed_po_strona1

Projekt graficzny strony: Marian Misiak

I jeszcze zdjęcie pamiątkowe, z premiery w Barze Barbara, 9 marca 2017 roku.

fundacja_fot.N.Dobryszycka

Fundacja Transformator w komplecie: Karolina Jara, Michał Duda i Agata Gabiś, a w tle trasa pt. Wątki ceglane (fot. Natalia Dobryszycka)

 

/a jeśli kogoś w ogóle nie interesują takie historie, to zapowiadam, że wkrótce pojawią się nowe, poremontowe zdjęcia. I kolejna lampa. Howgh/

 

Po prostu – regulowana, biurkowa lampa. Przedmiot, który łączy w sobie pomysłowość i wiedzę techniczną, zagadnienia konstrukcyjne i estetyczne, a także trudny do zdefiniowania urok. Przedmiot, o którego wymyśleniu marzą wszyscy projektanci.Tak w każdym razie twierdzi Deyan Sudjic w swojej książce “Język rzeczy”: krzesło i regulowana lampka to archetypy wzornictwa, ewoluujące w XX wieku od sprzętów użytkowych do symboli o rozbudowanych konotacjach, czytelnych w detalu, barwie i materiale.

Sudjic porównuje dwie lampy z ruchomym ramieniem – mają one wspólny, funkcjonalny punkt wyjścia, ale ich autorzy wybrali odmiennie drogi projektowania. Brytyjska Anglepoise Georga Carwardine’a z 1932 roku to jedna z pierwszych lamp kreślarskich o dwóch ramionach: jest praktyczna, solidna, dość ciężka, z widocznymi elementami konstrukcji (sprężyny, kabel, podstawa). Za jej rewers, powstały 40 lat później, można uznać Tizio Richarda Sappera, zaprojektowaną dla Artemide. To obiekt przemyślany w każdym calu i minimalizujący nadmiar elementów: ma ukryty transformator, niewidoczne kable i wizualnie lekką, niemal ażurową strukturę. Do tego lampa wyposażona została w halogenową żarówkę, co w latach 70. było technologiczną sensacją.

tizio1

Celowość i precyzja http://richardsapperdesign.com/products/1970-1980/tizio

tizio-35-table-lamp-by-richard-sapper-from-artemide-lightingyliving

Richard Sapper i jego lampy http://www.yliving.com/blog/remebering-richard-sapper/

Tizio szybko stała się symbolem nowoczesności, chętnie używanym przez architektów lub przez “nieco ponad normę dbającego o styl naukowca”. Oddziałuje bezkompromisową formą i kontrastem barw – matowa czerń została dekoracyjnie spointowana kroplą czerwieni na przegubach i we włączniku. Według Sudijca inspiracją dla takiego zestawienia była czarna sylwetka (z czerwoną kropką przy spuście) pistoletu Walther PPK, wynalezionego w latach 20. i chętnie używanego przez Jamesa Bonda.

dl15rst01_f

tizio_35_image572321-900x900

http://www.artemide.it

Od 1972 roku Tizio doczekała się kilku wersji kolorystycznych (w łagodniejszym wydaniu, czyli w bieli i w szarościach), kilku wielkości i nowego, ledowego źródła światła. W międzyczasie pojawiła się na wielu biurkach i stołach, także na dużym ekranie. Kosmiczna, dynamiczna i czarna lampa z przyszłości w serialu Catacombs

spratm1970

http://catacombs.space1999.net/main/cguide/furn/umftizio.html

…i białe tło dla spotkań Jamesa Bonda w Moonraker.

tizio-lamp-richard-sapper-moonraker-1969

http://gyngzl-interiors.blogspot.com/2009/05/her-nekadar-endustri-tasarm-kavramnn.html

Czarna sylwetka działa nie tylko w biurach, pracowniach i filmach, wygodnie używa jej się również w mniej oczywistych okolicznościach, na przykład w sypialni, gdzie potrzebny jest skupiony strumień światła i łatwość poruszania ramionami.

tizio2

Sypialnia minimalistyczna http://www.bungalux.com/bungalusts/tizio-lamp

Przymierzałam się do tego zakupu od dawna, szukałam okazji i powodu, doszłam do słusznego wniosku, że przecież nie mam porządnej biurkowej lampki. No i teraz mam – Tizio w sypialni.

dscf3024

Tizio w sypialni (w tle grafika Anny Łabuz)

Żadne zdjęcie ani opis nie jest jednak w stanie oddać płynnego, logicznego i precyzyjnego ruchu tej lampy. Jeśli ktoś jest ciekaw działania Tizio (i porównania z innym włoskim klasykiem) polecam film z lampami i projektantami w rolach głównych:

Polecam również książkę Sudjica, o przedmiotach, symbolach i wzornictwie. I jego podsumowanie tematu lamp biurkowych: “Pejzaż domowy można mierzyć archetypami dizajnu: od wolno stojącego domu jednorodzinnego po stół, krzesło i talerz. Regulowana lampka biurkowa dołączyła do nich, może nie jako niezbędny artefakt o pierwszorzędnym znaczeniu w życiu codziennym, ale z pewnością jako zasługujący na uwagę element drugiego planu”.

/Cytaty z książki: Deyan Sudjic, Język rzeczy, Kraków 2013/

Zapisz

Od dawien dawna planowałam tę wycieczkę i jakoś nie mogłam się zmobilizować. Zmobilizował mnie wreszcie KSz, zakupił bilety pkp i zaklepał nocleg, nie pozostało więc nic innego, jak pojechać. Opole przywitało nas długim weekendem, własnym biegunem zimna oraz obchodami 800-lecia, a także betonową Nike na turze (bardziej Pocahontas na bizonie), światowym sznytem ulicy Kołłątaja, przeglądem szopek noworocznych i urokliwą pustką zaśnieżonego amfiteatru.

To są moje ulubione miasta: z posklejaną historią, którą można przeczytać w siatce ulic, w pęknięciach i nawarstwieniach, z kilkoma narracjami (przedwojenną, powojenną, współczesną, polską, niemiecką, śląską), z wieloma estetykami (barok i rokoko, nowoczesne międzywojnie, bezkompromisowe lata 30., odbudowa i budowa, powojenny modernizm, entuzjastyczne lata 90., stonowana współczesność).

Podczas tej wycieczki dopiero rozpoczęłam lekturę Opola –  niestety siarczysty mróz uniemożliwił dłuższe i dalsze spacery. Ale w rozpoznaniu miejsca bardzo przydatne okazały się wystawy w Muzeum Śląska Opolskiego, a także w jego kameralnym oddziale, czyli kamienicy przy ul. Św. Wojciecha (z wyposażonymi i zachowanymi wnętrzami kilku mieszkań). Natomiast wizyta w Muzeum Polskiej Piosenki, pełnego muzyki, filmów i zdjęć, poskutkowała całkiem poważną pamiątką, czyli własnym nagraniem o jakości całkiem profesjonalnej (po kilku nieudanych próbach zaśpiewania różnych ambitnych utworów stanęło na klasycznej pieśni miłosnej “O, Ela”).

img_0200

Widok nocny i hotelowy (TVP Opole prosi o pozostanie w domach z powodu mrozu)

img_0223

img_0215

Betonowy nawis dla taksówek (w Opolu lata 60. trzymają się mocno)

img_0255

Wiadomo (i można wejść na scenę)

img_0306

Moda i brise-soleil przy ul. Kościuszki

Z powodu problemów technicznych albo mrozu (lub jednego i drugiego) mój aparat wybrał kolorystykę filmów ORWO, dlatego też sporo zdjęć nie nadaje się do pokazania – są nastrojowe i bardzo różowe. Iluś zdjęć również nie zrobiłam z powodu aury oraz odmarzających palców: Mały Rynek jest zapewne uroczy, ale w nocy, pod warstwą śniegu trochę tego nie widać. Czyli trzeba będzie wrócić w okresie wiosenno-letnim, po prostu i z przyjemnością.

img_0241

img_0231

Opole w odcieniach ORWO

Wyprawa miała jednak jeden, konkretny cel i nie była nim realizacja zadania pt. “Zwiedzanie miast polskich w styczniu”. Celem była wystawa czeskiej i czechosłowackiej fotografii w Muzeum Śląska Opolskiego, a przy okazji nawiedziliśmy pozostałe ekspozycje. Kuratorami wystawy są Vladimír Birgus i Štěpánka Bieleszová, którzy wybrali zdjęcia fotografów znanych i mniej znanych: od abstrakcyjnych kompozycji z lat 20. po dokument lat 80. i współczesne eksperymenty. KSz najwnikliwiej oglądał zdjęcia swoich ulubieńców, czyli Kolářa i Štreita, a muzeum opuścił z albumem w plecaku (kolega M. – z dwoma). Wystawa trwa do 29 stycznia, warto zajrzeć. I do działu malarstwa również, demoniczny kot Krzyżanowskiego powinien nadal siedzieć na kanapie i ultramarynowym tle.

http://muzeum.opole.pl/?post_type=wystawy&p=13018

d2FjPTY2NngxLjY0ODUxNDg1MTQ4NTE=_src_8252-streit-foto_b.jpg

Fot. Jindřich Štreit (to zdjęcie też jest na wystawie)

Co jeszcze? Naleśniki nad Młynówką, ceramiczne okładziny urzędu wojewódzkiego, zimne ognie przy kolorowej fontannie, 6 króli pałaszujących obiad, schody i schodki, zbarokizowany gotyk, opolska Ceres, Stachura na bibliotece, okrągłe dworcowe stoliki, mosty i kładki, zagubiony Jonasz Kofta, życzliwość dla zmarzniętych turystów i oczywiście 80 minut opóźnienia pociągu powrotnego.

I sentymentalny filtr, przez który chyba zawsze będę patrzeć na to miasto:

Ogólne zamglenie i zaciemnienie powinno może wzbudzić większą chęć na udekorowanie lokalu gwiazdkami, aniołkami i choinkami z bibuły, ale jakoś nie wzbudza, szczególnie, że akurat jeśli chodzi o dekoracje okolicznościowe, to staram się je minimalizować i ograniczać do świeczek i zielonych gałęzi (okraszonych ewentualnie jakąś psychodeliczną bombką). Jednak brak reniferów i girland nie oznacza pustki czy poczucia braku, ponieważ wystawka szklana wciąż się rozwija i wzbogaca o nowe okazy.  I mimo tego, że niebawem zabraknie miejsca na regałach (boję się o tym myśleć…), to nowy nabytek bez problemu odnalazł się wśród czesko-niemieckiego towarzystwa, a nawet zaanektował sporą część wystawkowej przestrzeni. Nie mogło być inaczej, bo to solidny, ciężki i piękny prostopadłościan z Murano.

dscf5039

dscf5044

Nowe Murano w kolekcji

Nie za bardzo wiadomo, jak właściwie nazwać te kilka kilogramów szkła: misa, waza, pojemnik? Mogłaby to być popielniczka, ale nie ma rowków na papierosy (a zdarzają się takie egzemplarze). W pewnym sensie to kolekcjonerski ideał: funkcja nieznana, forma zdecydowana (blok szkła ze ściętymi narożnikami i wydrążoną częścią środkową), zestaw kolorów zjawiskowy (chłodny błękit, ciepła ochra, ciemna oberżyna). Kupiliśmy ten ideał (z niewielkimi rysami) na październikowej giełdzie staroci – transakcję poprzedziło krążenie wokół stoiska, wzdychanie, obliczanie wspólnego budżetu i dyskutowanie z panem sprzedawcą, który docenił nasze zaangażowanie oraz wiedzę, co miało swoje odzwierciedlenie w miłym finale transakcji.

Szklana cegła, w której KSz widzi odblask op-artu i malarstwa Marka Rothko, utwierdziła nas w przekonaniu, że jeśli włoskie szkło, to Murano, a jeśli Murano – to fasetowane (czyli ostro cięte, z wyraźnymi krawędziami i płaszczyznami). W naszej kolekcji szkła lat 50. i 60. przeważają czeskie wazony (organiczne i barwne), natomiast wszystkie trzy (na razie!) egzemplarze muranowskiego szkła mają właśnie takie zdecydowane formy i po trzy kolory, układające się w oddzielne warstwy.

Pierwszy był zielony wazon, kupiony parę lat temu na Gnieźnieńskiej, w towarzystwie MD, który wspierał ten wybór i ułatwił decyzję (sam nabył szklaną głowę Elvisa, bodajże).

DSCF5022.JPG

dscf5025

Pierwszy muranowski wazon

Potem przez dłuższy czas nic się nie działo, na scenie pojawili się Czesi i zaanektowali wystawkę. Do czasu – w ubiegłym roku przywieźliśmy z Rzymu suwenir w postaci wieloboku o nieokreślonej do końca funkcji (prawie popielniczka, ale nie całkiem). Dużą przyjemnością było szperanie we włoskich starociach, a jeszcze większą wynalezienie tego okazu w niepokojących kolorach (blady róż, neonowa żółć, głęboki rubin) oraz przeszmuglowanie go w bagażu podręcznym…

dscf5010

Prawie popielniczka

Kolory dopełniają się lub powtarzają, bryły są dość zróżnicowane, być może jest to jedna manufaktura, ale niestety nie wiem tego na pewno, bo nie zachowały się firmowe naklejki. Szkło, produkowane na wyspie Murano w pobliżu Wenecji, powstawało i powstaje w kilku manufakturach, wzory się powtarzają, kolorystyka również. Czasem znajdziecie w opisie wazonu nazwę np. Mandruzzato albo Seguso, i to nie będzie typ naczynia, ale nazwa fabryki, gdzie dane naczynie (figurka, naszyjnik, żyrandol) powstał. Często przy szkle powojennym pojawia się też określenie sommerso – to technika, która pozwala na stosowanie kilku kolorów szkła w taki sposób, żeby się ze sobą nie zlewały i które była bardzo popularna w latach 50. i 60. XX wieku. Stąd te nasze okazy możemy włączyć do grupy szkła sommerso, przypuszczalnie produkowanego przez Mandruzzato, natomiast trudno jest dokładnie określić ich projektanta.

Tu więcej sommerso:

http://www.20thcenturyglass.com/glass_encyclopedia/murano_glass/other_glass/muranosommerso_home.htm

Tu więcej fasetowanego szkła z Murano:

http://www.20thcenturyglass.com/glass_encyclopedia/murano_glass/other_glass/muranofaceted_home.htm

dscf5033

Trio z Murano

Gdyby ktoś z Was chciał nabyć szkło tego typu, niech nie da się zwieść sprzedawcom, którzy w sumie o każdym wazonie są w stanie powiedzieć, że: “pani, to najprawdziwsze Murano!”. Przyjrzyjcie się krawędziom i wykończeniu podstawy, które jest delikatne i gładkie, a narożniki są lekko uniesione do góry. Bo jeśli chodzi o formy, to były powtarzane i modyfikowane, podobne znajdziecie wśród produkcji niemieckiej i czechosłowackiej – tylko z sommerso Włosi radzili sobie najlepiej (chyba nawet jest to zastrzeżona receptura).

Oczywiście te nasze okazy nie są jakieś wyjątkowe (no, może oprócz pięknej cegły), w muranowskich hutach powstało (i powstaje do dziś) cała masa szklanej galanterii. Duża jej część przepada w mrokach niepamięci (oraz szaf i kredensów), są jednak egzemplarze, które się nie starzeją i nazwiska, które wpisały się w historię światowego wzornictwa, jak np. Flavio Poli i jego świetliste, barwne kompozycje (mam cichą nadzieję, że kiedyś pojawi się kolekcji).

flavio-poli-03-665x627

Wazon projektu Flavio Poli

Więcej o nim i jego szkle można poczytać (i pooglądać!) tu:

http://www.italianways.com/the-magic-of-flavio-polis-submerged-glass/

Jest coś takiego w tych kolorach i w przejrzystości szklanej masy, że mimowolnie zastanawiamy się, jak w ogóle jest możliwe wykonanie takiej bryły i jej warstw. Żeby łatwiej wyobrazić sobie proces powstawania – obejrzyjcie krótki film o historii Murano w ogóle i o wydmuchiwaniu szkła w szczególe:

dscf5046

dscf5054

Murano w roli głównej

Moja znajomość z Murano nie zaczęła się od wazonów, ale od koralików, nawlekanych cierpliwie w licealnych czasach: szklane kule z zatopionymi złotymi i srebrnymi foliami przywoziła z Włoch koleżanka A., i dzięki temu mogłam się zapoznać z muranowską feerią barw w mikroskali. Jakiś czas później, też dzięki A., zobaczyłam na żywo szklane żyrandole udekorowane kwiatami, listkami oraz koralikami, i długo nie mogłam się otrząsnąć z wrażenia (bo to nieprawdopodobny miks kiczu i rzemieślniczej wirtuozerii – fascynujący proces produkcji lampy możecie zobaczyć na filmie z linku powyżej).

Produkcja szkła obejmuje poważne zlecenia (kandelabry, lustra, wazy), ale także drobne, dekoracyjne gadżety, takie jak figurki (które mnie jakoś w ogóle nie interesują) oraz cukierki, do których słabość mam szczególnie wtedy, kiedy mogę je poukładać na szklanych paterach. Nie są sygnowane ani spektakularne, ale są urocze. I szklane.

dscf9010

dscf9005

dscf9013

Muranowskie słodkości (z pozdrowieniami dla A.!)

/Nie mam zwyczaju wymyślania noworocznych postanowień, ale patrząc na te szkła i kolory (oraz na smętną zawiesinę za oknem) mam ochotę zaplanować wycieczkę do Wenecji, Murano i muzeum szkła: http://museovetro.visitmuve.it/

 

To miał być wpis o szkle. Ale nie będzie. Od miesiąca czekam na słońce, żeby sfotografować nowe Murano, które pojawiło się w domowej kolekcji – niestety, całodzienna listopadowa noc uniemożliwia zrobienie jakichkolwiek sensownych zdjęć. Szkło potrzebuje światła, światła brak, więc nie pozostaje mi nic innego, jak pogrążyć się w przestrzeniach wirtualnych, w poszukiwaniu jasności i, coraz częściej, zdecydowanych kolorów.

Poszukiwania koloru mają też swoje prozaiczne podłoże, czyli remont mieszkania w bloku z lat 80., który wszedł już w fazę decydującą i można zacząć deliberować o proporcjach, odcieniach i tonacjach. Oczywiście w niewielkiej skali (bo lokal niewielki), ale to może nawet trudniejsze, niż w większej, kamienicznej przestrzeni. Baza będzie biała, ale wnęki i fragmenty ścian wymagają rozegrania kolorystycznego; muszę też przyznać, że trochę jestem zmęczona  wszechobecnym scandi, udekorowanym zestawem takich samych graficznych bibelotów, modnym i kopiowanym dość bezrefleksyjnie. A przecież na świecie jest tyle zjawiskowych kolorów, które można łączyć i dzielić, budować zestawy i kompozycje, dodawać i odejmować. Byleby tylko nie był to intensywny odcień oranżu połączony z budyniowym żółtym (chociaż nie wykluczam, że gdzieś istnieje lokal, który udźwignie i to połączenie).

W skali mikro poszukiwania koloru kończą się zakupem psychodelicznych dodatków, w tym niepokojącej poduszki w równie niepokojące wzory floralne. Poprawiła mi humor i odblokowała ochotę na nieoczywiste połączenia wzorów i barw.

dscf3001

dscf3011

dscf3024

Psychodeliczna tkanina na jesień

Podczas wyszukiwania opcji kolorystycznych popadłyśmy z A. w petrole i niebieskości (nic nowego), ale również w trawiaste zielenie, subtelne khaki, pudrowe róże. Nie skończyło się na zestawie pięknych zdjęć – konieczna była wycieczka po próbniki do sklepu, w którym można znaleźć każdy kolor, jaki Wam tylko przyjdzie do głowy. Mowa oczywiście o farbach Benjamin Moore (nie, to nie jest post sponsorowany), które mam w domu na trzech ścianach (każda w innym kolorze) i nadal uważam, że są zjawiskowe. Mają także bardzo urocze oraz poetyckie nazwy: może ktoś się skusi na “in the midnight hour” albo “whispering spring”?

2136-40.jpg

Morze egejskie, czyli “aegean teal”

W międzyczasie, kompletując zestaw obejmujący szarawe niebieskości, musztardę, miętę, biel i oliwkę z kroplą różu (albo koralu?), nazbierało się sporo różnych zdjęć, które niekoniecznie łączą się z tym wyborem, ale pokazują, jaką moc ma kolor: wysycony, głęboki, zmieniający się pod wpływem światła. Jak zmienia proporcje pomieszczeń, podkreśla detale i faktury, jak wypełnia pomieszczenie (co dla niektórych może być wadą, a dla innych zaletą). Trzeba go używać z przekonaniem, ale i z uwagą, żeby nie przedobrzyć, nie stłumić, nie uprościć.

Poniżej znajdziecie bardzo subiektywny przegląd barw w różnych pomieszczeniach, które zaintrygowały mnie same w sobie lub w zestawieniu z innymi, często nieoczywistymi odcieniami, a także z fakturami mebli, tkanin i dekoracji (pod zdjęciami są linki, w których znajdziecie kolejne zdjęcia i kolejne kolory).

[Soundtrack może być tylko jeden, czyli “Colours” Donovana: https://www.youtube.com/watch?v=hoEle04qu_U ]

04_kolor

http://www.fentonandfenton.com.au/_blog/Fenton_and_Fenton

03_kolor

http://www.houseandgarden.co.uk/interiors/hallway/block-colour-pink-blue-painted-stairs

pink-room-wall-design.jpg

http://zac-e.com/

pink

http://www.lifestyleetc.co.uk/

08_kolor

https://www.nakedkitchens.com/kitchens/frameless/ladbroke

01_kolor

http://www.pinterest.com

07_kolor

http://www.remodelista.com/

f90aa63dd668f8fa11ea2d8d75d033ac

http://www.cotemaison.fr/inspirations/decoration-interieur-peinture-marier-les-couleurs_23166.html

02_kolor

http://www.planete-deco.fr/

koloo

http://homeadore.com/

10_kolor

http://skonahem.com/

1d73de6b222a5e778022b1c4977c0ec0.jpg

https://www.bloglovin.com/blogs/sanna-tranlov-4553755/sangbord-4166729246

ziel

https://www.bloglovin.com/

heart-of-the-home-by-gisbert-poeppler-yellowtrace1

http://camillestyles.com/living/bring-it-home/break-with-convention/

02

http://www.designattractor.com/2016/03/serene-scandinavian-apartment-with.html

zielle

http://www.apartmenttherapy.com/paint-color-portfolo-dark-green-dining-rooms-194733

Na koniec norweska ambasada w Berlinie i mistrzowskie łączenie odcieni: bieli, granatów, fioletów i (tak, tak) koloru brzoskwiniowego…

05_kolor.jpg

http://www.freundevonfreunden.com/

Wszystkie moje zbiory i kolory są tu:

Zapraszam! 🙂

Zapisz