Archives for posts with tag: Wrocław

Blog leży i kwiczy, sumienie mnie gryzie, ale co robić, skoro rzeczywistość wymaga i angażuje. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że efekt pracy ostatnich kilku miesięcy jest również internetowy. I blogowy trochę też.

W marcu oficjalnie ruszył pierwszy internetowy przewodnik po wrocławskiej architekturze XX i XXI wieku, czyli Wroapp. Za pomysł i teksty odpowiada Fundacja Transformator (czyli Michał Duda, Karolina Jara i ja), za zdjęcia Jerzy Krzysztof Kos, a za oprawę graficzną – Marian Misiak. Pomysł powstał już parę lat temu i zakładał przygotowanie podręcznej książeczki, którą można wziąć na wycieczkę po mieście (w przeciwieństwie do już istniejących publikacji, z których każda waży po 5 kilo albo i więcej). W toku prac i dyskusji, już pod egidą Europejskiej Stolicy Kultury, stanęło na responsywnej stronie, która ma otwartą strukturę, sprzyjającą zmianom i aktualizacjom (ale nie ma obawy, nie pożegnaliśmy się jeszcze z wizją książki!).

Wroapp to po prostu skrót od: wrocławska architektura przed/po. Przed i po 1945, który to rok jest symbolicznym momentem przełomu i zmiany w historii miasta, radykalną cezurą i punktem zwrotnym, ale jednocześnie ten przełom skłania do przyjrzenia się całemu stuleciu, do poszukiwań wspólnych wątków i diametralnych różnic, a w architekturze pozwala uchwycić ciekawe analogie: niezależne od ustrojów i nacji próby nowoczesnych narracji, zatrzymania w pół drogi, eksperymenty i kompromisy, światowe plany i peryferyjne okoliczności.

Na początek wybraliśmy setkę budynków i osiedli, wśród których są realizacje znane i mniej znane, oczywiste i dyskusyjne, a często po prostu – rzadko zauważane (pod warstwami lat i brudu). Początek XX wieku, lata naste i 20., wciąż mało znany okres po 1933 roku, odbudowa i socrealizm, boom lat 60., osiedla na obrzeżach, nieco spóźniony postmodernizm i wreszcie współczesność, czyli ostatnie dwie dekady, które w dużej mierze wpłynęły na zmianę wizerunku niektórych części Wrocławia.

Ale nie chcieliśmy opowiadać tylko o formie i detalu – chcieliśmy pójść na spacer śladami wyobrażeń, które zweryfikowała rzeczywistość, zobaczyć znaki dawnych i współczesnych ambicji (lub ich przerostu), przypomnieć imiona i nazwiska, pokazać podwórka, zaplecza i niespodzianki. Dlatego wszystkie zdjęcia są kolorowe, bo nie da rady uciec przed chaosem czy zaniedbaniami, ale to też jest Wrocław, ze wszystkimi swoimi lukami, dosłownościami i łuszczącą się farbą (spod której widać niemieckie napisy).

_DSC0275_m

Dom Igloo (proj. Witold Lipiński, 1962-1963) http://wroapp.pl/obiekt/dom-igloo/

_DSC7073m

Biurowiec (proj. Hans Poelzig, 1911-1913) http://wroapp.pl/obiekt/prototyp-biurowca

Strona zawiera obiekty (ułożone losowo, jak mozaika), które można sortować po czasie powstania, funkcji i architektach. Można również wybrać trasę tematyczną, albo przygotować swoją własną. Jeszcze nie wszystkie obiekty są opublikowane, jeszcze nie wszystko działa idealnie, ale pracujemy nad tym – i czekamy na uwagi oraz opinie użytkowników, którym będzie się chciało odpalić wroapp na komputerze lub telefonie.

_DSC7602m

Apartamentowiec Thespian (proj. Maćków Pracownia Projektowa, 2008-2011) http://wroapp.pl/obiekt/apartamentowiec-thespian/

_DSC5943m

Budynek plombowy (proj. Wojciech Jarząbek, 1994-1996) http://wroapp.pl/obiekt/barwna-plomba/

Powyższe zdjęcia wykonał Jerzy Krzysztof Kos, na stronie jest ich oczywiście dużo więcej, część budynków ma całą dokumentację fotograficzną, a niektóre – po prostu zdjęcie poglądowe. W miarę możliwości będziemy też dodawać zdjęcia archiwalne, a smutne widoki zimowe zostaną podmienione na bardziej wiosenne. Czyli sporo jeszcze przed nami pracy, eksplorowania i pisania, ale już teraz bardzo zachęcam do odkrywania Wocławia z Wroapp, realnie albo wirtualnie: zwiedzajcie z nami nowoczesny Wrocław!

http://www.wroapp.pl

 

Przed_po_strona1

Projekt graficzny strony: Marian Misiak

I jeszcze zdjęcie pamiątkowe, z premiery w Barze Barbara, 9 marca 2017 roku.

fundacja_fot.N.Dobryszycka

Fundacja Transformator w komplecie: Karolina Jara, Michał Duda i Agata Gabiś, a w tle trasa pt. Wątki ceglane (fot. Natalia Dobryszycka)

 

/a jeśli kogoś w ogóle nie interesują takie historie, to zapowiadam, że wkrótce pojawią się nowe, poremontowe zdjęcia. I kolejna lampa. Howgh/

 

We wrześniu rozpoczął się nowy remont, taki generalny i na serio, z burzeniem ścian, zmianą wszystkich kabli i rur, a nawet zmianą funkcji pomieszczeń. Niby nic nadzwyczajnego, plan gotowy, wszystko policzone i ustalone. Ale w tym “wszystko” mieści się cała gama światłocieni i obrazów z przeszłości, a konkretnie – ze wczesnoszkolnego dzieciństwa.

Znów mamy lata 80., osiedle niskich bloków z zielonymi podwórkami, balkony obrośnięte winoroślą i podobne przedpokoje obłożone boazerią. Do szkoły jest niedaleko, wraca się dużą grupą, a potem idzie się na obiad do losowo wybranego mieszkania – przecież wszędzie są znajomi sąsiedzi i znajome dzieci.

Znam te bloki od zawsze, pamiętam boazerię i zieleń, a najbardziej – serdeczność i rodzinność, które zostały w ścianach i pokojach, chociaż dziś prawie wszystko już się zmieniło: remont raczej nie stłumi dobrego klimatu, pomoże za to odzyskać jasną przestrzeń i trochę poprawi funkcjonalność całości. Ale światło się nie zmieni.

dscf1214

dscf1218

Archeologia remontowa

Ku zaskoczeniu wszystkich osób zaangażowanych w remont okazało się, że ściany w mieszkaniu mają li i jedynie 4 cm grubości. Są oczywiście betonowe, z wyraźną fakturą i ręcznie wymalowanymi na placu budowy numerami. Po demontażu kafli w kuchni (która będzie małą sypialnią) ukazały się warstwy zdecydowanych kolorów i ekspresjonistyczna kompozycja linii i plam – zostaną po niej pamiątkowe fotografie.

dscf1227

dscf1239

dscf1243

Przestrzał, beton i okładziny ścienne

Ciemnawy i długi przedpokój został skrócony i częściowo otwarty na duży pokój: demontaż boazerii nie tylko pozwolił odzyskać kilka centymetrów powierzchni, ale również odsłonił wcześniejsze warstwy tapet w roślinne wzory oraz inskrypcje z dawnych czasów, ręcznie wypisane bezpośrednio na ścianach.

dscf1254

dscf1257

Inskrypcje naścienne

Na tym etapie prac można po prostu dotknąć przeszłości, jest materialna i namacalna, lata 80. mają tu swoją fakturę i koloryt. Za chwilę znikną najpoważniejsze rysy i pęknięcia, pojawią się nowe detale i kolory, zmieni się (chociaż w sumie nieznacznie) układ całego mieszkania. Mam jednak nadzieję, że nadal – gdy tylko ktoś przekroczy próg – poczuje, że jest w domu.

dscf1271

Sztuka postkuchenna

/Dziękuję koleżance AKR za kontakt, propozycję remontową i możliwość powrotu do dawno nie odwiedzanych zakątków. Czuję, że to będzie miłe miejsce – przecież zawsze takie było!/

Zapisz

O wrocławskich krasnalach, które z symbolu Pomarańczowej Alternatywy stały się maskotkami turystów oraz lokali gastronomicznych, napisano już sporo. Mnie zainteresowały trzy społecznie zaangażowane, w budzącej pewne wątpliwości lokalizacji. Kilka lat temu, jeszcze przy Przejściu Świdnickim, pojawiły się krasnale niepełnosprawne (lub, jak kto woli, z fizycznymi ograniczeniami): jeden na wózku inwalidzkim, drugi niewidomy, w okularach i z laską oraz trzeci, trzymający się za ucho, czyli niedosłyszący. Znajdowały się na dość eksponowanym miejscu i jednocześnie przy samym zejściu na schody, co mogło wydawać się nieco ryzykowne. Gdy pod koniec roku 2014 zaczęto się przymierzać do przebudowy Przejścia, krasnale powędrowały w inne miejsce, w bezpośrednie sąsiedztwo Ratusza oraz hrabiego Fredry.

Przed wejściem do Ratusza, podobnie jak przy innych ważnych budynkach Wrocławia, znajduje się odlany z brązu model budynku, z historią napisaną alfabetem Braille’a. Pomysł ciekawy, w założeniu każdy zainteresowany może obejść model wokoło, dotknąć wszystkich elementów i przeczytać tekst. Może, o ile uda mu się bez szwanku dotrzeć do postumentu z miniaturą Ratusza – tak się bowiem składa, że grupa krasnali została ustawiona dokładnie na osi, w połowie drogi do modelu i wejścia. I do tego – za zakrętem.

Ta kompozycja utrudnia przechodzenie, a dla wielu osób (niewidomych, ale też dla tych, którzy chodzą bardzo szybko lub patrzą w niebo) jest po prostu niebezpieczna. Zatem – przechadzajcie się tylko pobliską szpilkostradą (która miała z płyty Rynku uczynić trasę gładką i bezproblemową) albo – uważajcie na drodze!

IMG_0647

IMG_0666

IMG_0663

IMG_0651

IMG_0652

IMG_0654

IMG_0656

IMG_0669

Wrocławskie krasnale w akcji

/Zdjęcia A. Gabiś, luty 2016/

 

 

 

 

Idealnie leniwy i lekko przeziębiony początek roku skłania do równie powolnych i nieco sennych dywagacji o tym, co też trzeba zrobić/napisać/wymyślić podczas kolejnych miesięcy. W trakcie takich dywagacji miły nastrój ewoluuje w stronę bardziej nerwową i wtedy należy przestać. Wyjrzeć za okno, popatrzeć na śnieg, podlać badylkochoinkę i zignorować techno dobijające się zza ściany – w tym przydaje się niezawodny program 2 Polskiego Radia (fatalnie, że nie doczekałam pojedynku tenorów w wieczór sylwestrowy…).

Jeszcze przed świętowaniem uładziłam najmniejszy pokój, czyli pracownię i garderobę w jednym. To tu nawarstwiają się papiery, książki i dekoracje, i to tu przechowywane są wciąż potrzebne wiertarki i wkrętarki oraz kuchenne szafki w trakcie montażu. Szczęśliwie ostatnia szafka wczoraj zawisła (i żadna rura nie została przy tym uszkodzona), więc pokój czeka w gotowości, trzeba tylko otworzyć komputer i wyciągnąć notatki. Ale to jeszcze nie dziś.

DSC00224

DSC00225

Biblioteczka na różne różności

Jako że pokój raczej niewielki, to umeblowanie też skromne. Prym wiedzie regał-biblioteczka z lat 60. w kolorystyce bardzo zdecydowanej, mieszcząca papiery, pudełka i całą masę ważnych spraw. Parę lat temu kolega MB chciał się jej pozbyć (był to tzw. mebel po dziadkach), więc przechwyciłam, zmagazynowałam i oto jest: z czarnymi szybami, czerwonymi uchwytami i miejscem do eksponowania ceramiki starszej oraz nowszej.

Pracownia wymaga oczywiście dopracowania (np. akcja oczyszczania osłony kaloryfera utknęła w martwym punkcie), ale udało się skonstruować biurko, które jest zarówno ekonomiczne, jak i ekologiczne. Składa się bowiem z trzech białych kubików (oczywiście matka Ikea), blatu i kozła (m. I.). A blat wykonał KSz z drzwi starej szafy, tej samej, która wróciła do tego mieszkania na chwilę, ale została szybko rozmontowana. Duży to był mebel i przydał się już wielokrotnie – oprócz biurka z elementów szafy wykonany został podest pod materac i zagłówki łóżka. Czyli stary segment przysłużył się bardzo, a nowa szafa jest nowa, biała i ma dziwne uchwyty, które wesoło konwersują sobie z trójkątami biblioteczki.

DSC00226

DSC00228

DSC00229

DSC00230

Blaty, szafy i uchwyty

Jedyna wolna ściana (w tym momencie, bo pewnie długo to nie potrwa zważywszy na wciąż powiększający się księgozbiór) została zagospodarowana tymczasową wystawką zdjęć i plakatów. Można je wieszać/przewieszać dowolnie, bez ciężkich ram i bez wiercenia (wystarczą klamerki i małe gwoździki). Z tuby wyciągnęłam plakat ze Stuttgartu, a zza szafy – zdjęcie wrocławskiego skrzyżowania z początku lat 90., na którym widać kwitnący handel uliczny oraz legendarny bar Mr. Beef.

IMG_7484

Obrazki i książki

Z przyjemnością powiesiłam również kolorową odbitkę od Państwa F., bo na tym zdjęciu jest jeszcze dużo przybrudzonego, szorstkiego betonu, znikającego właśnie pod warstwą styropianu i gładkiego tynku. W ostatni dzień maja świeciło mocne słońce, w którym wygrzewały się prefabrykaty, łaskawie fotogeniczne. Szkoda było nie skorzystać z okazji i dzięki temu powstała urocza, sentymentalno-architektoniczna pamiątka po 2015 roku. Bardzo prześwietnym, swoją drogą. Ciekawe, czy rok Europejskiej Stolicy Kultury będzie porównywalnie świetny. O tym może pomyślę jutro.

/Za kapitalne zdjęcia na wrocławskim Manhattanie dziękuję Michałowi F., czyli http://katanga2.blox.pl/html oraz Marcie, która miała cierpliwość, Ewie, Łukaszowi i przypadkowym przechodniom. Ani Manhattan, ani my już nigdy nie będziemy tacy piękni, nigdy/

/Natomiast wnętrze Mr. Beef’a prezentowało się tak, jeśli ktoś byłby ciekawy: http://dolny-slask.org.pl/851633,foto.html?idEntity=550004 /

Jest taki fragment Wrocławia, który chyba wszyscy znają ze słyszenia, ale mało kto w tym rejonie bywa. Może dlatego, że najwygodniej dojechać tam pociągiem. Ale – łatwo też stamtąd wyjechać poza miasto. To był jeden z powodów, dla którego Szanowny Inwestor (czyli eSzI, prywatnie mój kolega, informatyk-bibliofil) postanowił poszukać mieszkania na Brochowie. Miało być nieduże, w starym budownictwie i nie za jasne (ostatni warunek nie został na szczęście spełniony). Po obejrzeniu kilku co najmniej dziwnych lokali trafił na kawalerkę (38 m. kw.) w kolejowym bloku z początku lat 30., do generalnego remontu.

Mimo straszliwych kolorów, kafli, drewnopodobnych okładzin oraz kuriozalnego, wtórnego układu (z kuchni przebito przejście do łazienki) te pomieszczenia miały w sobie to „coś” dobrego, co sprawia, że przestrzeń wydaje się gościnna, domowa, że można się poczuć na swoim miejscu, po prostu. No i była zachowana, pod wykładziną, stara drewniana podłoga, wszystkie oryginalne drzwi z okuciami oraz szafka-spiżarka pod oknem. Przecież nie można było dopuścić do tego, żeby mieszkanie kupił ktoś inny i położył panele albo wstawił drzwi w okleinie wenge (co po sąsiedzku już się zdarzało). I eSzI kupił, na szczęście. Spytał się tylko, chyba na wszelki wypadek, czy tam na pewno może być ładnie – odpowiedziałam, że tak.

Zaczął się więc remont totalny, z przywracaniem pierwotnego układu i renowacją wszystkiego, co odnowić się dało. A dało się na szczęście dużo. To te oryginalne elementy są najważniejsze, reszta jest biało-czarna i minimalistyczna, wedle życzenia eSzI, który preferuje skandynawskie, ascetyczne wnętrza. Umiarkowanie nie dotyczy jedynie księgozbioru, ale to jest temat na osobny tekst.

IMG_0222

Fragment kuchni z retro-lodówką na pierwszym planie

Najważniejszym pomieszczeniem jest kuchnia. Przestronna, jasna, z szafką-spiżarką pod oknem i kącikiem jadalnianym. Stare deski, po wycyklinowaniu, zostały pobielone, szafka jest odnowiona i świetnie się sprawdza jako schowek na różne różności (dzięki niej parapet jest bardzo głęboki i można na nim wygodnie siedzieć). Nie ma tu nadmiaru – ani sprzętów, ani kolorów, ani dekoracji. Zgodnie sobie egzystują: nowa lodówka i stół z odzysku, z odświeżonym blatem (uratowany przed porąbaniem na opał), plastikowe krzesło, gięty fotel Thoneta i szpitalny stołek. Lampa też jest stara i fabryczna, trochę zardzewiała od środka, ale to w sumie nikomu nie przeszkadza.

IMG_0198

Druga strona kuchni (za drzwiami – pralka i piec)

Po drugiej stronie kuchni zmieściła się prosta zabudowa kuchenna (meble ze znanej wszystkim szwedzkiej firmy na I., zlew ceramiczny też). Nad blatem, oświetlanym przez garażowe lampki, zamontowana została płyta osb, pomalowana farbą i zakończona wąską półką, idealną do ustawiania minipojemniczków, puszek z kawą oraz ozdobnych talerzy.

Porządek na blacie i talerze z Łysej Góry

Talerze są fragmentem mojej kolekcji – zawędrowały nad blat, bo było miejsce akurat na takie dwa okazy (eSzI, jako osoba pokojowo nastawiona do świata, nie protestował przeciwko wystawce). Talerze wyprodukowano w latach 60. w Łysej Górze, są ze szkliwionej gliny i mają taki swojski, ludowo-etnograficzny styl, a jednocześnie są utrzymane w pięknej, stonowanej kolorystyce. To zresztą nie jedyne okazy ceramiczne w brochowskiej kuchni – jako patera na owoce służy talerz z Bolesławca (pogodna interpretacja bolesławieckich kropek z lat 60.), a na półeczce nadblatowej stoi szereg przedwojennych pojemniczków na przyprawy.

Kropki z Bolesławca i kreski z Breslau

Oprócz wspomnianej podłogi i szafki odnowione zostały również framugi i drzwi – były pomalowane kilkoma warstwami farby, a w dolnej części ktoś wyrąbał kratkę wentylacyjną. Teraz są białe, gładkie, matowe, z oryginalną klamką i szybą z mrożonego szkła.

Drzwi do kuchni (przed i po)

Już tutaj widać, jak mniej więcej wyglądała kuchnia przed remontem. Ale dla porównania –  jeszcze dwa zdjęcia ze smętnym linoleum, bordowymi kaflami i narożnikiem. Nie był to budujący widok – tym bardziej się cieszę, że eSzI na początku uwierzył, że będzie dobrze.

Kuchnia przed remontem

W kolejowym bloku jest jeszcze pokój (a właściwie biblioteka z miejscem do spania), łazienka i przedpokój. Jako że w każdym z tych pomieszczeń są jakieś miłe i ciekawe detale – to spróbuję przygotować dla nich kolejne wpisy. Zdaję sobie sprawę, że zdjęcia nie są najlepszej jakości – mój ulubiony canon g7 robi piękne zdjęcia przyrodzie w słoneczny dzień, we wnętrzach radzi sobie nieco gorzej. Ale może da się coś z tym zrobić.

Przez cały remont (który miał też momenty trudne, jak to w starym budownictwie) wspierało mnie fotoforum “Wnętrza mieszkań”, ulubione i jedyne. Gdyby ktoś był ciekaw kolejnych, budowlanych etapów prac, to na forum znajdzie wszystko: http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,35,126235709.html

Dziękuję eSzI za możliwość pokazywania jego lokalu. Zapewniam, że porządek nie został zrobiony z powodu minisesji fotograficznej – tam naprawdę tak jest.  I albedo jest optymalne.

IMG_0258IMG_0209

Przy tym starym stole dobrze się siedzi i pije herbatę. Drewno jest gładkie, miłe w dotyku. Na thonetowskim fotelu widać jeszcze całkiem wyraźny, secesyjny wzór. Cisza i sudoku w kolejowej kuchni.